23 czerwca polska delegacja z Ministerstwa Obrony Narodowej odwiedziła Hiszpanię. Celem wizyty były negocjacje w sprawie zakupu latających tankowców w ramach unijnego instrumentu finansowego SAFE. Choć polska strona od początku deklarowała chęć zakupu jedynie dwóch maszyn, to słowa ministra Władysława Kosiniaka-Kamysza rozpaliły nadzieje fanów lotnictwa.

Szef resortu obrony narodowej zadeklarował, że jeśli Airbus będzie dysponował odpowiednimi mocami produkcyjnymi i będzie w stanie dostarczyć maszyny do 2030 r., to Polska rozszerzy zakup do czterech samolotów Airbus A330 MRTT. Już następnego dnia hiszpański serwis Defensa y Seguridad poinformował, że istnieje możliwość odstąpienia przez hiszpański rząd „slotów” (czyli miejsc w kolejce), aby Polska, z uwagi na gorszą sytuację, pozyskała takie maszyny szybciej.

Hiszpańskie Siły Powietrzne zamówiły dotychczas trzy maszyny tego typu. Odstąpienie miejsca w kolejce nie miałoby dotyczyć już zakontraktowanych samolotów, a tych, które Hiszpania zamierza jeszcze pozyskać. Jak wskazują autorzy artykułu, mowa o dwóch jeszcze niezakupionych samolotach Airbus A330 MRTT. Biorąc pod uwagę sytuację geopolityczną oraz interes hiszpańskich zakładów, taki gest nie wydaje się bardzo zaskakujący. Co istotne, nie mówimy o rezygnacji z zakupów nowych maszyn dla Hiszpanii, a jedynie przesunięciu ich w czasie.

Francuski Airbus A330 MRTT w trakcie tankowanie dwóch francuskich myśliwców Dassault Rafale.

Francuski Airbus A330 MRTT w trakcie tankowanie dwóch francuskich myśliwców Dassault Rafale.

Foto: Armée de l'Air et de l'Espace

26 czerwca dziennikarz TVN24 Artur Molęda poinformował, że Hiszpanie zgodzili się na odstąpienie Polsce miejsca w kolejce po samoloty Airbus A330 MRTT. Jeśli resort nie zmienił zdania w tej sprawie, oznaczałoby to, że zakupimy nie dwa, a cztery latające tankowce. Jak wynika z hiszpańskich deklaracji, wszystkie cztery maszyny miałyby zostać przekazane polskiej stronie do końca trzeciego kwartału 2030 r. Zakupy można by zatem realizować w ramach instrumentu SAFE.

Rewolucja w Siłach Powietrznych

Zakup przez Polskę latających tankowców można śmiało nazwać mianem wydarzenia rewolucyjnego. Wbrew powszechnemu przekonaniu, latające tankowce są także niezwykle przydatne w obronie przestrzeni powietrznej. Dzięki tankowaniu w powietrzu można znacznie wydłużyć czas lotu, co pozwala efektywniej zarządzać ograniczoną liczbą myśliwców i pilotów.

Dyżurujący samolot F-35 ma paliwa na ok. 3 godziny lotu. Gdy do gry wchodzą latające tankowce, długość lotu jest w zasadzie limitowana wytrzymałością pilota. Taki lot może więc trwać 5, 10, a nawet i 15 godzin. Każde lądowanie samolotu wiąże się z procedurami obsługowymi, co sprawia, że nie tylko bardziej zużywamy samolot (lądowanie związane jest z największymi obciążeniami), ale także wzrasta koszt godziny lotu. Warto pamiętać, że często musi minąć jeszcze kilka-kilkanaście minut, aby samolot doleciał w miejsce wykonywania patrolu, a sam start wiąże się z największym zużyciem paliwa.

Zyskać może także przemysł. Jean-Brice Dumont, szef Air Power w Airbus Defence and Space, twierdzi, że koncern byłby zaszczycony możliwością dołączenia Polski do grona użytkowników programu A330 MRTT. Airbus oferuje współpracę przemysłową. Chodzi o rozwój kompetencji Airbus Poland oraz Polskiej Grupy Zbrojeniowej w zakresie obsługi, serwisowania i utrzymania samolotów A330 MRTT oraz A400M. Dodatkowo polskie przedsiębiorstwa miałyby także współprodukować elementy samolotów A400M.

Francuski Airbus A400M.

Francuski Airbus A400M.

Foto: Armée de l'Air et de l'Espace

Dzięki współpracy w 2030 r. w polskich strukturach firmy miałoby pracować ok. 1500 osób, a wartość lokalnych zakupów i zamówień miałaby osiągnąć niemal miliard dol. rocznie. Zakup mógłby zatem wiązać się z transferem kompetencji, nowymi miejscami pracy i większym udziałem w międzynarodowych programach zbrojeniowych.