Z tego artykułu dowiesz się:
- Czym, oprócz właściwości stealth, wyróżniają się myśliwce F-35 i jaką rolę odgrywają na nowoczesnym polu walki.
- Jakie kontrowersje towarzyszyły umowie na zakup samolotów i jakich szans przemysłowych nie wykorzystano.
- Dlaczego cena zakupu maszyn to dopiero początek wydatków i ile wyniesie roczny koszt ich utrzymania.
F-35 w różnych wersjach stają się podstawowym samolotem służącym w Sojuszu Północnoatlantyckim. W sumie wyprodukowano ich już ponad 1,3 tys., a z tego zdecydowana większość trafiła właśnie do krajów członkowskich NATO. Teraz do tego klubu dołącza także Polska – w piątek na lotnisku w Łasku wylądowały pierwsze F-35, które będą służyć w polskich Siłach Powietrznych.
Czytaj więcej
W połowie roku do Łasku powinny przylecieć pierwsze z 32 zamówionych jeszcze w 2020 r. samolotów F-35A. W tym roku do Polski trafi 13 takich statkó...
Jak można scharakteryzować te statki powietrzne? – Przede wszystkim F-35 to system uzbrojenia, który integruje wiele innych systemów. To jeden z kluczowych węzłów nowoczesnego, sieciocentrycznego pola walki. Ten samolot pobiera informacje z różnych systemów, a jednocześnie jest platformą rozpoznawczą, która przy pomocy swoich zaawansowanych sensorów sama prowadzi rozpoznanie, a pozyskane informacje przekazuje dalej – tłumaczy Szymon Tetera, redaktor naczelny Miesięcznika Lotnictwo. – Właściwości stealth, czyli obniżona wykrywalność, sprawiają, że w przypadku konieczności przełamania obrony powietrznej przeciwnika, samolot F-35 odgrywa kluczową rolę. Działając w ugrupowaniu bojowym z innymi samolotami, podnosi on wartość starszych samolotów – dodaje. Jak podaje producent, amerykański koncern Lockheed Martin, to właśnie samoloty F-35 odgrywały kluczową rolę w tłumieniu irańskich systemów obrony powietrznej podczas operacji „Midnight Hammer”.
Niewykorzystana szansa przemysłowa
Umowę na zakup 32 samolotów F-35A polskie Ministerstwo Obrony Narodowej podpisało ponad 6 lat temu, w styczniu 2020 r., gdy ministrem obrony narodowej był Mariusz Błaszczak. Jej wartość to ok. 4,6 mld dol. Jak informowało Wojsko Polskie, „poza trzydziestoma dwoma samolotami oraz jednym silnikiem zapasowym Pratt & Whitney F135, kontrakt przewiduje dostawę: urządzeń i sprzętu do obsługi naziemnej samolotów; stacjonarnego systemu szkoleniowego składającego się m.in. z ośmiu symulatorów misji (Full Mission Simulator); pakietu logistycznego czy urządzeń do walki radioelektronicznej i uzbrojenia”.
Kontrowersyjny był wówczas tryb, w jakim dokonaliśmy zakupu. Mimo że było prowadzone postępowanie konkurencyjne, to zostało ono przerwane i decyzja została podjęta ze względu na „podstawowy interes bezpieczeństwa państwa”, de facto była to decyzja polityków.
Poza tym inne kraje, dokonując podobnych zakupów samolotów F-35, potrafiły wywalczyć korzyści przemysłowe, a ówczesny rząd premiera Mateusza Morawieckiego tego nie zrobił. Np. w Czechach, które zdecydowały się na zakup 24 samolotów F-35, powstanie centrum szkoleniowe dla pilotów F-35. Z kolei w Finlandii, która zdecydowała się na zakup 64 takich statków, w produkcję ich części zostanie zaangażowany m.in. koncern Patria.
Ponad miliard zł rocznie na utrzymanie
Choć dzięki zakupowi 32 samolotów F-35 wkrótce nasze zdolności do obrony i odstraszania znacznie wzrosną, a po ich wejściu w życie, nasze Siły Powietrzne dokonają przeskoku generacyjnego, to koszty są duże. Prawie 20 mld zł, które zapłacimy za ich zakup oraz kilka miliardów złotych na infrastrukturę w bazie lotniczej w Łasku, to dopiero początek wydatków.
Przy zakupach uzbrojenia, w tzw. cyklu życia sprzętu, nieco upraszczając, stosuje się zasadę 30/70. To oznacza, że przez 30-40 lat użytkowania uzbrojenia, 30 proc. to jest cena zakupu, a pozostałe 70 proc. to koszty użytkowania, serwisowania, modernizacji, a na końcu utylizacji. Jeśli więc na początku wydaliśmy ok. 20 mld zł, to można założyć, że przez najbliższe 30-40 lat wydamy jeszcze ok. 50 mld zł. To oznacza, że co roku tylko na nasze F-35 będziemy wydawać ponad miliard złotych – np. koszty godziny lotu podawane przez amerykańską administrację to ok. 35 tys. dol. Cena wyszkolenia jednego pilota to co najmniej 10 mln dol., a trzeba pamiętać, że pilotów potrzebujemy więcej niż samolotów. Tak wyliczać można długo.
Czytaj więcej
Mimo publicznych wypowiedzi polityków, rząd nie rozpoczął formalnej ścieżki przystępowania do międzynarodowego programu myśliwca szóstej generacji....
Samoloty F-35 nie są tu żadnym wyjątkiem. Jeszcze więcej wkrótce będziemy płacić za utrzymanie 96 śmigłowców AH-64 E Apache, a różnych drogich systemów uzbrojenia, które pozyskaliśmy w ostatnich latach są dziesiątki.
Dlatego z powodu ograniczeń finansowych i pewnego nasycenia sprzętem armii, w najbliższych latach zmienia się struktura wydatków Wojska Polskiego. Po wyczerpaniu pożyczek z unijnego Instrumentu SAFE znacznie mniej będzie dużych spektakularnych zakupów, a zdecydowanie większa część naszego budżetu będzie przeznaczana na utrzymywanie tego, co już mamy, albo wkrótce zostanie dostarczone.
Dodatkowo, jeśli weźmiemy pod uwagę fakt, że będą rosły koszty osobowe utrzymania armii, to jasnym jest, że polskie żniwa dla zagranicznych koncernów zbrojeniowych powoli się kończą. Teraz duże środki będą wydawane na podtrzymywanie sprawności kupowanego sprzętu, a na tym już znacznie bardziej będzie mógł skorzystać polski przemysł zbrojeniowy. Prawie 5 proc. PKB, które obecnie planowo przeznaczamy na obronność, powinno nam pozwolić utrzymywać ten sprzęt, ale to, że finansowa kołdra w armii robi się krótka, zaczyna już być odczuwalne. Dlatego można zakładać, że na zakup kolejnych eskadr nowoczesnych samolotów bojowych poczekamy długie lata.