Z tego artykułu dowiesz się:
- Jakie problemy produkcyjne sprawiły, że kluczowy dostawca wojska niemal utracił strategiczne kontrakty.
- W jaki sposób plan naprawczy i zmiany w organizacji pozwoliły Jelczowi zwiększyć efektywność o blisko 50 proc.
- Gdzie powstaną dwie nowe fabryki i jak ambitne są plany produkcyjne firmy Jelcz na najbliższe lata.
- Dlaczego kondycja Jelcza jest kluczowa dla najważniejszych programów modernizacyjnych polskiej armii.
Choć na rynku cywilnym ciężarówki Jelcza są już praktycznie niespotykane, to jest to kluczowy producent pojazdów ciężarowych i specjalistycznych podwozi dla Wojska Polskiego. To właśnie w Jelczu wytwarzane są podwozia, na których osadzony jest sprzęt do obrony przeciwlotniczej i przeciwrakietowej w ramach programu Wisła (system Patriot) i Narew. To na Jelczach powstają wozy specjalistyczne wspierające armatohaubice Krab czy K9, na nich osadzane są południowokoreańskie systemy artylerii rakietowej K239 Chunmoo (program Homar-K) i wreszcie to na nich bazują też pojazdy Morskiej Jednostki Rakietowej. W sumie portfel zamówień spółki na najbliższe lata można szacować na ok. 3 tys. pojazdów, które są warte miliardy złotych.
Zwiększenie efektywności albo utrata kontraktu
Problem w tym, że jeszcze do niedawna Jelcz miał problemy z terminową realizacją swoich kontraktów. W 2024 r. spółka wyprodukowała zaledwie nieco ponad 400 pojazdów, a rok później nieco ponad 500, znacznie mniej niż przyjęte zobowiązania – kontrakty nie były realizowane w terminie. Mimo pozytywnego wyniku finansowego i generowania zysku netto na poziomie ok. 200 mln zł rocznie, taki stan dla zamawiającego, czyli wojska, był trudny do przyjęcia.
Dlatego w drugiej połowie 2025 r. doszło do przesilenia. – Znając skalę przyszłych zamówień oraz pomni dotychczasowych doświadczeń we współpracy z Jelczem, jako zamawiający stanęliśmy przed dylematem, czy możliwości organizacyjno-produkcyjne spółki pozwolą jej na pozostanie głównym dostawcą pojazdów dla sił zbrojnych – tłumaczy „Rzeczpospolitej” gen. Michał Marciniak, zastępca szefa Agencji Uzbrojenia. Pisząc wprost, przed Jelczem stanęło widmo utraty kontraktów. – Warunkiem naszej dalszej współpracy było opracowanie przez spółkę i wprowadzenie w życie planu naprawczego. Był to swoisty test dla naszego wykonawcy, czy będzie w stanie mentalnie podjąć wyzwanie. Dzisiaj już wiemy, że było warto – dodaje wojskowy, który odpowiada za współpracę na linii AU – Jelcz.
Czytaj więcej
Nitro-Chem i BAE Systems zrobiły pierwszy krok do budowy fabryki trotylu w Wielkiej Brytanii opartej na polskich technologiach. To kolejny sygnał,...
Po zmianach kadrowych w zarządzie Jelcza, zewnętrzny audytor przygotował we współpracy ze spółką zmiany. Niektóre dotyczyły rzeczy tak podstawowych, jak nadanie numerów ewidencyjnych produkowanym elementom. Wprowadzono też dokumentację pobieranych części z magazynów. Prostych usprawnień było więcej: np. zamiast montować chłodnice na pasie produkcyjnym, zaczęto to robić obok, a na pasie produkcyjnym tylko instaluje się już wcześniej przygotowane chłodnice. To w prosty sposób pozwoliło cały proces przyspieszyć. Zmian jest znacznie więcej, m.in. budowana jest nowa hala lakiernicza i już wkrótce zacznie działać drugi pas produkcyjny.
„Dzięki wdrożeniu planu naprawczego udało się m.in. zwiększyć liczbę zjeżdżających dziennie z pasa produkcyjnego pojazdów o niemal 48 proc. z 29 sztuk miesięcznie w 2025 r. do 44 w 2026 r.”, informują nas przedstawiciele Jelcza. W tym roku powinno to być w sumie tysiąc pojazdów. – Jednym z fundamentalnych czynników, które przyczyniły się do powodzenia procesu transformacji, było zaangażowanie załogi Jelcza oraz jej ścisła współpraca z zewnętrznym zespołem doradczym, co pozwoliło obiektywnie zidentyfikować kolejne obszary wymagające usprawnień, w tym ograniczenia wpływające na efektywność i przepustowość procesów produkcyjnych oraz wyznaczyć kierunki dalszych działań optymalizacyjnych – dodaje prezes spółki Mariusz Ptak.
Dwie nowe lokalizacje produkcji
Zwiększenie produkcji w Jelczu w najbliższych latach ma osiągnąć jeszcze większą skalę, ponieważ spółka jest na początku inwestycji w dwóch nowych lokalizacjach.
1 czerwca 2026 r. Jelcz podpisał z syndykiem umowę dzierżawy Zorganizowanej Części Przedsiębiorstwa (ZCP) Rafako S.A. z docelową opcją wykupu aktywów. Chodzi o 5 hal produkcyjnych wraz z infrastrukturą towarzyszącą. W 3 halach mają być produkowane Jelcze, czwartą przejmie Rosomak – tu ma powstać linia spawalnicza transporterów opancerzonych, a piąta ma być przeznaczona na przeciwdronowy projekt San. Zamierzenia są ambitne. „Zgodnie z planem, do końca 2026 r. z nowo uruchomionej linii produkcyjnej zjedzie pierwsze 40 pojazdów, a docelowo po osiągnięciu pełnych zdolności produkcyjnych będzie to nawet do 700 pojazdów rocznie. Zatrudnienie w nowopowstającym oddziale Jelcza docelowo znajdzie ok. 500 osób”, tłumaczą nam przedstawiciele zakładu.
Z kolei w Miłoszycach w województwie dolnośląskim ma być zbudowana zupełnie nowa hala, gdzie produkowanych ma być nawet 1,6 tys. pojazdów rocznie. Na realizację tego przedsięwzięcia Polska Grupa Zbrojeniowa otrzymała ponad 750 mld zł z Funduszu Inwestycji Kapitałowych Ministerstwa Aktywów Państwowych. Od Wałbrzyskiej Specjalnej Strefy Ekonomicznej została już zakupiona działka, a wniosek o pozwolenie ma być złożony do połowy przyszłego roku. Prace budowlane mają ruszyć najpóźniej w październiku 2027 r.
Czytaj więcej
Drugi kwartał był na giełdowych rynkach niepomyślny dla wielu spółek zbrojeniowych. Inwestorzy patrzą krytycznie na zapowiedzi, które nie przekłada...
Dlaczego kondycja Jelcza jest istotna dla Wojska Polskiego? Z dużym prawdopodobieństwem można założyć, że wiele pojazdów o zbliżonych parametrach mogłaby taniej dostarczyć cywilna konkurencja. Problem w tym, że ona bazuje na produkcji wielkoseryjnej, a czasem armia zamawia zaledwie kilkanaście czy małych kilkadziesiąt pojazdów danego typu – stąd Jelcz produkuje dziś bardzo wiele różnych podwozi, chociaż to też ma być ujednolicane. Ważne jest też to, że produkcja ma miejsce w kraju, co oznacza, że jest to zaplecze produkcyjne i serwisowe w czasie kryzysu czy wojny.
Nie zmienia to faktu, że wszystkie silniki są importowane od takich producentów jak MTU czy Iveco, podobnie jak skrzynie biegów i nic nie zapowiada, by to się miało wkrótce, czy wręcz kiedykolwiek, zmienić. Za to po latach rozmów, mosty ma wreszcie dostarczać polski producent SKB Drive Tech.
Jeśli chodzi o organizację procesu produkcji i rozwój, Jelcz ma szansę stać się jednym z liderów w Polskiej Grupie Zbrojeniowej. Ale spółek PGZ, które powinny podążać jego śladem, jest co najmniej kilka.