W należących do grupy Leonardo zakładach  śmigłowcowych PZL-Świdnik właściciel redukuje załogę,  ogranicza czas pracy i obniża gaże. Na razie do lipca. Czy w kryzysie związanym z pandemią  największy w kraju producent wiropłatów ma szansę na powrót do normalności?

""

Marco Lupo. Fot./materiały prasowe

radar.rp.pl

Marco Lupo: PZL-Świdnik jest naszym kluczowym i jednocześnie globalnym filarem w segmencie śmigłowców. Zdecydowanie chcemy utrzymać potencjał produkcyjny zakładu, aby ruszył on z pełną mocą, kiedy ożywienie gospodarcze powróci na rynek. Dużo zainwestowaliśmy w PZL-Świdnik, dzięki czemu jest to nowoczesna firma, licząca się globalnie i będąca ważnym centrum doskonałości w projektowaniu i budowie struktur  śmigłowcowych. Jest PZL-Świdnik nawet czymś więcej: to jedyny polski producent obejmujący cały cykl życia śmigłowca, od projektu po produkcję, wsparcie i modernizację. Są to unikalne kompetencje – czyniące Polskę jednym z 5 europejskich krajów posiadających takie możliwości – i Leonardo bierze to pod uwagę.

Cesare Caccia: Spółka PZL-Świdnik ma kluczowe znaczenie w strategii Leonardo, ze względu jej wyjątkowe możliwości, a także to, że jest ona eksporterem nr 1 w przemyśle lotniczym w Polsce. W rzeczywistości światowy rynek śmigłowców cywilnych zwolnił, głównie z powodu kryzysu spowodowanego pandemią covid-19 oraz spadku popytu w skutek zawirowań cen ropy i gazu. PZL-Świdnik nie jest jednak zależny wyłącznie od produkcji cywilnej. Na rynkach nadal istnieje niepewność co do rozwoju sytuacji, ale podejmujemy działania które  w ciągu tego roku będą stopniowo przygotowywać firmę  do  wejścia na wyższe  obroty i ożywienia gospodarczego.

Przed pandemią PZL zatrudniał ok. 3 tys. pracowników, a teraz?

Marco Lupo: Musieliśmy rozstać się z około 200 pracownikami, w porozumieniu ze związkami zawodowymi. Największą grupę stanowili pracownicy posiadający uprawnienia emerytalne i personel pomocniczy. Dzięki tym środkom będziemy w stanie stawić czoła obecnym skutkom pandemii, która dotknęła cały przemysł lotniczy, nie tylko nas.

Czy w strategii wychodzenia Grupy z kryzysu jest także plan dla Świdnika?

Marco Lupo: Wdrażamy już plan przezwyciężenia obecnej trudnej sytuacji. Jestem pewien, że nasze działania, najpierw koncentrujące się na zapewnieniu bezpieczeństwa pracowników i utrzymaniu gotowości do szybkiego wznowienia produkcji, gdy zamówienia zaczną napływać, stopniowo doprowadzą do wzrostu, a następnie do długoterminowego i zrównoważonego rozwoju. Jest to spójne z naszą zintegrowaną ofertą i propozycją korzyści opartą na nowych rozwiązaniach „Made-in-Poland”, które wychodzą  naprzeciw oczekiwaniom rządudotyczacym wzmacniania floty  śmigłowców wielozadaniowych, morskich i bojowych.

Cesare Caccia: Polska w szczególności musi utrzymać efektywność operacyjną obecnej floty śmigłowców – zwłaszcza rodziny W-3 Sokół i Mi-2. Niezależnie od tego, czy chodzi o modernizację, czy o zastąpienie istniejącej floty, decyzja należy do rządu, a my jesteśmy otwarci na każde rozstrzygnięcie  w tej sprawie poprzez solidne partnerstwo z MON.

Warto jednak podkreślić, że długoterminowa modernizacja i utrzymanie floty śmigłowców Sokół, którą już oferowaliśmy w przeszłości, może być trudna z przyczyn, które nie są od nas ściśle zależne (jak łańcuch dostaw). Jeśli jednak polskie władze zaakceptują alternatywną ofertę Leonardo dotyczącą zupełnie nowego programu, jesteśmy gotowi ulokować produkcję nowego polskiego śmigłowca w Świdniku. Jego konstrukcja byłaby oparta na naszych wielofunkcyjnych wiropłatach AW139, które wciąż biją rekordy sprzedaży światowej, zostały wybrane m.in. przez Siły Powietrzne USA w specjalnym wariancie dostarczonym przez Boeinga. Nowa platforma dla Polskich Sił Zbrojnych zostałaby  skonfigurowana i uzbrojona od podstaw zgodnie z oczekiwaniami rządu. Jednocześnie zapewnimy zrównoważony rozwój floty W-3 poprzez płynne przejście z obecnego stanu na nowy polski śmigłowiec – zaprojektowany, opracowany, wyprodukowany i zmontowany przez PZL-Świdnik uwzględniając indywidualne dostosowanie do wszelkich oczekiwań zamawiającego, a także wsparcie we współpracy z polskim przemysłem (100% produkcji w Polsce) i ze wszystkimi aspektami bezpieczeństwa obowiązującymi w kraju. Jest to solidne rozwiązanie o niskim ryzyku, oparte na platformie bestsellera, zdolne do zwiększenia zdolności operacyjnych przy kosztach pozyskania, które są  porównywalne z kosztami modernizacji i jednocześnie przy znacznej redukcji kosztów operacyjnych w porównaniu z obecną flotą W-3. Warto pamiętać, że AW139 został pierwotnie zaprojektowany i wyprodukowany przez PZL-Świdnik, dlatego może być naturalnym polskim następcą Sokoła. Ponieważ Polska ma dziś rodzime śmigłowce, dzięki naszemu rozwiązaniu, kraj będzie mógł nadal posiadać polskie śmigłowce w przyszłości. Jesteśmy przekonani, że to propozycja wartościowych korzyści, nie do zakwestionowania. Jednocześnie projekt ten, dzięki nowej inwestycji, transferowi najnowszej technologii i know-how, może stać się solidnym stymulatorem gospodarczym nie tylko dla regionu lubelskiego, ale także dla Polski. Naszym zdaniem to jest także właściwy czas na inwestowanie w nowe programy rozwojowe w kraju, aby pomóc gospodarce pokonać skutki spowolnienia z powodu pandemii.

Czy Leonardo rozmawia w tej sprawie z MON? W ostatnich miesiącach armia ogłosiła wstępne przygotowania do pozyskania 32 śmigłowców wsparcia bojowego w ramach programu Perkoz, a także planuje zamawianie morskich śmigłowców pokładowych  do zwalczania okrętów wroga. Czy odpowiednio dostosowany AW139 spełni wymagania jednego z nadchodzących programów?

Cesare Caccia: Wyraziliśmy gotowość do złożenia oferty, a więc oczywiście przeanalizowaliśmy również wstępne wymagania  programu „Perkoz”. Naszym zdaniem obecna platforma AW139 spełnia już na wstępie 80 procent z nich. Nasza oferta budowy polskiego śmigłowca i ulokowania jego centrum produkcyjno-rozwojowego w Świdniku wykracza jednak poza najbliższe projekty Inspektoratu Uzbrojenia. Chodzi o przyszłość PZL-Świdnik czyli nakreślenie i realizację nowych celów rozwojowych, które dałyby firmie ożywczy impuls, a także sprzyjałyby branży lotniczej w przezwyciężeniu obecnego kryzysu pandemicznego. W przypadku konkretnych zastosowań, takich jak ASW (program Kondor) lub szkolenia, jesteśmy oczywiście gotowi zaoferować alternatywne rozwiązania na podobnych zasadach.

Marco Lupo: Naszym zdaniem propozycja Leonardo oznacza dla Polski same korzyści: w unikalny sposób łączy nowoczesną i sprawdzoną platformę, która zmniejsza ryzyko do minimum z możliwościami PZL-Świdnik i światowego lidera jak Leonardo, aby  dostosować ją do Polskich potrzeb. Jeśli MON zdecyduje, że przyszły śmigłowiec ma być rzeczywistą platformą wielozadaniową z wyspecjalizowanymi wersjami – wówczas uzyska znaczne oszczędności wynikające z efektu skali, a także niższych kosztów obsługi w całym cyklu życia. Uruchomienie nowych programów stworzy również szereg miejsc pracy wymagających wysokich kwalifikacji i znacząco przyczyni się do rozwoju regionalnego a także całego kraju poprzez inwestycje w nową infrastrukturę i wzmocnienie know-how. Chciałbym dodać, że nowy polski śmigłowiec zainspirowany konstrukcją AW139 mógłby być oferowany przez PZL-Świdnik na rynkach trzecich. Mówiąc wprost śmigłowce te mogą wylecieć z polskiej fabryki zamiast być eksportowane w elementach. PZL-Świdnik może wznieść się na wyższy poziom innowacyjności, aby przyszły polski eksport miał wysoką wartość dodaną. Eksport ten może również obejmować transakcje G2G tj. z udziałem polskiego rządu.

A jak kryzys związany z pandemią obszedł się z projektem budowy nowego śmigłowca szturmowego AW249 Leonardo? Kiedy będzie gotów następca wysłużonej Mangusty?

Cesare Caccia: Uderzenie COVID-19  nie wpłynęło  na rozwój AW249, ponieważ rząd włoski uznał program za strategiczny. Włoska armia planuje wycofywać Mangusty ze służby od 2025 r., kiedy to powinniśmy być gotowi z nowym śmigłowcem bojowym. Przypomnę, że kilka lat temu zaoferowaliśmy polskiemu rządowi udział w rozwoju tego europejskiego śmigłowca uderzeniowego najnowszej generacji. Podpisaliśmy nawet umowę o możliwości współpracy z Polską Grupą Zbrojeniową. Według naszych przewidywań  udział polskiego przemysłu w programie AW249 wyniósłby ok.  40 procent. Wygląda na to, że oferta ewentualnej współpracy przy produkcji  najnowszych maszyn bojowych jest wciąż warta uwagi, ponieważ spotyka się z polskim – odłożonym na razie – planem zastąpienia floty zużytych Mi-24, produkcji rosyjskiej, sprzętem nowej generacji.