Z tego artykułu dowiesz się:
- Dlaczego Polska i Niemcy prowadzą wyścig o budowę centrum serwisowego dla pocisków Patriot.
- Jaką rolę w systemach obrony powietrznej odgrywają najbardziej zaawansowane pociski PAC-3 MSE.
- W jaki sposób argumenty polityczne są wykorzystywane w rywalizacji o amerykańską inwestycję.
- Jakie długofalowe korzyści dla przemysłu i bezpieczeństwa przyniesie ta strategiczna decyzja.
System Patriot to najbardziej popularny system przeciwrakietowy i przeciwlotniczy średniego zasięgu na świecie. Jak podaje jego producent, amerykański koncern RTX, korzysta z niego aż 19 państw. W tym oczywiście Stany Zjednoczone, ale też Niemcy i Polska. System może używać różnych efektorów, czyli pocisków, którymi strzela do celów.
RTX produkuje pociski PAC-2 w USA. Ale w Bawarii właśnie budowany jest zakład, gdzie takie pociski też mają być wytwarzane, co jest związane m.in. z dużym zamówieniem, które złożyli europejscy użytkownicy Patriota. Chodzi o Niemcy, Holandię, Rumunię i Hiszpanię. Niedawno do tego zamówienia, które realizuje sojusznicza agencja NATO Support and Procurement Agency (NSPA), dołączyła także Polska. Na zakup takich pocisków wydamy prawie 4 mld zł.
Polska zamówiła ok. 800 pocisków PAC-3 MSE
Najbardziej zaawansowanymi pociskami do systemu Patriot są PAC-3 MSE, które produkuje amerykański koncern Lockheed Martin. To właśnie takich pocisków broniąca się przed atakami Rosji Ukraina domaga się od zachodnich sojuszników.
Podpisując w 2018 r. umowę na zakup pierwszych dwóch baterii systemu Patriot, które obecnie są już w pełnej gotowości bojowej, zamówiliśmy ok. 200 takich pocisków. W 2023 r., zawierając kontrakt na kolejne sześć baterii, zakontraktowaliśmy ok. 600 PAC-3 MSE. Dostawy tej drugiej transzy się jeszcze nie rozpoczęły, i – jak informują nas Amerykanie – zostaną opóźnione. To skutek dużego zużycia tych pocisków podczas amerykańsko-izraelskiego ataku na Iran.
Lockheed Martin pod koniec lipca poinformował, że zawarł z rządem USA kontrakt o wartości ponad 50 mld dol. na sprzedaż takich pocisków, a jego efektem ma być także potrojenie mocy produkcyjnych do 2030 r. To oznacza, że wówczas koncern będzie mógł wytwarzać ok. 2 tys. takich pocisków rocznie.
Dlatego trudno uwierzyć w jakiekolwiek informacje o przenoszeniu produkcji pocisków PAC-3 MSE do innych krajów. Jednak Lockheed będzie potrzebował miejsca, gdzie będzie mógł serwisować pociski, które już zostały wyprodukowane, co musi się odbywać co 10 lat.
Spór polityczny w Polsce jako argument przeciw inwestycji?
Właśnie o budowę takiego zakładu toczy się obecnie rywalizacja między Polską i Niemcami. – W czwartek złożyliśmy oficjalny wniosek w tej sprawie – mówi „Rzeczpospolitej” wiceminister obrony Magdalena Sobkowiak-Czarnecka, która nadzoruje te negocjacje ze strony Polski.
Złożenie tych dokumentów poprzedziły wielotygodniowe negocjacje z przedstawicielami koncernu Lockheed Martin i administracji amerykańskiej, m.in. Thomasem DiNanno z Departamentu Stanu. Z polskiej strony brało w nich udział kilka firm. Wiadomo, że Amerykanie wizytowali m.in. Wojskowe Zakłady Elektroniczne w Zielonce. Polska gotowa jest sfinansować taką inwestycję, co nie powinno kosztować więcej niż 1,5 mld zł. Zakład zostałby zlokalizowany na zachodzie Polski.
Czytaj więcej
W najbliższych tygodniach Wojsko Polskie odbierze dwie ostatnie dostawy Abramsów M1A2 SEPv3, co zakończy realizację kontraktu z 2022 r. USA proponu...
W lobbing na rzecz tej inwestycji zaangażowany jest także obóz prezydencki, prezydent Karol Nawrocki miał na ten temat rozmawiać z Donaldem Trumpem, a DiNanno spotkał się także z szefem prezydenckiego Biura Bezpieczeństwa Narodowego Bartoszem Grodeckim. A więc, akurat w tej sprawie, obie strony polskiego sporu politycznego grają do jednej bramki.
Choć jeszcze jakiś czas temu to Polska wydawała się faworytem w tym wyścigu o centrum serwisowe, to jednak Niemcy nie składają broni. Wśród osób zaangażowanych w te negocjacje można usłyszeć obawy, że w rozmowach z Amerykanami podkreślają oni wysoką temperaturę sporu politycznego w Polsce jako argument przeciw takiej inwestycji nad Wisłą.
Wiadomo, że niemiecki minister obrony Boris Pistorius w tym tygodniu powinien odwiedzić USA i wziąć udział w ceremonii tzw. roll-outu pierwszego samolotu F-35 dla Niemiec, którego głównym producentem jest właśnie Lockheed Martin. Trudno sobie wyobrazić, by przy tej okazji nie poruszył tematu centrum serwisowego PAC-3.
Najpewniej w przyszłym tygodniu do Niemiec uda się wicepremier minister obrony Władysław Kosiniak-Kamysz. Rozmowy o tej inwestycji będą ważnym punktem tej wizyty.
Od 21 do 25 września w Nowym Jorku odbędzie się także Zgromadzenie Ogólne Organizacji Narodów Zjednoczonych, ma na nim być prezydent Karol Nawrocki. Rusza za Atlantyk w niedzielę. Można się spodziewać, że także ten polityk będzie lobbował na rzecz inwestycji. Wydaje się, że choć to Lockheed Martin przedstawi amerykańskiej administracji swoją rekomendację, to ostatecznie decyzja zostanie podjęta na wysokim szczeblu politycznym.
Inwestycja w bezpieczeństwo
Dlaczego ta inwestycja jest dla nas taka istotna? W Polsce od kilku lat budujemy zintegrowany wielowarstwowy system obrony przeciwlotniczej i przeciwrakietowej właśnie w oparciu o system Patriot (program Wisła) i system kierowania ogniem IBCS. W sumie na programy Wisła, Narew, Pilica i San wydamy przez kilkanaście lat ok. 250 mld zł. Ustanowienie zakładu serwisowania pocisków PAC-3 MSE w Polsce nie tylko ułatwi nam zarządzanie tymi efektorami, które Wojsko Polskie pozyska, ale też będzie oznaczać ważny punkt na europejskiej mapie zbrojeniowej. Taki, na którym zależy także Amerykanom.
Czytaj więcej
Za wielowarstwową tarczę zapłacimy ponad 200 mld zł, a jej najważniejszym zadaniem będzie ochrona kluczowej infrastruktury, baz wojskowych i wybran...
Dodatkowo w tym zakładzie za kilka lat mogłaby ruszyć produkcja pocisków PAC-3 ACE, nad którymi obecnie pracuje Lockheed Martin. To by znacznie zwiększyło nasze bezpieczeństwo dostaw na czas kryzysu i wojny.
Kiedy można się spodziewać decyzji Amerykanów? W niedawnym wywiadzie dla „Rzeczpospolitej” wicepremier minister obrony Władysław Kosiniak-Kamysz mówił, że to kwestia „najbliższych tygodni”. O tym, czy wygramy ten wyścig z Niemcami, przekonamy się na przełomie września i października.