Z informacji udostępnionej przez MON wynika, że 34 proc. generałów i admirałów oraz 69 proc. oficerów starszych (od majora do pułkownika) w Wojsku Polskim nie posiada potwierdzonej znajomości języka angielskiego na poziomie 3333 lub wyższym według normy STANAG 6001. Patrząc na te liczby z drugiej strony, oznacza to, że 66 proc. (czyli dwie trzecie) najważniejszych dowódców w polskiej armii posiada taki certyfikat potwierdzający zaawansowaną znajomość języka angielskiego.
Dane te wzbudziły falę komentarzy. Odniósł się do nich m.in. wieloletni dyrektor PISM Sławomir Dębski. Podkreślał, że na poziomie operacyjnym i strategicznym angielski nie jest dodatkową kompetencją, lecz podstawowym narzędziem dowodzenia, planowania, współpracy z sojusznikami oraz udziału w procesach decyzyjnych NATO.
„Od podoficera można oczekiwać znajomości języka wystarczającej do wykonywania obowiązków na swoim stanowisku. Od generała, który ma współtworzyć decyzje Sojuszu i dowodzić w środowisku międzynarodowym, należy oczekiwać biegłości. Po trzech dekadach obecności Polski w NATO powinien to być standard, a nie wyjątek” – podsumowywał we wpisie ekspert.
Jak dobrze powinien znać angielski żołnierz państwa NATO, czyli co to jest STANAG
Ocenę tych statystyk należy zacząć od fundamentalnego pytania – co kryje się za liczbami, które komentujemy? W ramach NATO współpracują ze sobą 32 kraje posługujące się różnymi językami, posiadające inne procedury oraz sprzęt. Aby sprawna współpraca była w ogóle możliwa, stworzone zostały tzw. normy STANAG (Standardization Agreement), czyli międzynarodowe umowy standaryzacyjne.
Dla przykładu, normy STANAG 2310 oraz 4172 określają parametry amunicji, dzięki czemu dowolny kraj NATO może wspierać dostawami walczącego sojusznika bez obawy, że naboje nie będą pasować do używanej broni. Normy 3838 oraz 7085 regulują przesyłanie danych i łączność, a 2920 określa wytrzymałość balistyczną. Wszystkie te zasady ułatwiają współdziałanie kilkudziesięciu państw.
Norma STANAG 6001 dotyczy z kolei znajomości języków. Dzięki tej standaryzacji precyzyjnie wiadomo, jaki poziom reprezentuje dany oficer, niezależnie od kraju, z którego pochodzi. Poziom znajomości składa się z czterocyfrowego kodu, który określa w kolejności: słuchanie, mówienie, czytanie i pisanie. Żołnierz posiadający poświadczenie 2221 powinien umieć słuchać, mówić i czytać w danym języku na poziomie 2, a pisać na poziomie 1.
Czytaj więcej
Ostatnie lata przyzwyczaiły nas do tego, że to polska zbrojeniówka korzystała z doświadczenia i wiedzy zagranicznych partnerów. Tym razem pomóc moż...
Skala obejmuje sześć poziomów (od 0 do 5), gdzie 0 oznacza całkowity brak umiejętności językowych. Poziom 1 to znajomość podstawowa, wystarczająca do rutynowej komunikacji (odpowiada cywilnemu A2/B1 – matura podstawowa). Poziom 2, czyli średniozaawansowany, pozwala na prowadzenie rozmów z innymi żołnierzami (odpowiednik B1/B2 – matura rozszerzona). Z kolei poziom 3 umożliwia swobodne posługiwanie się bardziej złożonym językiem (odpowiednik C1). Poziom 4 to profesjonalna biegłość na poziomie C2, a poziom 5 dorównuje kompetencjom rodzimego użytkownika (native speakera).
Dzisiaj oficer świeżo po ukończeniu wojskowej uczelni powinien posiadać certyfikat 3232 (słuchanie i czytanie na „3”, mówienie i pisanie na „2”). Kiedyś jednak nie było tak dobrze. Należy pamiętać, że dzisiejsi generałowie i starsi oficerowie rozpoczynali edukację wojskową na przełomie lat 80. i 90., gdy głównym językiem obcym w armii był rosyjski, a nauka angielskiego w WP dopiero raczkowała.
Gdy w 1999 r. wstępowaliśmy do NATO, angielskim w różnym stopniu posługiwało się zaledwie 6 tys. oficerów i 640 podoficerów. Kolejne lata były czasem wzrostu tego wskaźnika. Już w 2002 r. ponad 2000 żołnierzy zawodowych miało potwierdzoną znajomość języka na poziomie 3333 lub wyższym.
Transformacja językowa napotykała jednak na wyzwania. W 2008 r. ówczesny minister obrony Bogdan Klich przyznał, że w WP są poważne problemy z masową nauką angielskiego. Sprawiło to, że realizacja celu NATO G 0356 (zakładającego podniesienie umiejętności w Siłach Zdolnych do Przerzutu) otrzymała status wydłużonej implementacji. Termin dla Sił Szybkiego Reagowania przesunięto z 2006 r. na koniec 2010 r., a dla sił niższej gotowości – na 2012 r. Celem tym objęto 3172 oficerów (m.in. 2873 z Wojsk Lądowych, 199 z Inspektoratu Wsparcia czy 45 z Marynarki Wojennej). Z tej grupy zrealizowało go na czas zaledwie 428 wojskowych (13,5 proc.).
Mimo opóźnień do 2009 r. ogólna liczba żołnierzy z certyfikatem 3333 wzrosła do 3100. W 2023 r. miało to być już 5400 wojskowych. Czy to dużo? W 2023 r. nasza armia liczyła 134,4 tys. żołnierzy zawodowych, więc mówimy o 4 proc. armii. Warto jednak zaznaczyć, że wśród oficerów wskaźnik ten był znacznie wyższy. Na 22,7 tys. z nich znajomość języka angielskiego na poziomie 3333 potwierdziło ponad 20 proc. (ponad 4,5 tys. oficerów).
Co oznaczają braki językowe w sztabie?
Nowe dane pokazują, że poziom ten posiada dziś zaledwie 31 proc. oficerów starszych. Trudno jednoznacznie powiedzieć, czy oznacza to regres, ale z nieoficjalnych sygnałów wynika, że sytuacja budzi zaniepokojenie sojuszników. Fakt, że nadal 34 proc. polskich generałów nie zna języka angielskiego na poziomie 3333 wskazuje, że nie jest on rygorystycznie wymagany ani odpowiednio doskonalony w trakcie Podyplomowych Studiów Polityki Obronnej (PSPO) – edukacyjnym etapie poprzedzającym awans generalski.
Czytaj więcej
Wielkie pieniądze płyną do przemysłu zbrojeniowego na sprzęt dla Wojska Polskiego. Po dziesięcioleciach ograniczeń, cięć i bankructw dziś dużym pro...
O ile angielski na poziomie 2222 dla dowódcy kompanii czołgów nie jest wielką przeszkodą, o tyle brak biegłości podczas pracy w międzynarodowym sztabie może wywołać niepotrzebne komplikacje komunikacyjne. Poziom 3333 to „złoty standard” dla oficerów sztabowych, dowódców wyższego szczebla i specjalistów. Bez „trójek” praca w wielonarodowym środowisku jest niemożliwa – profil ten gwarantuje poprawne zrozumienie niuansów w rozkazach, procedurach operacyjnych oraz płynność w prowadzeniu odpraw i prezentacji. Biegłości tej potrzebują też specjaliści obsługujący nowoczesny, zachodni sprzęt.
Wyższy profil (poziom 4) wymagany jest zazwyczaj od rzeczników prasowych dużych dowództw oraz generałów pełniących stanowiska kierownicze w strukturach międzynarodowych. Warto zauważyć, że egzaminy STANAG od samego początku uwzględniają słownictwo wojskowe – żołnierze uczą się terminologii taktycznej czy stopni wojskowych już na poziomie 1 i 2.
Jak żołnierze mogą doskonalić swoje zdolności językowe?
Niska znajomość angielskiego w niektórych grupach nie wynika z braku odpowiednich instytucji. Wojskowi mogą dziś kształcić się w oparciu o Wojskowe Studium Nauczania Języków Obcych w Łodzi, liczne centra szkoleniowe (np. CSWL, CSWOT czy CSWRiA), uczelnie wojskowe (WAT, AWL, LAW, AMW) i duże związki taktyczne.
Ponieważ każdy egzamin zdaje się w czterech osobnych częściach, teoretycznie możliwe jest posiadanie profilu np. 4442. Wojsko oferuje szeroką gamę szkoleń. Dla wyjeżdżających na misje organizowane są kursy 2,5-miesięczne, pomagające „odświeżyć” umiejętności. Z kolei 5-miesięczne kursy pozwalają żołnierzom na systematyczne przejście z „dwójki” na „trójkę” lub rozpoczęcie nauki od zera.
Co kluczowe, na czas szkolenia żołnierze są całkowicie oddelegowani od swoich codziennych obowiązków, co pozwala na drastyczne zwiększenie efektywności nauczania. Lekcje odbywają się od rana do popołudnia, dzięki czemu nawet mniej uzdolnieni językowo uczestnicy mogą z powodzeniem przyswoić wiedzę. Technicznie więc zorganizowanie takiego kształcenia nawet dla generałów nie powinno stanowić wyzwania systemowego. Skoro kariera generalska trwa ponad 20-30 lat, wyłączenie oficera ze służby na kilka miesięcy w celach edukacyjnych nie wydaje się niemożliwe do zrealizowania.
Polska armia uczy też języka rosyjskiego
Wojsko oferuje również kształcenie w zakresie innych języków obcych. Przykładowo w lutym 2025 r. w Centrum Szkolenia Wojsk Obrony Terytorialnej w Toruniu rozpoczęła się pierwsza edycja kursu języka rosyjskiego.
– Dotychczas uczyliśmy żołnierzy języka angielskiego na poziomie podstawowym i średniozaawansowanym. Od tego roku nasz lektorat wzbogacił ofertę o kursy języka rosyjskiego w stopniu podstawowym, a docelowo także w stopniu średniozaawansowanym – tłumaczy komendant CS WOT płk dr Przemysław Żukowski.
Na 2025 r.zaplanowano dwa 5-miesięczne kursy tego typu. Każdy z nich obejmuje 590 godzin dydaktycznych, co daje średnio 6-7 godzin nauki rosyjskiego dziennie. Zajęcia prowadzone są stacjonarnie, od poniedziałku do piątku. Program ten ma być kontynuowany w nadchodzących latach i objąć wyższy poziom nauczania języka rosyjskiego.
O komentarz poprosiliśmy MON. „Wojsko Polskie stale inwestuje w rozwój kompetencji językowych żołnierzy. System szkoleń jest zorganizowany tak, aby podnosić kwalifikacje językowe oficerów proporcjonalnie do wymagań stanowisk, na które są przewidziani w ramach planowanego rozwoju kariery” – czytamy w oświadczeniu resortu.
Z uzyskanych informacji wynika też, że cyklicznie prowadzone są stacjonarne kursy z języka francuskiego oraz niemieckiego, a także doskonalące kursy angielskiego na poziomie 3. w formule zdalnej przeznaczony dla żołnierzy od korpusu oficerów starszych wzwyż, którzy ze względu na wykonywane obowiązki służbowe mają utrudniony dostęp do form kształcenia stacjonarnego lub w uzasadnionych przypadkach dla żołnierzy i pracowników MON.