W czerwcu wylądowały w Łasku pierwsze Husarze, w sierpniu kolejnych pięć. W Bydgoszczy przygotowywana jest linia do modernizacji Jastrzębi. A w Waszyngtonie trwają rozmowy o czwartej dużej pożyczce, za którą być może kupione zostaną kolejne F-35. Być może część rozstrzygnięć przyniesie otwierający się dziś w Kielcach MSPO.
Polskie lotnictwo przechodzi największą przebudowę od dekad. 12 czerwca w 32. Bazie Lotnictwa Taktycznego w Łasku odbyło się oficjalne wprowadzenie do służby pierwszych F-35A. To pierwsze w historii polskiego lotnictwa samoloty piątej generacji. Umowę na 32 maszyny podpisano w 2020 roku. Z kolei 28 sierpnia, w Święto Lotnictwa Polskiego, w Łasku wylądowało pięć kolejnych Husarzy i w kraju jest ich obecnie już osiem. Do końca roku ma być czternaście, a ostatnie mają dotrzeć w latach 2029–2030 roku.
O potrzebie zakupu dwóch dodatkowych eskadr samolotów bojowych mówi się od kilku lat. Dziś wojsko komunikuje wyraźnie, że podstawową platformą polskiego lotnictwa pozostanie F-35. 20 sierpnia wiceminister obrony Paweł Bejda, odpowiadając na interpelację posła Mariusza Błaszczaka, potwierdził, że pozyskanie kolejnych maszyn piątej generacji zostało wpisane do Planu Modernizacji Technicznej na lata 2025–2039. Szczegóły pozostają niejawne, a resort zapewnia, że program nie oznacza ograniczenia finansowania innych przedsięwzięć.
Żmije w Bydgoszczy
Równolegle trwa modernizacja 47 Jastrzębi do standardu F-16V.
Zakres instalowanych nowych elementów jest szeroki i obejmuje radar AESA AN/APG-83 SABR, system walki elektronicznej Viper Shield, nowy komputer misji, zasobniki rozpoznawcze MS-110, system Auto GCAS oraz nowe fotele katapultowe. Do tego dochodzi integracja z pociskami JASSM-ER, AARGM-ER, JSOW, AMRAAM i Sidewinder oraz bombami SDB i StormBreaker.
Co najważniejsze, modernizacja przedłuży żywotność maszyn do 12 tysięcy godzin lotu i zapewni interoperacyjność z F-35.
Pierwsze dwa samoloty trafią do zakładów Lockheed Martin w latach 2028–2030. Seryjna przebudowa ruszy w Wojskowych Zakładach Lotniczych nr 2 w 2029 roku i potrwa do 2038 roku.
FA-50PL z poślizgiem
Najbardziej problematyczny pozostaje program FA-50. Pierwsze 12 maszyn w wersji pomostowej GF trafiło do Mińska Mazowieckiego w 2023 roku. Wydaje się, że planowanej początkowo modernizacji tych egzemplarzy do standardu PL nie będzie.
Pozostałe 36 sztuk w wersji FA-50PL miało trafiać do Polski w latach 2025–2028. 9 stycznia 2026 roku Agencja Uzbrojenia podpisała z Korea Aerospace Industries aneks formalizujący sięgające półtora roku opóźnienie. Pierwsza maszyna przyleci do Polski w trzecim kwartale 2027 roku, ostatnie na początku 2029.
Przyczyną opóźnienia są głównie problemy z integracją radaru RTX PhantomStrike, który w chwili podpisania kontraktu istniał właściwie jedynie na desce kreślarskiej.
Cztery powietrzne tankowce
Dzięki środkom z SAFE rozpoczęła się w końcu realizacja programu „Karkonosze”, czyli pozyskania powietrznych tankowców. Jeszcze w czerwcu mówiło się o dwóch maszynach A330 MRTT. Ostatecznie zakup będzie wspólny z Hiszpanią, która pełni w nim rolę lidera. 25 sierpnia hiszpańska Rada Ministrów zatwierdziła wniosek o zawarcie umowy ramowej: siedem samolotów, trzy dla Hiszpanii i cztery dla Polski, o szacowanej wartości 5,4 miliarda euro i siedmioletnim okresie obowiązywania. Finalnego podpisu w dniu otwarcia targów jeszcze nie ma. Polskie maszyny mają dotrzeć do Polski do końca trzeciego kwartału 2030 roku, a termin ten wynika z twardego warunku rozliczenia pożyczek z SAFE.
Polskie maszyny mają być oparte na A330neo w wariancie MRTT+ i wyposażone w sztywną belkę ARBS, czyli system zgodny z polskimi F-16 i F-35A.
Jeden A330 MRTT zabiera 111 ton paliwa. Dla porównania, F-35A mieści około 8,3 tony. Tankowanie w powietrzu trwa 10–15 minut.
Najsłabsze ogniwo
Nie w każdym obszarze modernizacja przebiega niestety tak sprawnie. Flota transportowa to pięć używanych C-130H i kilkanaście mniejszych C-295M. To maszyny wymagające już wymiany. Siły Powietrzne zdefiniowały swoje potrzeby na dziesięć samolotów ciężkich i osiem średnich.
W lipcu Polska dołączyła natomiast do wielonarodowej inicjatywy NATO dotyczącej zakupu A400M dla floty tworzonej wspólnie z Belgią, Chorwacją, Francją, Hiszpanią, Turcją i Wielką Brytanią.
W sierpniu w Warszawie zaprezentowano A400M w barwach RAF, a wiceminister obrony Paweł Zalewski potwierdził zainteresowanie resortu zakupem. Bezpośrednia oferta Airbusa mówi o 10–14 maszynach.
W zakresie rozpoznania radiolokacyjnego nadal używamy tylko dwóch odkupionych, używanych samolotów Saab 340 AEW, dostarczonych w 2024 roku. Ich radar Erieye wykrywa samoloty z około 320 kilometrów, a pociski manewrujące z blisko 200.
Za dekadę 159 maszyn
Po zrealizowaniu obecnych zamówień polskie lotnictwo bojowe będzie liczyć 127 maszyn: 47 zmodernizowanych F-16V, 32 F-35A i 48 FA-50, wspartych przez 16 szkolnych M-346. Po zamówieniu kolejnych dwóch eskadr flota urosłaby do 159 samolotów.
Przed nami jeszcze jedna decyzja, o której mówi się za mało. F-16 trzeba będzie zacząć wymieniać pod koniec lat 30. albo najpóźniej w pierwszej połowie lat 40. Zamówienie trzeba by złożyć najpóźniej około 2035 roku. Czyli dokładnie wtedy, gdy budżet MON będzie obciążony spłatą dzisiejszych zakupów.
Jest też pytanie o to, czy wówczas powinniśmy inwestować nadal w samoloty piątej generacji, czy też raczej już dziś zacząć rozglądać się za samolotem nowej generacji. Zakres dostępnych konstrukcji może bowiem okazać się dość ograniczony. Dziś szansę na produkcję seryjną mają dwie maszyny: amerykański F-47 w wersji eksportowej i międzynarodowy GCAP. To oznacza, że wkrótce po takie maszyny może zacząć się ustawiać spora kolejka chętnych.