„List intencyjny pomiędzy Zakładami Chemicznymi Nitro-Chem S.A. a globalnym koncernem BAE Systems to pierwszy tego typu projekt w historii Polskiej Grupy Zbrojeniowej, w którym polska spółka wspólnie z partnerem zagranicznym projektuje kompetencje przemysłowe w obszarze obronności poza granicami RP. To także efekt podpisanego przez premierów Polski i Wielkiej Brytanii w maju Traktatu o Partnerstwie w Dziedzinie Bezpieczeństwa i Obronności. Traktat z Northolt przewiduje współdziałanie w obszarze wojskowości, przemysłu zbrojeniowego oraz cyberbezpieczeństwa” – czytamy w poniedziałkowym komunikacie Ministerstwa Obrony Narodowej.
O co chodzi? W dużym uproszczeniu: to pierwszy krok do tego, by Brytyjczycy zbudowali u siebie fabrykę trotylu w oparciu o technologie, którymi dysponuje bydgoski Nitro-Chem. Na tym etapie nie wiadomo jeszcze, czy projekt faktycznie się powiedzie, czy przyjmie formę joint venture, czy też BAE kupi od PGZ licencję. Jeśli jednak ten pomysł zostanie zrealizowany, będzie to działanie bez precedensu w najnowszej historii polskiej zbrojeniówki.
Polsko-brytyjskie projekty zbrojeniowe
Warto przypomnieć, że to kolejny przykład – w tym przypadku potencjalnej – współpracy zbrojeniowej między firmami z Polski i Wielkiej Brytanii. Są jednak także projekty, które już są realizowane. BAE Systems jest głównym partnerem PGZ przy budowie zdolności do produkcji amunicji kalibru 155 mm. To właśnie od brytyjskiego potentata Polska kupiła licencję, na podstawie której powstają nowe zakłady amunicyjne. Efekt ma być taki, że od 2028 r. nasze zdolności produkcyjne osiągną co najmniej 150 tys. pocisków rocznie.
Ta współpraca jest jednak znacznie szersza. W ramach programu obrony powietrznej i kooperacji z koncernem MBDA spółki PGZ mają uruchomić produkcję rakiet z rodziny CAMM, które mają zwalczać cele na dystansie do 40 km. Istotna jest też współpraca w domenie morskiej. PGZ Stocznia Wojenna wspólnie z brytyjskim Babcockiem buduje trzy fregaty Miecznik. Pierwsza z nich, ORP Wicher, ma zostać zwodowana już w sierpniu. – Dążymy do tego, by nasze zdolności przemysłowe w pewnym sensie się uzupełniały. Chodzi o to, by w razie problemów u jednego partnera drugi mógł go wesprzeć – mówi „Rzeczpospolitej” osoba z rządu. Te przykłady jasno pokazują, że to właśnie Brytyjczycy są dziś naszym najważniejszym partnerem w przemyśle zbrojeniowym.
Czytaj więcej
Drugi kwartał był na giełdowych rynkach niepomyślny dla wielu spółek zbrojeniowych. Inwestorzy patrzą krytycznie na zapowiedzi, które nie przekłada...
W zbrojeniówce z Niemcami nam nie po drodze
W ostatnich dniach niemiecki koncern Rheinmetall ogłosił rozpoczęcie rozbudowy zakładu w Aschau w Bawarii. Moce produkcyjne mają zostać zwiększone z 1,7 tys. ton prochu do 2,5 tys. ton rocznie, a liczba produkowanych ładunków miotających do pocisków artyleryjskich ma przekroczyć milion rocznie, wobec obecnych 300 tys. Według komunikatu spółki te zdolności mają zostać osiągnięte już w 2028 r.
W tym kontekście warto przypomnieć, że kilka tygodni temu Rheinmetall przesłał do polskiego resortu obrony pismo, w którym deklarował chęć budowy w Polsce zakładu produkującego ładunki miotające. Jako pierwszy poinformował o tym Business Insider. W kontekście rozbudowy własnej bazy produkcyjnej w Niemczech oraz powstania joint venture PGZ i francuskiego Eurenco, które ma produkować takie ładunki, niemiecka inwestycja w Polsce wydaje się dziś mało prawdopodobna.
Co ciekawe, choć Niemcy są naszym największym i najważniejszym partnerem handlowym, w zbrojeniówce praktycznie z nimi nie współpracujemy. Trwa wprawdzie modernizacja czołgów Leopard 2A4, ale tej współpracy trudno przypisać miano sukcesu. Nasze zakupy zbrojeniowe u zachodnich sąsiadów są natomiast śladowe w porównaniu choćby z kontraktami zawieranymi z USA, Koreą Południową czy Szwecją.
Z czego to wynika? W latach 2021–2023 Polska mocno postawiła na zakupy w USA i Azji, ponieważ żaden europejski dostawca nie był w stanie tak szybko dostarczyć nam czołgów czy armatohaubic. Do dziś europejskie zdolności produkcyjne w obszarze pancernym nie zwiększyły się znacząco.
Z kolei przy zakupie okrętów podwodnych szalę przeważyło to, że Szwedzi, których wybraliśmy, byli znacznie bardziej otwarci na współpracę przemysłową. Choć na ocenę tego ruchu jest jeszcze za wcześnie, to przynajmniej w warstwie deklaratywnej wypadali pod tym względem znacznie lepiej niż konkurencja z Niemiec.
Trzeba też pamiętać, że kooperacji w tak strategicznej branży jak zbrojeniówka nie sprzyja polityka. Brak gotowości Niemiec do uregulowania w jakiejkolwiek roztropnej formie kwestii zadośćuczynienia za II wojnę światową rzuca cień na współpracę obronną. Potwierdza to choćby ostatnio podpisana umowa o współpracy w dziedzinie obronności, która jest jedynie porozumieniem technicznym. Przy okazji jej zawarcia nie ogłoszono żadnych dużych wspólnych projektów.