Komentarz: Zbrojeniówka potrzebuje strategii, a nie karuzeli

PGZ. Fot./Roman Bosiacki

Po 2015 r. zarządy w Polskiej Grupie Zbrojeniowej zmieniają się średnio co 14, 15 miesięcy. Teraz mamy okres interregnum.

Ogłoszono konkurs, w którym obecny p.o. prezes Andrzej Kensbok zapewne nie jest bez szans.

Przez tych pięć lat przez PGZ przewinęli się zarządcy lepsi, gorsi. Dwóch czy trzech menedżerów na poziomie członka zarządu trzeba określić jako całkowite nieporozumienie. Ale wszyscy, także ci bardziej energiczni, notujący nawet jakieś sukcesy, musieli odejść. Gdyż ciągle ten PGZ nie taki, jaki powinien być. W zależności od nastroju można się w tej firmie przyczepić do wszystkiego. Od ludzi i ich konotacji politycznych, przez wyniki biznesowe, poprzez kwestie współpracy spółek, opóźnienia, eksport, technologie, ceny, offset i tak dalej. Do wyboru do koloru, jeżeli zarząd ma być odwołany, powód się znajdzie.

Jednak nie tak powinna wyglądać strategia dotycząca największej w Polsce firmy przemysłu obronnego. Przecież na dobrą sprawę nie wiadomo, i to od lat, właściwie od momentu powstania koncernu, jaką rolę ma pełnić PGZ. To nie wina kolejnych zarządów, że nie spełniały oczekiwań właściciela, czyli państwa, kiedy to właśnie państwo nie potrafiło tych oczekiwań określić.

Światowe doświadczenia są jednoznaczne i to w krajach o tak rozedrganej rzeczywistości politycznej jak Włochy czy Izrael. Jeżeli coś w przemyśle obronnym ma się udać, potrzebny jest długi marsz. A tym sukcesem jest dostarczenie nowatorskiego technologicznie produktu zaspokajającego potrzeby własnych sił zbrojnych i kupowanego na świecie. Tego rodzaju programy zabierają po ćwierć wieku, ale jakoś Włosi, Izraelczycy czy Francuzi potrafią nad tym pracować, politycy dają im spokój i pieniądze.

Czy jest to możliwe w Polsce? Musi być możliwe, nie ma innego wyjścia, jeżeli tylko chcemy żeby PGZ był względnie liczącą się firmą. Trzeba jednak w końcu określić, co ma być najważniejsze dla tego konglomeratu kilkudziesięciu spółek i tę strategię konsekwentnie realizować. Wtedy kolejne ekipy polityczne będą miały utrudnione pole ingerencji, a zarządy będą funkcjonować we względnym spokoju. Gdyż jak mi powiedział menedżer z francuskiego państwowego koncernu zbrojeniowego: „Politycy? Nie wtrącają się. Gdyż są przepełnieni strachem, że zniweczą nasz dorobek”.

Tags:

Mogą Ci się również spodobać

Mariusz Błaszczak

Wyścig zbrojeń według Mariusza Błaszczaka

Po trzech latach dobrej zmiany w MON, minister Mariusz Błaszczak wyliczał w środę zasługi ...

Fundusze na saudyjskie fregaty MMSC

Lockheed Martin podpisał umowę w sprawie kontynuacji prac przy czterech fregatach rakietowych Multi-Mission Surface ...

Wodowanie fregaty Emilio Bianchi

W stoczni koncernu Fincantieri odbyła się uroczystość wodowania fregaty rakietowej Emilio Bianchi. Dziesiątej jednostki ...