Wykrywać przeciwnika i samemu nie dać się wykryć – to marzenie każdego radiotechnika, jak w wojsku nazywa się specjalistów od radarów. Klasyczny radar to urządzenie aktywne. Przypomina świecącą się gigantyczną żarówkę, z tym że nie emituje światła, lecz fale radiowe. Łatwo taką emisję z daleka zauważyć, łatwo też wykorzystać ją do naprowadzania pocisków przeciwradarowych. Można jednak temu przeciwdziałać – na przykład zastosować anteny pasywne, które nie emitują fal, lecz tylko je odbierają, trochę jak ludzkie oko lub ucho.

Pierwsza stosowana w radarach pasywnych metoda, określana skrótem PET (Passive Emitter Tracking), wykrywa sygnały nadajników pracujących na obiektach znajdujących się w powietrzu: radarów pokładowych, łączy komunikacyjnych, systemu swój–obcy czy nawigacji. Druga, PCL (Passive Coherent Location), korzysta z sygnałów pochodzących z ziemi – nadajników sieci komórkowej, radiowej i telewizyjnej.

– Jest bardzo dużo źródeł fal elektromagnetycznych. Obiekt, który porusza się w przestrzeni powietrznej, odbija i rozprasza te fale, a inteligentne urządzenie na ziemi „słucha” tych odbić – wyjaśniał w rozmowie z WNP Marek Borejko, specjalista od radiolokacji i były prezes stołecznej spółki PIT-Radwar, dziś w centrali jej właściciela, państwowej Polskiej Grupy Zbrojeniowej, szef domeny elektroniki i systemów OPL.

To właśnie inżynierowie z PIT-Radwaru, we współpracy z AM Technologies oraz Politechniką Warszawską, jako jedni z nielicznych na świecie postanowili połączyć metody PET i PCL w jednym pasywnym radarze. Za prezesury Borejki, we wrześniu 2025 r., Agencja Uzbrojenia podpisała umowę na 46 radarów pasywnej lokacji PET/PCL. Zamówienie gwarantowane obejmuje 28 urządzeń za 3,9 mld złotych brutto. W opcji jest 18 kolejnych radarów za 1,9 mld zł. Dostawy przewidziano na lata 2030–2038.

Umowę podpisano z myślą o zestawach obrony powietrznej krótkiego zasięgu, którym wojsko nadało kryptonim Narew; stronę przemysłową reprezentuje zatem konsorcjum PGZ-Narew, którego częścią jest PIT-Radwar. Podległa MON agencja podkreśla jednak, że walory techniczne i funkcjonalne radarów pasywnych PET/PCL pozwalają na zastosowanie ich także w systemie średniego zasięgu Wisła, czyli na najwyższym piętrze naszej obrony powietrznej, gdzie podstawą są zestawy Patriot z systemem kierowania ogniem IBCS. Latem 2025 r. w odpowiedzi na interpelację poselską MON deklarowało, że do 2035 r. planowane jest pozyskanie 63 kompletów systemów pasywnej lokacji, w każdym po cztery radary. To potrzeby zapisane w Planie Modernizacji Technicznej, a wrześniowa umowa pokrywa około jednej dziesiątej z nich – po uruchomieniu opcji niespełna jedną piątą. PIT-Radwar, który stopniowo przenosi się z Warszawy do Kobyłki, a w ostatnich miesiącach wchłonął Zurad i Wojskowe Zakłady Łączności nr 2, może zatem liczyć na kolejne kontrakty.

Radar do wykrywania samolotów

Wstępnym wykrywaniem celów dla Wisły i Narwi zajmą się natomiast radary P-18PL, także opracowane w PIT-Radwarze, tym razem we współpracy z Wojskową Akademią Techniczną. Pracują w paśmie metrowym, czyli zupełnie jak konstrukcje sprzed kilkudziesięciu lat, ale ma to dwie zalety. Po pierwsze, potrafią wykrywać samoloty zbudowane w technologii stealth, czyli trudno wykrywalne dla innych radarów. Po drugie, choć emisję P-18PL można wykryć z bardzo daleka, to nie ma obecnie na świecie pocisku przeciwradarowego, który mógłby się na niego naprowadzić – taka rakieta musiałaby zmieścić w sobie antenę o średnicy co najmniej pół metra. Wart 3,1 mld zł brutto kontrakt na P-18PL podpisano w grudniu 2023 roku. Pierwsze dostawy mają nastąpić najpóźniej w 2027 r., ostatnie – w 2035 r.

Zarówno P-18PL, jak i PET/PCL były rozwijane dzięki umowom z NCBR podpisanym w 2012 r. Zamówienia z wojska przyszły w kolejnej dekadzie, a dostawy mają się zakończyć w połowie następnego dziesięciolecia lub później. To pokazuje, jak długotrwałe są prace nad nowoczesnymi radarami.Także od 2012 roku finansowanie z NCBR mają prace nad Sajną, kolejnym radarem od PIT-Radwaru (tu współpracującego z WAT-em i Politechniką Warszawską). Ma to być oko systemu Narew, ale radar nie doczekał się jeszcze wojskowej certyfikacji. Póki nie ma Sajny, pierwsze baterie tak zwanej Małej Narwi są wdrażane do Wojska Polskiego w konfiguracji przejściowej, z radarem Soła (także od PIT-Radwaru), który po prostu był już wcześniej w służbie. To rozwiązanie, na które wojskowi wpadli tuż po rosyjskiej inwazji na Ukrainę w lutym 2022 r., gdy trzeba było przyspieszyć cały program.

Prywatna i zagraniczna konkurencja

Gdy we wrześniu 2025 roku w ciągu jednej nocy doszło do około 20 naruszeń polskiej przestrzeni powietrznej przez rosyjskie drony, politycy i wojskowi zaczęli na gwałt planować nową, najniższą warstwę naszej obrony przeciwlotniczej. System, który otrzymał nazwę San, ma powstać w ciągu dwóch lat na mocy umowy podpisanej w styczniu 2026 r. i wartej około 15 mld zł. Będzie miał jednak radary od prywatnej spółki Advanced Protection Systems z Gdyni, a także od duńskiej firmy Weibel. Radary FIELDctrl Ultra i Follow od APS były już stosowane w Ukrainie. Ich odpowiednik z PIT-Radwaru, czyli Tuga, jest dopiero opracowywany.

O ile radary są oczami obrony powietrznej, to jej mózgiem staje się amerykański system kierowania ogniem IBCS. To rozwiązanie, które w Wojsku Polskim jest wdrażane w tym samym czasie, co w siłach zbrojnych USA. IBCS to system systemów – będzie w jedną całość spinał Wisłę i Narew, a być może inne warstwy obrony powietrznej. Wojskowi mówią, że potrafi przydzielać cele między różnymi systemami: jeśli jakieś zagrożenie wykryje radar Narwi, IBCS potrafi w sekundy obliczyć, że lepiej będzie zestrzelić je pociskiem systemu Wisła, czyli Patriota, albo na odwrót.

IBCS jest w Polsce od 2022 r., gdy zakończyły się dostawy z kontraktu na pierwszą fazę programu Wisła, podpisanego wiosną 2018 r. i wartego 4,75 mld dolarów, co wówczas było najdroższą umową zbrojeniową w historii Polski. Na tę kwotę złożyły się przede wszystkim bardzo drogie pociski PAC-3 MSE (po kilka milionów dolarów za sztukę, a zamówiliśmy nieco ponad 200) oraz radary, których anteny są całymi ścianami zbudowanymi z półprzewodników, ale i sam IBCS miał niebagatelny wpływ na cenę.

W polskich warunkach IBCS współpracuje z krajowymi systemami dowodzenia obroną przeciwlotniczą, takimi jak Łowcza i Rega (oba – a jakże! – od PIT-Radwaru). Zbliżony do nich Szafran (od tego samego producenta) jest używany w Wojskach Lądowych.

Państwowa zbrojeniówka ma tu jednak poważną konkurencję ze strony prywatnych przedsiębiorstw. Wdrożony w Wojsku Polskim Jaśmin to zbiór flagowych produktów bydgoskiego Teldatu, reklamowany jako wielodomenowy system zarządzania walką i łączności, z którego jak z klocków można budować rozwiązania do dowodzenia na różnych szczeblach. Jaśmin od lat jest wykorzystywany w polskich kontyngentach wojskowych za granicą oraz na ćwiczeniach krajowych i międzynarodowych.

Elektronika dla artylerii i łączności

Z kolei Grupa WB z Ożarowa Mazowieckiego, największy prywatny podmiot w polskim przemyśle obronnym (choć z mniejszościowym udziałem Polskiego Funduszu Rozwoju), na dobre zdominowała elektronikę w artylerii i wojskach rakietowych. Jej system kierowania ogniem Topaz – w połączeniu z dronami takimi jak FlyEye, również od Grupy WB – stanowił przeskok generacyjny. Przed jego wprowadzeniem przekazywanie współrzędnych celu, a potem ich potwierdzanie zajmowało godziny, a nawet dni. Teraz robi się to w minutach, a nawet sekundach. Topaz, razem z samobieżnymi armatohaubicami Krab, moździerzami Rak i innymi systemami artyleryjskimi przekazanymi z zasobów Wojska Polskiego, sprawdza się na froncie wojny rosyjsko-ukraińskiej.

Grupa WB to także Radmor z Gdyni, jeden z największych producentów radiostacji dla wojska. Obecnie wytwarza 1–1,5 tys. radiostacji rocznie, ale w najbliższych latach chce uzyskać możliwość produkcji do 4 tys.

Radio we współczesnym wojsku to przede wszystkim przesyłanie danych. Komunikacja głosowa to zaledwie kilka procent. Radmor i Grupa WB podkreślają, że to łączność decyduje o skuteczności uzbrojenia. Co ważne, radiostacje tego producenta są szeroko używane w Ukrainie, gdzie na żywo sprawdzana jest ich odporność na zakłócenia, masowo stosowane przez Rosjan. W połowie 2025 r. system łączności COMP@N-Z uzyskał – jako drugi produkt Radmoru – certyfikat ochrony kryptograficznej na poziomie „zastrzeżone”, a pierwsza partia została dostarczona do wojska. To urządzenia definiowane programowo: fizyczne komponenty zapewniają ogólne ramy, ale o tym, z jakimi podmiotami i na jakim szczeblu dowodzenia można się skomunikować, decyduje przede wszystkim oprogramowanie.

Wojsko użytkuje m.in. polskie radary średniego zasięgu NUR

Wojsko użytkuje m.in. polskie radary średniego zasięgu NUR

Foto: mat. pras.

System zarządzania polem walki

Bywa, że tam, gdzie przemysł nie może dostarczyć rozwiązania, wkraczają programiści w mundurach. Tak było z systemem zarządzania polem walki (ang. battle management system, BMS) na szczeblu batalionu i niżej w Wojskach Lądowych.

Dekadę temu kierowany przez Antoniego Macierewicza resort obrony unieważnił postępowanie na system dla batalionów zmotoryzowanych, nazwane Rosomak BMS, i zdecydował, że rozwiązanie dostarczą firmy Skarbu Państwa. Gotowy system nigdy jednak nie trafił do żołnierzy.

Zamiast tego pod koniec rządów Zjednoczonej Prawicy, w lipcu 2023 r., zapadła decyzja o stworzeniu BMS-a siłami wojska, a konkretnie Dowództwa Komponentu Wojsk Obrony Cyberprzestrzeni w Legionowie. Na razie BMS Legion został zainstalowany na czołgach K2GF, których dostarczono do Polski 180 – z pierwszego kontraktu, podpisanego w 2022 r. i zrealizowanego do końca 2025 r. Trwają prace nad wdrożeniem systemu na kolejnych platformach.

Wojskowi, którzy pracują nad Legionem, podkreślają, że to rozwiązanie niezależne od jakiegokolwiek producenta, zakupu licencji czy opłat za wsparcie techniczne. Jego modyfikacja, modernizacja czy adaptacja do nowych wozów bojowych jest realizowana wyłącznie siłami „cyberwojska”, a kody źródłowe należą do resortu obrony.

Systemy walki radioelektronicznej

Koniec 2025 roku przyniósł pierwsze od dawna kontrakty wojska na systemy walki radioelektronicznej. Charakterystyczne jednak, że Agencja Uzbrojenia nie podpisała ich z polskim przemysłem.

Za około 2 mld zł turecki Aselsan dostarczy zautomatyzowany system rozpoznawczo-zakłócający szczebla taktycznego, przeznaczony do dozorowania, obrony i ataku radioelektronicznego.

Niemiecki oddział szwedzkiego koncernu Saab sprzedał z kolei wojsku za 130 mln euro system rozpoznania elektronicznego, który dostarczy do 2030 r. Służy on do wykrywania i identyfikacji źródeł emisji radiolokacyjnych – radarów na statkach powietrznych i w naziemnych systemach obrony powietrznej. Szczegółowa specyfikacja obu systemów jest niejawna.

Natomiast w połowie 2025 r. za kilkanaście milionów złotych wojsko pozyskało zakłócarki systemów nawigacji satelitarnej, którym nadano kryptonim Heliotrop. Tu także dostawca pochodzi z zagranicy – jest nim czeska spółka URC Systems.

Rafał Lecicki 
Autor jest dziennikarzem wnp.pl