„Rzeczpospolita”: Na początek muszę zapytać o nazwę. Fundusz nosi szyld NATO, ale nie jest częścią Sojuszu. Jak to rozumieć?

Ari Kristinn Jónsson: To bardzo dobre pytanie. Fundusz Innowacji NATO to niezależny, wielonarodowy fundusz venture capital, ale powołali go do życia sojusznicy – stąd nazwa. Działamy samodzielnie, choć w ścisłej współpracy z NATO, dzięki czemu możemy w pełni funkcjonować na rynku venture capital. Nie wszystkie państwa Sojuszu są naszymi inwestorami – są nimi 24 z nich. Mamy do dyspozycji nieco ponad miliard euro, który inwestujemy w firmy rozwijające technologie deep tech o podwójnym zastosowaniu, zdolne realnie wzmocnić obronność, bezpieczeństwo i odporność Sojuszu.

Czytaj więcej

Fundusz NATO otwiera biuro w Warszawie. Szuka nowych technologii

Fundusz Innowacji NATO: Bez USA, Francji i Kanady, ale z Polską

Kogo brakuje?

Nie ma z nami m.in. Kanady, ale na szczycie w Ankarze ogłoszono, że trwają rozmowy o jej przystąpieniu. Liczymy, że zakończą się jeszcze w tym roku i będzie nas 25. Największe kraje spoza funduszu to Stany Zjednoczone i Francja, które same mają bardzo silny potencjał technologiczny i obronny. Nie znaczy to, że ich nie chcemy – po prostu nie przystąpiły na początku. Brakuje też pięciu państw z rejonu Adriatyku. Mamy nadzieję, że dołączą do kolejnych edycji funduszu.

Każdy może dołączyć? 

Każdy sojusznik może przystąpić i z każdym chętnie porozmawiamy. Polska jest z nami od samego początku, co bardzo doceniamy.

Skąd pochodzi kapitał – tylko od państw NATO?

Tak, wpłacają go 24 państwa – bezpośrednio lub przez państwowe fundusze. Mamy trzy cele. Po pierwsze, chcemy być dobrym inwestorem i oddać państwom kapitał, miejmy nadzieję, że z nawiązką. Po drugie, inwestujemy w technologie, które realnie wzmacniają obronność, bezpieczeństwo i odporność Sojuszu. Po trzecie, w długiej perspektywie chcemy wzmacniać ekosystemy krajów członkowskich, tak by same tworzyły silne firmy deep tech.

Czy wszystkie państwa wpłacają tyle samo?

Nie. To inwestycja, którą zamierzamy zwrócić z wysoką nadwyżką. Wysokość wkładów ustala mechanizm, który częściowo uwzględnia PKB: większe kraje wnoszą więcej, mniejsze mniej, choć nie jest to wprost powiązane z PKB.

Fundusz Innowacji NATO szuka zdolności, których brakuje Sojuszowi

Inwestujecie, bo chcecie zarobić, czy chodzi o coś więcej?

Inwestujemy w firmy oraz w fundusze, które same inwestują w firmy. Zawsze zaczynamy od pytania: jakich zdolności brakuje Sojuszowi i gdzie potrzebne są nowe technologie? Na wschodniej flance potrzebujemy na przykład rozwiązań, które pozwolą wykryć drona, zdecydować, co z nim zrobić, i skutecznie to wykonać. Fajna technologia to za mało – musimy widzieć jej zastosowanie w obronności. Niektóre rozwiązania mają być gotowe za rok czy cztery lata, inne za dziesięć. W Polsce zainwestowaliśmy w dwa fundusze. Wchodzą do firm na wcześniejszym etapie niż my i pomagają nam znajdować naprawdę dobre spółki w tym regionie Europy.

Jakie projekty konkretnie was interesują?

Kupujemy udziały w firmach, ale muszą one rozwijać technologie i produkty, które przydadzą się Sojuszowi. Jednym z dzisiejszych zagrożeń są wtargnięcia dronów. Uważnie obserwujemy też Ukrainę – sprzęt trzech naszych spółek jest już tam używany. Wojna w Ukrainie i incydenty na wschodniej flance pokazują, że potrzebujemy taniego przechwytywania dronów. Nie można zwalczać małych dronów, które wlatują w polską przestrzeń powietrzną, bardzo drogimi samolotami czy pociskami. Potrzeba czegoś znacznie bardziej efektywnego, co zarazem odstrasza i pokazuje, że potrafimy sobie z tym poradzić. To doprowadziło do jednej z naszych inwestycji.

Jak uzyskać pieniądze z Funduszu Inwestycji NATO?

Wyobraźmy sobie, że prowadzę mały start-up i chcę produkować drony. Co muszę zrobić, żebyście dali mi pieniądze?

Chciałbym, żeby wszyscy zadawali to pytanie. Po pierwsze, musi to być prawdziwy deep tech – nie drobna modyfikacja czegoś znanego, tylko naukowy albo inżynieryjny przełom. Po drugie, technologia musi mieć podwójne zastosowanie: cywilne i obronne. Po trzecie, firma powinna mieć sprawdzony produkt, zademonstrowany przynajmniej w laboratorium i we wstępnych testach i być gotowa do wzrostu oraz współpracy z użytkownikami. Wtedy możemy pomóc jej się rozwinąć, tak by zdobywała kontrakty z rządami i dużymi wykonawcami albo weszła na rynki komercyjne. Finansowo powinna szukać od 10 do 100 mln euro na kolejny etap. Nasze pierwsze inwestycje to zwykle od 3 do 10, czasem 15 mln euro.

Kiedy jest dla was za wcześnie, a kiedy za późno?

Jeśli firma szuka kilkuset tysięcy euro, jest na nas za wcześnie. Wtedy zdecydowanie warto porozmawiać z funduszami, w które zainwestowaliśmy – to one wchodzą do spółek na najwcześniejszym etapie. Jeśli szuka miliarda euro, jest już za późno, żebyśmy mogli się zaangażować i realnie pomóc. Najlepiej pasujemy gdzieś pośrodku: kiedy firma pokazała już, że ma potencjał, a my możemy wnieść coś więcej niż pieniądze.

Oprócz pieniędzy dajecie coś jeszcze?

Tak, dostęp do rynku. Mamy duży zespół, który łączy nasze spółki z rządami, wprowadza je na ćwiczenia NATO, pomaga w ocenie technologii, a potem w zamówieniach publicznych i podpisaniu kontraktów.

Jak długo jesteście w stanie czekać na efekty? Pięć lat, dziesięć?

Mamy 15-letni horyzont, a działamy od niecałych czterech lat, więc przed nami co najmniej 11. Jesteśmy bardzo cierpliwymi inwestorami. Część naszych spółek działa na samej granicy postępu – w technologiach kwantowych czy nowych metodach produkcji – i ich dojrzewanie wymaga czasu.

Przez ten czas po prostu czekacie czy kontrolujecie postępy?

Nie ograniczamy się do kontroli. Aktywnie współpracujemy z firmami i one bardzo to cenią. Stoi za nami renoma NATO, a do tego jesteśmy bardzo wybredni. Dlatego nasza obecność jest wyraźnym sygnałem jakości. Ale przede wszystkim pracujemy na sukces firmy – w jej rozwoju i w budowaniu kontaktów z rządami i siłami zbrojnymi, by jej technologie trafiły tam, gdzie są potrzebne.

Czytaj więcej

Sieć komórkowa jak radar. Telekomy pomogą wykrywać drony

Może pan podać przykład pomysłu na tyle genialnego, aby fundusz się nim zainteresował?

Niedawno występowałem w telewizji z założycielem jednej z naszych spółek, Space Forge. Firma rozwija w kosmosie produkcję kryształów do produkcji chipów. Kosmos ma tu wiele zalet: nie ma grawitacji, która powoduje odkształcenia, łatwiej kontrolować temperaturę i uniknąć zanieczyszczeń. To bardzo zaawansowane przedsięwzięcie – trzeba wysłać materiały i instalacje na orbitę, a gotowe produkty sprowadzić na Ziemię. Ale gdy się uda, chipy będą wydajniejsze i precyzyjniejsze, a infrastruktura obliczeniowa zużyje mniej energii.

Dlaczego Fundusz Innowacji NATO otworzył biuro w Warszawie?

Rozbudowujecie obecność w Warszawie. Dlaczego Polska?

Działamy tu od początku, a teraz tworzymy osobny oddział i zatrudniamy ludzi na miejscu. Polska jest na pierwszej linii, a przy tym daje przykład – należy do sojuszników, którzy przeznaczają na obronność największy odsetek PKB. To realne zobowiązania: widać je w budżecie, w ministerstwach i siłach zbrojnych. Polska jest też naturalnym węzłem Europy Środkowo-Wschodniej, łączącym kraje bałtyckie i nordyckie z sąsiadami na południu.

To względy praktyczne. Są obok nich także inne powody?

Polska ma bardzo silną bazę naukową, zwłaszcza w inżynierii i matematyce, dobre uczelnie i mocne zaplecze przemysłowe. Wiele krajów zazdrości jej liczby wykwalifikowanych inżynierów i tradycji przemysłowej. Chcemy połączyć te atuty z naszym wsparciem i wypełnić w regionie lukę między odkryciami naukowymi a firmami, które mogą rosnąć i realnie wzmacniać nasze bezpieczeństwo.

Czytaj więcej

UE przeznacza 500 mln zł dla MŚP i start-upy ze zbrojeniówki. Kropla w morzu potrzeb

Mówi pan, że innowacyjność to niejednoznaczne pojęcie. Jak pan je rozumie?

To prawda. Nie ma jednej definicji. Pracując w różnych krajach, zauważyłem, że to słowo znaczy w nich coś nieco innego. Przez wiele lat pomagałem budować ekosystem innowacji w Islandii i tam też miało ono swój odcień. Ale istotą innowacji jest szukanie nowych sposobów rozwiązywania problemów – zarówno tych już kiedyś rozwiązanych, jak i tych, z którymi wciąż sobie nie radzimy. Fundamentalne innowacje rodzą się na uczelniach i w głowach kreatywnych ludzi. Kluczem jest jednak przekształcenie ich w firmy, które mogą rosnąć i dostarczać rozwiązania na dużą skalę. Wyjątkowo innowacyjna firma w garażu, która co dwa miesiące produkuje jedną sztukę, w niczym nie pomoże nam w obronie.

Załóżmy, że firma wychodzi z garażu i chce produkować tysiąc sztuk swojego produktu miesięcznie. Skąd ma wiedzieć, co produkować, czego potrzebują sojusznicy?

My mamy to szczęście, że możemy po prostu zapytać – rozmawiamy bezpośrednio z NATO. Ale to kluczowa kwestia i Sojusz też to dostrzegł. Na tegorocznym szczycie w Ankarze NATO po raz pierwszy w historii opublikowało listę zdolności, których potrzebuje w przyszłości. Nie jest szczegółowa ani tajna, ale jasno wskazuje, gdzie Sojusz chce widzieć innowacje w najbliższych latach. Zachęcam wszystkich, by się z nią zapoznali i zastanowili, jak mogą się w nią wpisać.