20 kilometrów od Nikozji, na tureckiej stronie wyspy, spadł nieznany pocisk. Od wybuchu zapaliły się miejscowe zarośla. Odłamki, na których były rosyjskie napisy, znajdowano w promieniu 20 kilometrów, m.in. pobliżu miejscowości Dikmen, Taskent i Goernec.

Miejscowe władze twierdzą, że rakieta eksplodowała w powietrzu. Mieszkańcy którzy to wiedzieli mówią o trzech wybuchach. Eksperci sądzą, że zadziałał system samozniszczenia pocisku.

Czytaj także: Chrzest bojowy brytyjskich F-35B

Według izraelskich mediów rakietę wystrzelili Syryjczycy z posiadanych rosyjskich systemów obrony przeciwlotniczej S-200 lub S-300. Podobno próbowali trafić izraelskie samoloty atakujące cele w pobliżu Damaszku i Hims.

Kilka minut po eksplozji rakiety nad tym rejonem Cypru przeleciał rejsowy samolot rosyjskiego „Aerofłotu” z Tel Awiwu do Moskwy. Do nieszczęścia nie doszło prawdopodobnie dlatego, że samolot wystartował z Izraela z 16-minutowym opóźnieniem.

Izraelscy eksperci twierdzą, że odpierając ataki samolotów Syryjczycy nie używali kompleksów S-300 lecz S-200. Syryjska armia miała rozmieścić wcześniej cztery baterie rakiet S-300 w okolicach atakowanego w nocy 1 lipca Hims oraz Hamy. Zarówno w jednych, jak i drugich zasięg rakiet wynosi około 300 kilometrów. Odległość od syryjskiego wybrzeża do rejonu upadku rakiety na Cyprze wynosi około 170 kilometrów.

Czytaj także: Rosyjskie „Iskandery” w Syrii

17 września 2018 r., również odpierając atak izraelskich samolotów, Syryjczycy zestrzelili rosyjski samolot Ił-20 zabijając 15 osób. Strzelano pociskami z systemu S-200. Wszyscy Rosjanie byli prawdopodobnie pracownikami lub oficerami wywiadu elektronicznego. Kreml jednak obarczył winą za katastrofę nie Damaszek lecz Izrael.