Reklama

Czyj parasol nuklearny nad Polską? Ekspert obala mity

Podstawowa zasada USA jest taka, że amerykańska broń nuklearna broni Stanów Zjednoczonych i ich sojuszników. Oczywiście oni też zachowują pewną wieloznaczność, nie wiadomo, co i kiedy zrobią. Jednak we francuskiej doktrynie tego nie ma – ona zakłada pełną suwerenność - wyjaśnia Łukasz Maślanka, analityk Ośrodka Studiów Wschodnich.
Czyj parasol nuklearny nad Polską? Ekspert obala mity

Foto: Adobe Stock

Premier Donald Tusk poinformował, że „Warszawa prowadzi rozmowy z Francją i grupą najbliższych europejskich sojuszników o zaawansowanym programie odstraszania nuklearnego”. Jak to rozumieć?

Z tego artykułu dowiesz się:

  • Jakie są główne różnice między amerykańską a francuską doktryną odstraszania nuklearnego?
  • Na czym polegają obecne rozmowy Polski z Francją na temat odstraszania nuklearnego?
  • Jak prezydent Macron definiuje użycie francuskiego arsenału nuklearnego w kontekście europejskim?
  • Dlaczego francuska doktryna zaczęła uwzględniać udział sojuszników w odstraszaniu nuklearnym?

Wydaje mi się, że jest tu problem z tłumaczeniem. Francuzi mówią o wysuniętym odstraszaniu nuklearnym. Termin jest zapożyczony z „wysuniętej obecności wojskowej” jak np. natowska batalionowa grupa bojowa w Orzyszu. To odstraszanie jest wysunięte, ale pozostaje francuskie. To Francja wciąż będzie miała pełną kontrolę nad arsenałem jądrowym i samodzielnie będzie podejmować decyzję o jego użyciu. Ale „wysunięte” oznacza potencjalnie zwiększające bezpieczeństwo sojuszników, którzy chcą w tym obszarze współpracować.

Na ile realne jest mówienie o francuskim parasolu nuklearnym nad Europą?

Jest to zbyt daleko idące. Prezydent Emmanuel Macron bardzo precyzyjnie wytłumaczył, o co chodzi. Przyczyną użycia arsenału nuklearnego może być naruszenie „żywotnych interesów Francji”, ale te interesy wykraczają poza granice państwa francuskiego. Czyli atak na sojuszników Francji może być odebrany jako naruszenie tych „żywotnych interesów”.

To nie są gwarancje, ale jest to wprowadzenie komplikacji w rachuby przeciwnika, bo np. Rosja, decydując się na atak na Polskę, musi brać pod uwagę już nie tylko opór Wojska Polskiego, opór wojsk sojuszniczych, ale także to, że atak na nas może zostać uznany przez Paryż jako „żywotne naruszenie” jego interesów.

Ten europejski wymiar „żywotnych interesów” zaistniał w doktrynie francuskiej już w latach 70. Nowością jest konkretyzacja udziału sojuszników we francuskiej polityce odstraszania. To ma się odbywać dwutorowo. Po pierwsze, poprzez ich udział w ćwiczeniach francuskich sił nuklearnych i przeloty sił strategicznych nad terytorium sojuszników i ewentualnie krótkie pobyty w bazach sojuszników. Po drugie, chodzi o rozszerzenie francuskiej doktryny, która do tej pory silnie rozróżniała siły konwencjonalne od nuklearnych, które zawsze były odstraszaniem strategicznym. Teraz to się zmienia – Francja uznaje, że zdolności konwencjonalne mogą wspierać wiarygodność odstraszania. Chodzi o uderzenia dalekiego zasięgu, rozszerzoną obronę powietrzną i wczesne wykrywanie. I tu jest przewidziana większa rola sojuszników. Francja dalej będzie ponosić koszty odstraszania nuklearnego, ale oczekuje od sojuszników zwiększenia zdolności konwencjonalnych.

Reklama
Reklama

Czytaj więcej

Broń czy PKB? Jak wydawać na obronność, by gospodarka na tym zyskała

Czym to się różni od podejścia Stanów Zjednoczonych?

Podstawowa zasada USA jest taka, że amerykańska broń nuklearna broni USA i ich sojuszników. Oczywiście oni też zachowują pewną wieloznaczność, nie wiadomo, co kiedy zrobią. Jednak we francuskiej doktrynie tego nie ma – ona zakłada pełną suwerenność. Samo jej istnienie wzmacnia bezpieczeństwo sojuszników, ale nie ma gwarancji czy parasola dla sojuszników. To różnice subtelne, zrozumiałe głównie dla ekspertów. Jednak w Rosji są eksperci, którzy to odczytują w poprawny sposób.

W ostatnich miesiącach polityka USA poprzez działania prezydenta Donalda Trumpa stała się mniej przewidywalna. Czy to dotyczy także amerykańskiego parasola nuklearnego?

Stany zapewniają, że w polityce odstraszania nuklearnego żadne zmiany nie zachodzą i to odstraszanie dalej obejmuje sojuszników. Ale ze względu na politykę prezydenta Trumpa rosną wątpliwości co do wiarygodności USA jako sojusznika w ogóle. Dlatego to, co prezydent Macron mówił już od kilku lat temu, teraz trafia na bardziej podatny grunt. Wśród sojuszników zainteresowanych propozycją francuską jest m.in. Dania, która do niedawna była jednym z najwierniejszych sojuszników USA. Ale też trzeba pamiętać, że we Francji w związku z tą inicjatywą jest oczekiwanie, by bardziej przychylnie patrzeć na ich inne projekty polityczne, takie jak autonomia strategiczna Europy czy wspólna architektura bezpieczeństwa z Rosją.

Jak to się łączy z natowskim programem nuclear sharing (NS), w którym Belgia, Niemcy, Holandia, Włochy i Turcja udostępniają samoloty do przenoszenia amerykańskich bomb jądrowych?

Cel jest taki sam. Państwa, które należą do NS uważają, że w ten sposób zwiększają swoje bezpieczeństwo, mimo że same nie posiadają broni atomowej. Program NS dotyczy jednak taktycznej broni nuklearnej. A francuski ma tylko wymiar strategiczny i nie ma mowy o żadnym użyczaniu – niemieckie czy polskie samoloty nie będą jej przenosić. Najdalej idące inicjatywy Paryża to krótkotrwałe składowanie takich bomb w danym państwie. Można więc sobie wyobrazić dalszy udział np. Niemiec w NS, ale też większą kooperację z Francją.

Czytaj więcej

Wojsko Polskie odbierze w tym roku 13 samolotów F-35

Jakie są szanse Polski na przystąpienie do programu nuclear sharing?

Po stronie amerykańskiej za czasów administracji prezydenta Bidena nie było takiego zainteresowania i nie widać, by ono wzrosło podczas kadencji prezydenta Trumpa. Amerykanie nie potrzebują więcej partnerów, ponieważ mają już wystarczającą liczbę sojuszników, którzy mogą przenosić bomby B-61. A ich liczba jest ograniczona. Jeśli zamówią kolejne takie bomby, to być może wówczas pojawi się szansa na taką rozmowę. Podstawą do tego musi być jednak zgoda polityczna w Polsce na taki ruch.

Reklama
Reklama

Na ile sensowne są dyskusje o polskiej broni jądrowej?

Program odstraszania nuklearnego lubi ciszę. Przy obecnym przygotowaniu technologicznym Polski takie rozważanie może budzić uśmiech. Przypomnę tylko, że prezydent de Gaulle po raz pierwszy wypowiedział się o francuskiej broni jądrowej, na rok przed pierwszą próbą, którą przeprowadziła Francja.

Jak Pan ocenia szanse tego, że w najbliższych latach klub państw atomowych się powiększy?

Przede wszystkim należy patrzeć na Azję. Korea Południowa i Japonia mają zdolność do stworzenia takiej broni w perspektywie kilkunastu czy kilkudziesięciu miesięcy. W Europie takie zdolności mają np. Szwecja czy Niemcy, ale ze względów politycznych wydaje się to mało prawdopodobne. Jednak debata publiczna się zmienia. Warto przypomnieć, że jednym z celów francuskiej inicjatywy jest właśnie powstrzymanie proliferacji wśród sojuszników.

Łukasz Maślanka, Analityk w Zespole Bezpieczeństwa i Obronności Ośrodka Studiów Wschodnich

Modernizacja Sił Zbrojnych
Borsuk zatwierdzony. MON podpisał umowę na nowe bwp dla wojska
Materiał Promocyjny
Nowy luksus zaczyna się od rozmowy. Byliśmy w showroomie EXLANTIX
Modernizacja Sił Zbrojnych
Jednak nie koreański? Ciężkiego bwp zbudujemy sami
Biznes
Pancerny drapieżnik z epoki cyfrowej. Borsuki dokonają rewolucji w polskiej armii
Przemysł Obronny
Miliardy dla polskiej zbrojeniówki. Huta Stalowa Wola zwiększa moce produkcyjne
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama