Prezydent USA zamknął temat produkcji przez Ukrainę rakiet do systemu Patriot, po posiedzeniu swojego gabinetu 31 lipca. Trump oświadczył, że zgody na produkcję rakiet do zestawów Patriot nie ma i prawdopodobnie nie będzie, choć trzy tygodnie wcześniej mówił coś odwrotnego. Ale zmiana zdania przez prezydenta USA nie powinna dziwić, od pewnego czasu jest jasne, iż amerykański przemysł ma zupełnie inny plan na rozwiązanie problemu braku rakiet do Patriotów.
Jeśli ktokolwiek nadal liczy na produkcję w Europie najbardziej pożądanej wersji tych pocisków, czyli PAC-3 MSE, zapewne srodze się zawiedzie. Licencji najpewniej nie dostaniemy ani my, ani Ukraińcy, ani nawet Niemcy, którzy starają się o to najdłużej i mają już u siebie linię produkcyjną starszych pocisków PAC-2. W najlepszym razie możemy liczyć na ulokowanie w Europie produkcji kolejnych podzespołów. I nic ponadto.
Produkcja pocisków do Patriotów na Ukrainie. Trzy tygodnie złudnych nadziei
Zaledwie trzy tygodnie temu, podczas spotkania z Wołodymyrem Zełenskim na marginesie szczytu NATO, prezydent Donald Trump rzucił: – Jedną z rzeczy, o których będziemy mówić, jest to, że damy wam licencję na tworzenie Patriotów, to całkiem fajne. W ten sposób nie będziecie mogli narzekać, że nie dajemy ich wystarczająco dużo. Zróbcie je sami.
Czytaj więcej
Prezydent USA Donald Trump powiedział w piątek, że nie zgodził się na produkcję Patriotów przez Ukrainę. Dodał, że są prowadzone w tej sprawie rozm...
Trump przyznał jednocześnie, że nie rozmawiał jeszcze o tym z producentem, „ale wszystko się ułoży”.
Tego samego dnia miały miejsce także dwa inne ważne wydarzenia. USA, Niemcy, Polska, Holandia i Szwecja podpisały z Lockheed Martin porozumienie dotyczące pocisków PAC-3. Nie dotyczyło ono produkcji, lecz utworzenia centrum serwisowego dla pocisków do systemu Patriot. Centrum ma powstać w jednym z europejskich państw sygnatariuszy. W którym? Tego nie ujawniono.
Drugie wydarzenie nie łączy się z systemem Patriot, ale też jest ważne. Lockheed Martin i Rheinmetall zawarły odrębną umowę o produkcji pocisków ATACMS w zakładzie w niemieckim Unterlüß. ATACMS to pocisk dalekiego zasięgu dla wyrzutni HIMARS. O produkcję rakiet do tego systemu (w Polsce to Homar-A) od dawna zabiegała także Polska. Brak zgody na taką produkcję ma być jedną z głównych przyczyn wstrzymania przez Polskę dalszych zakupów zestawów HIMARS.
System Patriot
Dwanaście dni później, 20 lipca, na targach w Farnborough Lockheed Martin przedstawił PAC-3 ACE. To pocisk tańszy o ponad połowę od wersji MSE, który koncern zamierza rozwijać i produkować razem z europejskimi partnerami. To uboższa, uproszczona wersja bardziej zaawansowanej rakiety, przeznaczona – jak deklaruje producent – do zwalczania samolotów, pocisków manewrujących oraz pocisków balistycznych bliskiego i krótkiego zasięgu, a nie manewrujących pocisków balistycznych, o które toczy się gra.
28 lipca Zełenski przyjechał do Białego Domu i po spotkaniu mówił Fox News, że Donald Trump „zgodził się wydać nam licencję”. Biały Dom milczał. Nazajutrz, w rozmowie z Axios, ukraiński prezydent poprosił o nadzwyczajny „zimowy pakiet” i wyraził nadzieję na uzyskanie 300 pocisków do systemu Patriot do zimy. Portal zauważył jednak, że nawet gdyby Ukraina licencję dostała, uruchomienie produkcji wystarczającej liczby rakiet zajęłoby od roku do pięciu lat.
W tym samym czasie z Waszyngtonu wróciła polska wiceminister obrony Magdalena Sobkowiak-Czarnecka i oświadczyła, że złożyła Amerykanom propozycję współprodukcji rakiet do Patriota w trójkącie USA–Ukraina–Polska. Jak tłumaczyła, „w miejscu bezpiecznym”, co w praktyce należy rozumieć jako zlokalizowanie zakładu produkcyjnego w Polsce. I wreszcie 31 lipca. Najpierw w rozmowie z „Financial Times” Donald Trump powiedział, że „nie jest pewny”, czy pozwoli Ukrainie produkować te pociski. – To bardzo wyjątkowa broń i musimy trochę uważać, komu dajemy licencję. Analizujemy to – stwierdził. Kilka godzin później uciął sprawę. – Na razie się na to nie zgodziliśmy. Rozmawiamy o tym, ale trudno jest oddawać taką technologię. I nie sądzę, żeby do tego kiedykolwiek doszło – oświadczył dodając, że „ludzie, którym daje się taką technologię, mogą kiedyś zwrócić się przeciwko wam”.
Droga od „zróbcie je sami” do „nie sądzę, żeby do tego kiedykolwiek doszło” zajęła 23 dni.
Stany Zjednoczone chcą produkować więcej zaawansowanych pocisków do zestawów Patriot, ale u siebie
Dlaczego Amerykanie nie chcą podzielić się z Europą technologią produkcji rakiet? Odpowiedzi trzeba szukać w rachunku ekonomicznym i polityce licencyjnej USA. Dwa dni przed oświadczeniem Donalda Trumpa, w którym wycofał się on ze złożonych wcześniej obietnic, Departament Wojny przyznał Lockheed Martin siedmioletni kontrakt na produkcję pocisków PAC-3 MSE o wartości do 53,86 mld dolarów. Razem z podpisaną w kwietniu umową daje to łącznie 58,62 mld dolarów. Kontrakt obejmuje lata budżetowe 2026–2032.
Czytaj więcej
Wart ok. 58,6 mld dolarów kontrakt na pociski Patriot przyznała koncernowi Lockheed Martin amerykańska armia – przekazał Pentagon. Celem jest uzupe...
Według analityków oznacza to zamówienie na około 10 tys. tych pocisków. To dużo, szczególnie że jeszcze niedawno Amerykanie zakładali zakup raptem 3376 sztuk. Świat się jednak zmienił. Dziś Pentagon chciałby mieć ich ponad 13 tys. Tymczasem analitycy oceniają, że wskutek wojny na Ukrainie oraz operacji „Epicka furia” przeciwko Iranowi, amerykańskie zapasy PAC-3 MSE spadły do poziomu około tysiąca sztuk. To bardzo mało jak na amerykańskie potrzeby.
Dlatego plan obejmuje też zwiększanie możliwości produkcyjnych. Dziś produkcja PAC-3 MSE zbliża się do 700 sztuk rocznie, ale docelowo ma wynieść 2 tys. Czasu jest niewiele, więc Lockheed Martin mocno w tym zakresie inwestuje. Do 2030 roku związane z tym nakłady mają sięgnąć od 8 do 9 mld dolarów ze środków firmy i objąć ponad dwadzieścia zakładów w USA. W samym Camden w Arkansas, gdzie odbywa się finalny montaż pocisków, zatrudnienie ma wzrosnąć z 1 200 do około 1 850 osób.
I tu dochodzimy do sedna, czyli do tego, dlaczego Amerykanom nie spieszy się z rozwijaniem produkcji PAC-3 MSE w Europie. Po co bowiem firma, która właśnie dostała gwarancję zamówień na siedem lat naprzód i pakuje miliardy własnych pieniędzy w rozbudowę linii produkcyjnych w amerykańskich zakładach, miałaby rozwijać produkcję po drugiej stronie Atlantyku?
Europejczycy zamiast PAC-3 MSE otrzymali rakietę zastępczą
I właśnie dlatego zamiast MSE Europa dostała ofertę zastępczą. Lockheed Martin zapowiedział stworzenie nowej wersji rakiety, czyli PAC-3 ACE, od pierwszego dnia prezentowanej jako produkt do wspólnego rozwijania i wytwarzania z europejskimi partnerami przemysłowymi. Koncern mówi o tym otwarcie i nazywa transatlantycką współpracę przemysłową jednym z czterech filarów programu.
Czytaj więcej
Amerykański koncern zbrojeniowy Lockheed Martin zaprezentował nowy pocisk przechwytujący do systemu obrony powietrznej Patriot. Producent zapowiada...
PAC-3 ACE (Adapted Capability Effector, czyli „efektor o dostosowanych zdolnościach”, co najlepiej oddaje ideę pocisku) to nowy, tańszy pocisk przechwytujący do systemów Patriot, który ma kosztować mniej niż połowę ceny wersji MSE. Niektóre źródła mówią nawet o kwocie poniżej 2 mln dolarów za sztukę. Ma to pozwolić na rozbudowę zapasów magazynowych. Najważniejsze jest jednak to, że nowego pocisku nie zaprojektowano jako następcy czy zamiennika wersji MSE, lecz jako prostą rakietę do masowej produkcji. Stąd różnic między nimi jest sporo.
Wariant MSE (Missile Segment Enhancement) przeznaczony jest do zwalczania najtrudniejszych celów, w tym rakiet balistycznych średniego zasięgu. I w tej właśnie roli świetnie sprawdza się na Ukrainie. ACE ma być z kolei pociskiem do masowego zwalczania tańszych zagrożeń: dronów, pocisków manewrujących i balistyki bliskiego zasięgu. Koncepcja ta powstała m.in. na bazie doświadczeń związanych z wykorzystywaniem drogich pocisków MSE do zestrzeliwania tanich irańskich dronów przez sojuszników USA na Bliskim Wschodzie.
Różnica tkwi także w procesie produkcyjnym. W przypadku MSE jest on skomplikowany i długotrwały, i co najważniejsze ściśle kontrolowany i scentralizowany wokół kluczowych fabryk w USA. ACE to natomiast konstrukcja uproszczona, nastawiona na szybką produkcję seryjną. Przewidziane jest też szerokie zaangażowanie bazy przemysłowej nie tylko amerykańskiej, ale i europejskiej – i tu uwaga – „w celu budowy zapasów sojuszników”.
Obydwa pociski łączy sposób działania. Należą do kategorii hit-to-kill, a zatem muszą fizycznie trafić w cel, aby go zniszczyć. Korzystają też z tych samych wyrzutni i z systemu kierowania ogniem IBCS (nawiasem mówiąc, Polska jest obecnie jego jedynym użytkownikiem poza USA). Co więcej, ACE wykorzystuje to samo oprogramowanie co MSE, co ma przyspieszyć jego wdrożenie.
Na koniec rzecz, o której trzeba pamiętać. Lockheed Martin zapowiada rozpoczęcie produkcji ACE w ciągu 36 miesięcy od lipcowej premiery. Czyli nie wcześniej niż w 2029 roku. Gdyby zaś fabryka takich rakiet miała powstać w Polsce od podstaw, czasu potrzeba by było zapewne jeszcze więcej.
Amerykanie udzielają licencji na produkcję uzbrojenia, które się zestarzało
Rakiety do systemu Patriot nie są zresztą przypadkiem odosobnionym. Amerykański sposób dzielenia się technologią rakietową ma swoją logikę i da się ją opisać w jednym zdaniu. Amerykanie dają licencję głównie na uzbrojenie, które w US Army schodzi z pierwszej linii. Produkcja najnowszych systemów zostaje w USA.
Najlepszym przykładem jest wspomniany już ATACMS. Lockheed Martin oddał Rheinmetallowi linię montażową, w dodatku z transferem praw własności intelektualnej. To pierwszy taki przypadek w historii tego pocisku. Tyle że armia amerykańska właśnie rezygnuje z ATACMS na rzecz nowocześniejszego Precision Strike Missile (PrSM). Umowę z Pentagonem na przyspieszenie produkcji PrSM ten sam Lockheed Martin podpisał w marcu tego roku.
System ATACMS
Rheinmetall pierwotnie zabiegał o zgodę na budowę zarówno pocisków ATACMS, jak i PAC-3. Niemcy dostali pierwszy w całości. Przy drugim otrzymali magazyn serwisowy i niezobowiązujący komentarz podsekretarza obrony Michaela Duffy'ego, że Waszyngton „nie wyklucza” produkcji poza granicami kraju. Czyli dokładnie taką samą obietnicę, jaką miała podobno usłyszeć Polska. Podobnie rzecz ma się z pociskami PAC-2 GEM-T. Przez lata rząd amerykański w ogóle ich nie zamawiał. Trafiały wyłącznie na eksport, przez co zdolności ich produkcji w USA spadły, a według części źródeł zostały wręcz utracone. I dopiero wtedy produkcję ulokowano w Europie, w zakładach MBDA w Schrobenhausen. Ale nie jest to tylko specyfika produkcji środków do obrony przeciwlotniczej. W 2023 roku PGZ podpisała z Javelin Joint Venture memorandum w sprawie utworzenia w Polsce linii finalnego montażu przeciwpancernych pocisków Javelin, z udziałem Mesko i Wojskowych Zakładów Elektronicznych w Zielonce. Po trzech latach linii nie ma i nie wiadomo, czy powstanie, a jeśli tak, to kiedy. Wszystko utknęło na etapie mało zobowiązującego dokumentu. Jedynym realnym efektem jest produkcja przez Mesko wybranych komponentów.
Dokładnie tak samo wygląda zresztą nasz udział w programie PAC-3 MSE. W ramach zobowiązań offsetowych programu Wisła Wojskowe Zakłady Elektroniczne wraz z Lockheed Martin przeprowadziły walidację linii produkcyjnej dla dwóch procesów. Brzmi to poważnie. Prawda jest jednak taka, że Polska jako partner offsetowy otrzymała licencję wyłącznie na wybrane komponenty trafiające do globalnego łańcucha dostaw Lockheeda. I moim zdaniem na więcej niż produkcja komponentów w przypadku tej rakiety liczyć nie ma co.
Trzeba przy tym zauważyć, że licencji na produkcję pocisków PAC-3, i to nawet w wycofanej już wersji CRI, nie dostał dotąd nikt poza Japonią. Rozmowy w tym kierunku toczyły się przy okazji programu MEADS, rozpatrywanego w Niemczech i przez pewien czas także w Polsce. Skończyły się niczym.
Biorąc to wszystko pod uwagę, widać wyraźnie, że prezydenckie obietnice i ostrożne wypowiedzi urzędników pełnią funkcję wentyla politycznego. Pozwalają rozładować presję sojuszników i nie kosztują przy tym wiele. Podpisane dokumenty konsekwentnie ograniczają się natomiast do trzech rzeczy: komponentów, serwisu oraz pełnej produkcji systemów, z których armia amerykańska sama powoli rezygnuje.
Wszystko to razem nie zmienia faktu, że mimo gorszych parametrów pocisku ACE i odległej perspektywy uruchomienia produkcji, dla Polski i tak byłoby to rozwiązanie bardzo pożądane. Obronę przeciwbalistyczną oparliśmy wyłącznie na rozwiązaniu amerykańskim: bateriach Patriot i systemie dowodzenia IBCS. A ponieważ dostawy PAC-3 MSE się opóźniają, zamówiliśmy już dużą partię starszych pocisków PAC-2 GEM-T z niemieckiej linii MBDA. Rakiety te radzą sobie z celami balistycznymi znacznie słabiej niż MSE i nie zastąpią ich w zwalczaniu najtrudniejszych zagrożeń.
Już dziś kupujemy więc w Europie to, co Amerykanie zgodzili się w Europie produkować. Skoro zatem pojawia się szansa produkcji nowych rakiet, warto porzucić rolę klienta i zostać producentem tego systemu. Nawet jeśli miałaby to być rakieta gorsza od tej, której naprawdę potrzebujemy.