Podstawą tych negocjacji ma być właśnie podpisane w grudniu porozumienie międzyrządowe. Oprócz m.in. ceny czy czasu dostaw, dokładnie wynegocjowany ma być też proces, podczas którego polskie stocznie, zapewne głównie PGZ Stocznia Wojenna, nabędą zdolności do tzw. MRO, czyli pełnego serwisowania tych okrętów. – Orka to zupełnie nowa jakość w polskich zakupach zbrojeniowych – mówił Konrad Gołota, wiceminister w ministerstwie aktywów państwowych podczas poniedziałkowej konferencji EEC Trends. Chodzi o to, że w przypadku zakupu okrętów, rząd bardzo silny nacisk położył także na rozwój polskiego przemysłu. Stąd też wstępna deklaracja szwedzka, że kupią w Polsce okręt zbliżony do Ratownika, którego stępkę położono w PGZ Stocznia Wojenna 4 lutego. Wartość takiego zakupu to ok. 1 mld zł.
Wiadomo, że za ten proces negocjacyjny na różnych płaszczyznach – także tych przemysłowych, ma współodpowiadać wiceadmirał Jarosław Wypijewski, który do sierpnia 2025 r. był dyrektorem Departamentu Zwierzchnictwa nad Siłami Zbrojnymi w prezydenckim Biurze Bezpieczeństwa Narodowego.
Kiedy możemy się spodziewać dostaw? Wodowanie pierwszego okrętu odbędzie się zapewne w 2030 r., ale od tego momentu będzie potrzeba co najmniej kilkunastu miesięcy do przejęcia go przez polskich marynarzy. Można zakładać, że wszystkie trzy nowe okręty wejdą do służby do połowy przyszłej dekady. Już w przyszłym roku polscy marynarze powinni otrzymać tzw. zdolność pomostową, czyli okręt na „w międzyczasie”. Będzie to A17, który zapewne zastąpi wysłużonego ORP Orzeł, czyli ostatni okręt podwodny obecnie w służbie Marynarki Wojennej.
Zwrot ku Bałtykowi głównie obronny
Wybór szwedzkiej oferty to kolejny sygnał, że Polska ukierunkowuje kooperację w obszarze bezpieczeństwa na północ i chce zacieśniać więzi właśnie z państwami nordyckimi. Tak jeszcze przed wyborem szwedzkiej oferty, na łamach „Rz”, wypowiadał się Pål Jonson, szwedzki minister obrony: – Polska powinna kupić okręty podwodne, które najlepiej służą jej interesom narodowym. My nie szukamy klienta. My szukamy partnera. Mamy unikalne zdolności na Bałtyku i szukamy partnera, z którym możemy je dalej rozwijać. Chodzi o kooperację strategiczną i przemysłową. Z Polską mamy bardzo podobne spojrzenie na Rosję, politykę transatlantycką czy NATO i inwestycje zbrojeniowe. To jest dobra podstawa – tłumaczył polityk. Warto też przypomnieć, że nie licząc Wojska Polskiego, to Szwecja złożyła rekordowe zamówienie na polskie zestawy przeciwlotnicze Piorun – jego wartość wynosi ok. 1 mld zł.
Przykładem planowanego zwrotu na północ jest także podpisana pod koniec stycznia umowa na „system antydronowy” San, którego wiele elementów dostarczy norweski Kongsberg. Z kolei w listopadzie podpisano list intencyjny, w sprawie pomorskich inwestycji norweskiego potentata zbrojeniowego w tzw. Zielonym Okręgu Przemysłowym Kaszubia. Mają one dotyczyć budowy zakładu produkującego wieże do pojazdów lądowych oraz morskie bezzałogowce. Kontrowersją jest to, że obecnie Huta Stalowa Wola we współpracy z Grupą WB produkują już ciężkie wieże ZSSW-30, tak więc to w pewnym sensie już rozwiązanie konkurencyjne, ponieważ wydaje się, że polski przemysł mógłby także produkować lżejsze wieże tego typu. W MON można jednak usłyszeć, że każda fabryka uzbrojenia w Polsce zwiększa nasz potencjał do obrony.
Warto jednak pamiętać, że choć w polityce obronnej nieco przesuwamy się na północ, to pod względem wielkości handlu zdecydowanie najważniejsze są dla nas Niemcy, do których w pierwszych 11 miesiącach 2025 r. trafiło ponad 27 proc. naszego eksportu. Jak podaje Główny Urząd Statystyczny, na drugim miejscu są Czesi, gdzie trafiło nieco ponad 6 proc. Żadnego z państw nordyckich nie ma w pierwszej dziesiątce tego zestawienia i to samo dotyczy także importu do Polski. Wydaje się, że kooperacja zbrojeniowa w najbliższych latach wpłynie na znacznie zwiększenie wymiany handlowej między Polską i naszymi północnymi sąsiadami.