Sieciocentryczność sprawia, że wszystkie radary, wyrzutnie i armaty działają w ramach jednego systemu. Najkrócej: użyj każdego dostępnego radaru i najlepszego możliwego efektora. Wielowarstwowość przejawia się w posiadaniu środków wykrywania i zwalczania o różnej specyfice, co wynika ze zróżnicowania zarówno zagrożeń, jak i chronionych obiektów.
Środki napadu powietrznego (śnp) można podzielić na kilka grup. Pierwszą stanowią proste bezzałogowce – tanie, mało skomplikowane, wolne i łatwe do masowej produkcji, jak rosyjskie Gerany-2 czy drony FPV. Wojna w Ukrainie sprawiła, że stały się one bardziej zaawansowane (m.in. pod względem naprowadzania), szybsze (dzięki silnikom odrzutowym) i wyraźnie droższe. Te bardziej zaawansowane należy zaliczyć do drugiej kategorii – celów aerodynamicznych – obejmującej też pociski manewrujące (np. Ch-101 i 3M-14 Kalibr), śmigłowce i samoloty bojowe.
Trzecią kategorię stanowią rakiety balistyczne krótkiego i średniego zasięgu (np. Iskander) oraz pociski hipersoniczne. Są drogie, ale bardzo szybkie, a samo trafienie nie gwarantuje jeszcze, że cel nie wyrządzi szkód – przy takich prędkościach zagrożeniem stają się nawet odłamki. Czwarta kategoria to rakiety balistyczne o bardzo dużym zasięgu, które wznoszą się w kosmos, a wpadając z powrotem w atmosferę, osiągają prędkości rzędu Mach 20. To broń najdroższa i najbardziej zaawansowana, służąca głównie do uderzeń jądrowych; jej użycie konwencjonalne jest rzadkie i zwykle wynika raczej z desperacji.
Zakupy w Ameryce: IBCS i Patriot
Całość ma integrować amerykański IBCS (Integrated Air and Missile Defense Battle Command System) – mózg systemu, decydujący o tym, jakich radarów i pocisków użyć wobec konkretnego śnp. Podpisana w 2024 r. umowa przewiduje dostawy w latach 2024–2031. Polska jest drugim po Stanach Zjednoczonych użytkownikiem tego rozwiązania. Zakupy Patriotów w ramach programu Wisła przebiegały w dwóch turach. Pierwsza faza to zakup w 2018 r. dwóch baterii; obie trafiły do 37. Dywizjonu Rakietowego Obrony Powietrznej w Sochaczewie i pełnią dyżury bojowe. Kolejnych sześć baterii zamówiono w 2023 r., a ich dostawy mają nastąpić w latach 2026–2029.
Wraz z bateriami zamówiono antyrakiety PAC-3 MSE, dedykowane zwalczaniu celów aerodynamicznych oraz – co kluczowe – rakiet balistycznych krótkiego i średniego zasięgu i broni hipersonicznej. Wymaga to od nich dużej prędkości, niebywałej precyzji (pomyłka o 0,01 s to 40 metrów różnicy) i niszczenia celu metodą hit-to-kill, czyli przez fizyczne zderzenie zamiast rażenia głowicą odłamkową. Wadą jest wysoka cena – dlatego Polska zamierza opracować wspólnie z Brytyjczykami mniej zaawansowane, ale wyraźnie tańsze pociski CAMM-MR. Ponieważ prace nad nową bronią trwają latami, w 2026 r. kupiliśmy kilkaset pocisków PAC-2 GEM-T z dostawą w latach 2026–2031.
Każda bateria Patriot składa się z dwóch jednostek ogniowych (JO) – mamy więc dziś cztery. W skład JO wchodzą m.in. radar (sektorowy AN/MPQ-65 lub dookólny LTAMDS), cztery wyrzutnie M903A2, wozy dowodzenia i pojazdy logistyczne. Zasięg pocisków PAC-2 GEM-T i PAC-3 MSE wobec celów aerodynamicznych wynosi odpowiednio 160 i ok. 120 km; cele balistyczne PAC-3 MSE zwalcza z odległości nawet 40 km.
Pilica+ i Narew
Patriot, jak inne zestawy tej klasy, nie nadaje się do zestrzeliwania prostych bezzałogowców. Dlatego Polska kupiła systemy Pilica. W 2018 r. zakontraktowaliśmy pierwsze sześć baterii, dostarczonych w latach 2020–2023. Każda składa się z wozu dowodzenia oraz sześciu Jelczy ze zdwojoną armatą ZUR-23-2SP Jodek kal. 23 mm i dwiema wyrzutniami pocisków Piorun. Izraelskie stacje radiolokacyjne są w nich zastępowane zamówionymi w 2023 r. polskimi radarami ZDPR Bystra. W tym samym roku podpisano umowy, na podstawie których armia otrzyma łącznie 22 baterie Pilica+ – to modernizacja 6 posiadanych i zakup 16 nowych. „Plus” oznacza nie tylko zmianę radaru, ale też dodanie niekinetycznego systemu antydronowego SkyCtrl, dwóch wyrzutni iLauncher z pociskami CAMM, które docelowo mają powstawać w Polsce, oraz wozu dowodzenia ZSD Zenit-MP+. Dostawy zaplanowano na lata 2025–2029, a pierwsze trzy nowe baterie armia powinna dostać do końca 2026 r. Spośród 22 baterii aż 16 ma chronić Patrioty, 5 – kluczowe bazy lotnicze, a ostatnia posłuży do szkolenia. Armata Jodek razi na ok. 3 km, Piorun do 6,5 km, a CAMM do 25 km: artyleria lufowa i Pioruny mają zwalczać drony, iLauncher uzupełnia je o zdolność rażenia celów aerodynamicznych. Kręgosłupem systemu będzie Narew. Na początku 2022 r. zamówiliśmy pierwszą, uproszczoną baterię (tzw. Mała Narew), co pozwoliło rozpocząć szkolenie i wypracować procedury, a więc przyspieszy wdrożenie wersji docelowej. Mała Narew pełniła już dyżury bojowe, m.in. na lotnisku w Rzeszowie, a dwie JO stacjonują w pułkach przeciwlotniczych w Zamościu i Gołdapi. Główny etap programu ruszył wraz z podpisaniem w 2023 r. umów na 138 wyrzutni wraz z zapasem pocisków CAMM, na potrzeby 23 baterii, z dostawami w latach 2027–2035. Sprawa jest jednak bardziej skomplikowana, bo każda JO ma się składać nie tylko z trzech wyrzutni iLauncher, lecz również m.in. z radaru Sajna. Umowy wykonawczej na te radary wciąż nie ma i jest to jedna z najważniejszych „białych plam” na mapie modernizacji polskiej obrony przeciwlotniczej. Docelowo Narew ma trafić do Wojsk Lądowych i Sił Powietrznych oraz korzystać z pocisków CAMM i CAMM-ER o zasięgu ok. 45 km.
Oczy i uszy systemu
Sajna, Bystra czy LTAMDS to radary naprowadzania ognia. Obok nich funkcjonują lub będą funkcjonować cztery inne rodzaje sensorów: P-18PL, SPL, aerostaty Barbara i NUR-15M. Umowy na P-18PL i SPL podpisano odpowiednio w 2023 i 2025 r., a dostawy przewidziano na lata 2027–2035 oraz 2030–2038. W obu przypadkach mówimy o nowym sprzęcie, który niedawno ukończył badania kwalifikacyjne.
P-18PL, którego zamówiliśmy 24 sztuki, wykrywa cele – w tym te o obniżonej wykrywalności – na odległości do 900 km. Sekretem jest fala metrowa, co wymagało zastosowania bardzo dużej anteny. Wadą jest niska dokładność, ale ten radar ma ostrzegać, a nie naprowadzać. SPL, którego kupiliśmy 46 zestawów, działa odwrotnie: zamiast emitować, zbiera emisje – zarówno fale odbite od rakiety czy drona, np. radiowe i telewizyjne, jak i generowane przez sam cel. Widzi to, czego nie dostrzegają zwykłe radary, pozostając przy tym anonimowym: nie „hałasuje” w eterze, więc może pracować bez obawy o wykrycie. Program aerostatów Barbara notuje opóźnienia, ale w ciągu kilku lat powinny trafić do kraju cztery takie jednostki – w uproszczeniu sterowce na uwięzi z podwieszonym radarem. Umieszczenie go wysoko pozwala dostrzec to, co kryje się za wzniesieniem, a właśnie nisko nad terenem lubią latać pociski manewrujące. Wadą jest niewielka mobilność, przez co to raczej sprzęt czasu kryzysu niż wojny. Uzupełnieniem są radary NUR-15M – ponad 20 sztuk zamówionych w latach 2008–2021, wypełniających luki w pokryciu radarowym kraju.
Białe plamy i antydronowy San
Jedynym naprawdę dużym sukcesem eksportowym polskiej zbrojeniówki są Pioruny. Te naramienne wyrzutnie pocisków bardzo krótkiego zasięgu mogą też stanowić uzbrojenie pojazdów – jak w 79 zestawach Poprad zamówionych w 2015 r. Trafiły one do dywizjonów przeciwlotniczych Wojsk Lądowych, gdzie mają chronić przemieszczające się kolumny, choć byłyby przydatne również do osłony fabryk i infrastruktury krytycznej. Niestety, systemów zdolnych podążać za czołgami i Rosomakami jest zbyt mało, a mimo upływu lat Polska nie dokonała zakupów w programie Sona, przewidującym pozyskanie organicznej obrony przeciwlotniczej dla Wojsk Lądowych. To kolejna duża biała plama.Nie znaczy to, że systemy antydronowe nie są zamawiane. Na początku 2026 r. Polska zakontraktowała 18 modułów bateryjnych systemu San, złożonego z kilku rodzajów sensorów i efektorów. Sprzęt ma trafić do wojska w latach 2026–2028, z czego trzy pierwsze baterie jeszcze w tym roku. Za wykrywanie odpowiedzą polskie radary FIELDctrl z gdyńskiego APS, twórcy SkyCtrl, oraz duńskie stacje Xenta-M firmy Weibel. Efektory lufowe to polskie armaty SA-35 kal. 35 mm z PGZ, moduły kal. 30 mm norweskiego Kongsberga i wielkokalibrowe karabiny maszynowe WLKM kal. 12,7 mm z ZM Tarnów. Uzupełniają je wyrzutnie kierowanych rakiet APKWS kal. 70 mm oraz amerykańskie drony uderzeniowe MEROPS, wyspecjalizowane w neutralizowaniu wrogich bezzałogowców. Całość domykają wozy walki radioelektronicznej. San ma trafić do dywizyjnych pułków przeciwlotniczych, skąd będzie delegowany do zadań w ramach Tarczy Wschód, oraz do dwóch baterii Pilica+ chroniących pierwsze polskie Patrioty, co podniesie je do standardu Pilica++.
Polska buduje więc bardzo rozbudowany system obrony przeciwlotniczej, odpowiadający na zagrożenia od prostych dronów po Iskandery, przy zachowaniu ekonomii działania. Większość kluczowych umów podpisano kilka lat temu, ale gros dostaw przypadnie dopiero na najbliższe pięć lat. Realne, zaawansowane zdolności do zwalczania śnp system osiągnie w pierwszej połowie lat 30.