Z tego artykułu dowiesz się:

  • Jaki jest udział krajowych firm w zamówieniach MON i dlaczego on rośnie.
  • Dlaczego kończy się era wielkich kontraktów
  • Na czym polskie firmy będą zarabiać w najbliższych latach.

Umowy na zakup bojowych wozów piechoty Borsuk, nowe armatohaubice Krab, na amunicję 155 mm czy okręt Hydrograf – w najbliższych dniach będziemy świadkami serii kontraktów na zakup uzbrojenia w związku z pożyczkami z unijnego Instrumentu SAFE, których całkowita wartość może dobić do 43,7 mld euro, czyli ponad 180 mld zł.

Foto: Tomasz Sitarski

Głównym beneficjentem tych zakupów ma być polski przemysł obronny. Według deklaracji rządzących, do naszej zbrojeniówki powinno trafić ponad 80 proc. tych pieniędzy – z tego połowa do spółek Polskiej Grupy Zbrojeniowej. Skorzysta też największy prywatny podmiot zbrojeniowy – Grupa WB, która w najbliższych dniach podpisze kontrakty m.in. na sprzedaż swoich bezzałogowców obserwacyjnych FlyEye, amunicji krążącej Warmate czy systemu poszukiwawczo-uderzeniowego Gladius.

Uzależnieni od importu

Jak to wyglądało w ostatnich latach? Od 2018 r. Agencja Uzbrojenia podpisała z polskim przemysłem obronnym umowy o wartości ponad 200 mld zł. W sumie, jak wyliczył Bank Gospodarstwa Krajowego (BGK), który jest m.in. operatorem Funduszu Wsparcia Sił Zbrojnych, „na koniec pierwszego kwartału udział krajowych dostawców w skumulowanej wartości podpisanych umów wykonawczych osiągnął 40,6 proc.”.

Na podstawie danych z ponad 300 umów, których wartość to prawie 500 mld zł, analitycy BGK obliczyli, że w ostatnich latach ten odsetek tylko raz był większy: w 2023 r. wyniósł 40,84 proc. Warto przypomnieć, że np. w 2018 r. było to nieco ponad 20 proc., a rok później – nieco ponad 30 proc. Choć z roku na rok widać pewne wahnięcia, co jest związane z tym, że czasem wartość jednej umowy liczy nawet kilkanaście albo wręcz kilkadziesiąt miliardów złotych, to trend jest jasny: od 2018 r. udział polskiego przemysłu zbrojeniowego w zakupach sprzętu realizowanych przez Ministerstwo Obrony Narodowej i Agencję Uzbrojenia powoli rośnie. Jeśli chodzi o zakupy za granicą, to najwięcej kupowaliśmy w Stanach Zjednoczonych i Korei Południowej, ale ważnym krajem, z którego importujemy uzbrojenie jest również Szwecja.

Czytaj więcej

Maciej Miłosz: Pożyczki z SAFE. Za wcześnie na odtrąbienie sukcesu

– Dane BGK z ostatnich lat pokazują dość stabilny udział polskiego przemysłu zbrojeniowego w zamówieniach na poziomie nieco poniżej 40 proc. Świadczy to o dużym uzależnieniu od importu, ale jednocześnie daje perspektywę uzyskania postulowanego od lat podziału 50/50 – tłumaczy Marek Świerczyński, analityk ds. bezpieczeństwa z Polityka Insight. – Być może po transakcjach z SAFE uzyskany zostanie zbliżony wskaźnik. Jednak nie o statystyki chodzi, ale o kupowanie skutecznego uzbrojenia za rozsądną cenę. Tu niestety żadne liczbowe mierniki nie są wystarczająco wiarygodne – dodaje.

Potrzebne inwestycje na ponad 30 mld zł

Jak to będzie wyglądać w najbliższych latach? Po wspominanej serii podpisywania umów finansowanych z pożyczek z SAFE, którą będziemy obserwować w najbliższym czasie, a później podpisaniu wartego prawie 20 mld zł kontraktu na trzy okręty podwodne w programie Orka, liczba dużych, spektakularnych kontraktów na nowe uzbrojenie będzie spadać. Czasy gwałtownego kupowania uzbrojenia powoli się kończą, co wynika m.in. z ograniczeń finansowych polskiego budżetu, z którego wciąż spłacamy kontrakty zawarte w ostatnich latach, i w dużej mierze zaspokojenia tych najważniejszych potrzeb Wojska Polskiego. Realizacja już podpisanych kontraktów zajmie jeszcze kilka lat.

Natomiast wkrótce o ten kupiony sprzęt będzie trzeba dbać, co w najbliższych latach przełoży się na większą liczbę umów dotyczących serwisowania i modernizacji. To z kolei oznacza, że proporcja zleceń dla polskiego przemysłu powinna rosnąć. M.in. z myślą o tym, jak informowaliśmy ostatnio na łamach „Rzeczpospolitej”, w Wojskowych Zakładach Lotniczych nr 1 w Dęblinie powstaje centrum serwisowania silników do czołgów Abrams, a ten sam zakład w Łodzi będzie obsługiwać amerykańskie śmigłowce AH-64 E Apache. Podobnie będzie z zakupami w Korei Południowej – to polskie zakłady będą serwisować kupiony tam sprzęt. Np. za obsługę czołgów K2 odpowiedzialny będzie wchodzący w skład Polskiej Grupy Zbrojeniowej Bumar Łabędy, a za armatohaubic K9 – Huta Stalowa Wola.

Czy dojdziemy do momentu, że ten udział polskiego przemysłu w zamówieniach MON będzie jeszcze większy? „Wyzwaniem dla polskiej branży zbrojeniowej jest osiągnięcie 50 proc. udziału krajowej produkcji zbrojeniowej w całkowitej wartości dostaw z przeznaczeniem na modernizację techniczną Wojska Polskiego. (…) Osiągnięcie tego celu wymagać będzie realizacji przez polski przemysł inwestycji mających na celu zwiększenie krajowych zdolności produkcyjnych, a także inwestycji w zaawansowane technologie, które pozwolą na rozwój własnych produktów o porównywalnych parametrach jakościowych do produktów oferowanych przez dostawców zagranicznych” – piszą analitycy Banku Gospodarstwa Krajowego. I dodają, że „najistotniejszym wyzwaniem dla polskiego przemysłu zbrojeniowego jest sprostanie skali zamówień na nowe uzbrojenie, co wymaga znacznego wzrostu zdolności produkcyjnych. Obecnie realizowane są liczne projekty inwestycyjne mające wzmocnić bazę produkcyjną przemysłu zbrojeniowego”. Ich zdaniem, chcąc sprostać tym zamówieniom, polski przemysł obronny powinien do 2030 r. zainwestować w infrastrukturę produkcyjną ok. 34 mld zł. Przedstawiciele PGZ szacowali niedawno potrzeby inwestycyjne w spółkach Grupy na co najmniej 15 mld zł.

Czytaj więcej

Inwestycje w zbrojeniówkę na 15 mld zł

Skąd mogą pochodzić te pieniądze? W ostatnich kilkunastu miesiącach spółki Polskiej Grupy Zbrojeniowej podpisały umowy z Funduszem Inwestycji Kapitałowych Ministerstwa Aktywów Państwowych na dokapitalizowanie o wartości ponad 7 mld zł. Z tego 2,4 mld zł zostanie przeznaczone na budowanie zdolności do produkcji amunicji 155 mm, prawie 4 mld zł trafią do spółek konsorcjum PGZ – Narew, które są związane z obroną przeciwlotniczą i przeciwrakietową, a 850 mln zł do Bumaru Łabędy na budowę linii do obsługi platform gąsienicowych.

Można zakładać, że zarówno państwowy, jak i prywatny przemysł zbrojeniowy, w najbliższych latach będą reinwestować swoje zyski, co także powinno przełożyć się na kilkanaście miliardów złotych inwestycji. Biorąc pod uwagę, że swoją politykę w stosunku do zbrojeniówki zmieniły także banki, m.in. Europejski Bank Inwestycyjny, oraz Komisja Europejska, pozyskanie potrzebnych środków na inwestycje w zwiększenie zdolności produkcyjnych zbrojeniówki wydaje się prawdopodobne. Jednak na istotne efekty trzeba będzie poczekać kilka lat.