Premier Donald Tusk poinformował, że „Warszawa prowadzi rozmowy z Francją i grupą najbliższych europejskich sojuszników o zaawansowanym programie odstraszania nuklearnego”. Jak to rozumieć?
Z tego artykułu dowiesz się:
- Jakie są główne różnice między amerykańską a francuską doktryną odstraszania nuklearnego?
- Na czym polegają obecne rozmowy Polski z Francją na temat odstraszania nuklearnego?
- Jak prezydent Macron definiuje użycie francuskiego arsenału nuklearnego w kontekście europejskim?
- Dlaczego francuska doktryna zaczęła uwzględniać udział sojuszników w odstraszaniu nuklearnym?
Wydaje mi się, że jest tu problem z tłumaczeniem. Francuzi mówią o wysuniętym odstraszaniu nuklearnym. Termin jest zapożyczony z „wysuniętej obecności wojskowej” jak np. natowska batalionowa grupa bojowa w Orzyszu. To odstraszanie jest wysunięte, ale pozostaje francuskie. To Francja wciąż będzie miała pełną kontrolę nad arsenałem jądrowym i samodzielnie będzie podejmować decyzję o jego użyciu. Ale „wysunięte” oznacza potencjalnie zwiększające bezpieczeństwo sojuszników, którzy chcą w tym obszarze współpracować.
Na ile realne jest mówienie o francuskim parasolu nuklearnym nad Europą?
Jest to zbyt daleko idące. Prezydent Emmanuel Macron bardzo precyzyjnie wytłumaczył, o co chodzi. Przyczyną użycia arsenału nuklearnego może być naruszenie „żywotnych interesów Francji”, ale te interesy wykraczają poza granice państwa francuskiego. Czyli atak na sojuszników Francji może być odebrany jako naruszenie tych „żywotnych interesów”.
To nie są gwarancje, ale jest to wprowadzenie komplikacji w rachuby przeciwnika, bo np. Rosja, decydując się na atak na Polskę, musi brać pod uwagę już nie tylko opór Wojska Polskiego, opór wojsk sojuszniczych, ale także to, że atak na nas może zostać uznany przez Paryż jako „żywotne naruszenie” jego interesów.
Ten europejski wymiar „żywotnych interesów” zaistniał w doktrynie francuskiej już w latach 70. Nowością jest konkretyzacja udziału sojuszników we francuskiej polityce odstraszania. To ma się odbywać dwutorowo. Po pierwsze, poprzez ich udział w ćwiczeniach francuskich sił nuklearnych i przeloty sił strategicznych nad terytorium sojuszników i ewentualnie krótkie pobyty w bazach sojuszników. Po drugie, chodzi o rozszerzenie francuskiej doktryny, która do tej pory silnie rozróżniała siły konwencjonalne od nuklearnych, które zawsze były odstraszaniem strategicznym. Teraz to się zmienia – Francja uznaje, że zdolności konwencjonalne mogą wspierać wiarygodność odstraszania. Chodzi o uderzenia dalekiego zasięgu, rozszerzoną obronę powietrzną i wczesne wykrywanie. I tu jest przewidziana większa rola sojuszników. Francja dalej będzie ponosić koszty odstraszania nuklearnego, ale oczekuje od sojuszników zwiększenia zdolności konwencjonalnych.