Rodzima zbrojeniówka rośnie jak na drożdżach i nie jest to tylko życzeniowe myślenie polityków – łatwo to udowodnić na liczbach. Jeszcze w 2020 r. przychody największego podmiotu państwowego – Polskiej Grupy Zbrojeniowej – wynosiły niecałe 6,5 mld zł, a największego podmiotu prywatnego – Grupy WB – niecałe 330 mln zł. Pięć lat później, w 2025 r., było to odpowiednio 18,5 mld zł i 2,85 mld zł, czyli prawie 3 i prawie 9 razy więcej.

Tak duży wzrost wynika wprost z rosyjskiej inwazji na Ukrainę w lutym 2022 r. i spowodowanego tą wojną olbrzymiego zwiększenia wydatków zbrojeniowych państwa polskiego. Według metodologii NATO, w 2020 r. na obronność przeznaczaliśmy 2,21 proc. naszego PKB, a szacunki za 2025 r. mówią już o 4,25 proc. PKB, co nominalnie przełożyło się na prawie 170 mld zł. Według planów, w 2026 r. ma to być już 200 mld zł. Realizację tych założeń powinny ułatwić pożyczki w ramach unijnego instrumentu SAFE, z którego Polska ma pożyczyć ponad 180 mld zł, z czego większość trafi do polskiego przemysłu.

Co istotne, w 2025 r. nieco ponad 50 proc. naszych wydatków na obronność zostało przeznaczonych na sprzęt. Według porównań Sojuszu Północnoatlantyckiego, np. w Belgii było to 13 proc., a w Stanach Zjednoczonych niecałe 30 proc. Procentowo więcej na ten cel wydawał tylko Luksemburg, ale te wydatki są tam zaburzone z racji niewielkiego rozmiaru całego państwa, a co za tym idzie – jego armii.

Jeśli spojrzymy na całe NATO, to widoczny jest wzrost wydatków, ale widać też jasną zależność geograficzną. W tym wzroście zdecydowanie prym wiodą państwa wschodniej flanki: Polska, państwa bałtyckie czy też Finlandia i Szwecja. Swoje wydatki zdecydowanie zwiększa też największa gospodarka Europy, czyli Niemcy – w 2026 r. ma to być już prawie 2,7 proc. ich PKB. Za to państwa południowo-zachodniej Europy, które nie czują bezpośredniej bliskości i zagrożenia ze strony Federacji Rosyjskiej, swoich wydatków na obronność nie zwiększają tak szybko. Chodzi m.in. o Hiszpanię, Portugalię czy Belgię. Wśród naszych sąsiadów do podnoszenia wydatków nie kwapią się Czesi i Słowacy.

Skorzystał przemysł zagraniczny, skorzysta i polski

Ten wzrost polskich wydatków na obronność przełożył się na olbrzymie kontrakty zbrojeniowe. W pierwszym etapie naszych „wielkich zakupów” najwięcej skorzystały koncerny zbrojeniowe ze Stanów Zjednoczonych i Korei Południowej. I tak za 250 czołgów Abrams w najnowszej wersji M1A2 SEPv3 zapłacimy 4,6 mld dolarów, za kolejnych sześć baterii systemu Patriot 9 mld dolarów, a np. za pociski PAC-2, które niedawno zakontraktowaliśmy, prawie miliard złotych. Jednym z większych kontraktów z firmami z USA jest ten na zakup 96 śmigłowców AH-64E Apache od Boeinga. Za te statki powietrzne zapłacimy ok. 10 mld dolarów.

Wcześniej, bo w 2022 r., zdecydowanie najwięcej korzystał przemysł południowokoreański. Wówczas zakontraktowaliśmy 180 czołgów K2 za ponad 3 mld dolarów, 218 zestawów artylerii rakietowej K239 Chunmoo za podobną kwotę czy 48 samolotów FA-50.

Jednak w kolejnych latach to się zmieniało i w ostatnich miesiącach jesteśmy świadkami skierowania olbrzymiego strumienia pieniędzy do polskiego przemysłu zbrojeniowego. Pożyczki, które państwo polskie zaciąga z unijnego instrumentu SAFE, w dużej mierze trafiły właśnie do rodzimych firm. W maju 2026 r. przedstawiciele Agencji Uzbrojenia podpisali umowy na ponad 100 mld zł. Aż 94 proc. tych środków zostało skierowanych właśnie do polskich firm. Zawarto m.in. kolejne kontrakty na bojowe wozy piechoty Borsuk, na armatohaubice Krab i wozy im towarzyszące, na amunicję artyleryjską 155 mm czy systemy rozpoznawczo-uderzeniowe Gladius.

Projekty inwestycyjne powinny poprawić zdolności produkcyjne polskiego przemysłu zbrojeniowego

Projekty inwestycyjne powinny poprawić zdolności produkcyjne polskiego przemysłu zbrojeniowego

Foto: Anita Walczewska

Przed nami dalszy wzrost przychodów zbrojeniówki

Efektem tych zamówień będzie duży skok przychodów naszej zbrojeniówki w najbliższych latach. Nawet jeśli weźmiemy pod uwagę, że z tych ponad 100 mld zł skierowanych do polskiej zbrojeniówki co najmniej co trzecia złotówka trafi do zagranicznych kooperantów, to jednak te zamówienia zgodnie z planem powinny zostać zrealizowane do 2030 r. Można więc szacować, że w latach 2028–2029 przychody Polskiej Grupy Zbrojeniowej będą oscylować wokół 30 mld zł rocznie, a te Grupy WB wokół 10 mld zł. Oczywiście ten wzrost będzie dotyczył także mniejszych podmiotów, które współpracują z dwoma liderami polskiego przemysłu obronnego.

W pewnej części będzie to też dotyczyć polskich zakładów, które są w rękach wielkich koncernów zbrojeniowych. Wydaje się jednak, że kondycja większości z nich bardziej zależna jest od globalnych trendów i polityki firm matek niż od zamówień naszego Ministerstwa Obrony Narodowej.

Zmianę w polskich zakładach zbrojeniowych widać nie tylko, jeśli chodzi o przychody, ale też o nakłady inwestycyjne. Oprócz tego, że spółki reinwestują część swych zysków, to państwową zbrojeniówkę hojnie dokapitalizowuje Fundusz Inwestycji Kapitałowych Ministerstwa Aktywów Państwowych. Jeśli doliczymy do tego offset, za który także płacą polscy podatnicy, to zadeklarowane w ostatnich latach bezpośrednie wsparcie państwa dla naszej zbrojeniówki dobija już do prawie 10 mld zł.

Które projekty są największe? Prawie 4 mld zł otrzymają spółki z konsorcjum PGZ-Narew. Efektem ma być to, że rodzime spółki będą zdolne do produkcji rakiet do systemu obrony przeciwlotniczej i przeciwrakietowej Narew. Transfer wiedzy zapewni koncern MBDA. Z kolei 2,4 mld zł spółki Polskiej Grupy Zbrojeniowej otrzymały na budowę zdolności do produkcji amunicji 155 mm. Licencję kupujemy od brytyjskiego BAE Systems. Gliwicki Bumar-Łabędy otrzyma prawie miliard złotych na utworzenie linii do produkcji pojazdów gąsienicowych, duże wsparcie otrzymała także Huta Stalowa Wola.

Oprócz bezpośredniej pomocy państwo w ostatnim czasie wspiera naszą zbrojeniówkę także poprzez offset, czyli zakup technologii przy okazji zakupu uzbrojenia za granicą. I tak przy zakupie wspomnianych śmigłowców AH-64E Apache Wojskowe Zakłady Lotnicze nr 1 w Łodzi pozyskają technologię od koncernów Boeing, GE Aerospace i Lockheed Martin. Podatnicy wyłożą na to ponad miliard złotych. Warto też odnotować współpracę WZL z koncernem Honeywell – to ma się przełożyć na powstanie centrum serwisowego silników, które używane są m.in. w czołgach Abrams.

Wydaje się, że jeszcze bardziej istotne dla naszej zbrojeniówki są dwa inne projekty. Grupa WB wspólnie z Hanwha Aerospace właśnie rozpoczęła budowę zakładu w Gorzowie Wielkopolskim, gdzie będą produkowane pociski CGR-080 do zestawów artylerii rakietowej Homar-K. Wartość tej inwestycji to ponad 2 mld zł. Produkcja ma ruszyć najpóźniej w 2029 r.

Z kolei w Gliwicach, w Bumarze-Łabędy, powstaje linia montażowa, gdzie Bumar wspólnie z koreańskim koncernem Hyundai Rotem w latach 2029–2030 ma zmontować ponad 60 czołgów K2PL. Co kluczowe, w tym miejscu powstają zdolności do pełnego serwisowania i obsługi tych czołgów, a więc de facto odtwarzania potencjału bojowego w czasie „W”.

Czas na zwiększanie eksportu

Te projekty inwestycyjne powinny poprawić zdolności do samodzielnej produkcji, a co za tym idzie – eksportowe. Jeśli chodzi o spółki Polskiej Grupy Zbrojeniowej, to obecnie głównym produktem sprzedawanym innym państwom są zestawy przeciwlotnicze Piorun, które produkuje Mesko. Tutaj podstawowym problemem są zbyt małe zdolności produkcyjne, ale także one powinny się w najbliższych latach zwiększyć. Podobnie jest z innym sprzętem. Jeśli chodzi np. o bojowe wozy piechoty Borsuk, to do 2030 r., nawet gdyby znalazł się chętny, nie ma realnych możliwości eksportowych, ponieważ brakuje wolnych mocy produkcyjnych. To dotyczy również armatohaubic Krab. W innych obszarach w najbliższych miesiącach być może zostanie podpisany kontrakt ze Szwecją, która w PGZ Stoczni Wojennej powinna zakontraktować okręty typu Ratownik.

Wydaje się, że w eksporcie znacznie lepsze perspektywy ma Grupa WB, która oprócz tego, że dostarcza dużo swojego sprzętu Ukrainie, to teraz mocno zyska na tzw. wspólnych zakupach z pożyczek z unijnego instrumentu SAFE. Wiadomo, że na zakup ich bezzałogowców zdecydowali się Rumuni i Kanadyjczycy; możliwy jest też zakup przez Bułgarów i państwa z północy Europy. W zwiększeniu eksportu może być także przydatna kooperacja z firmami z Korei Południowej.

Można więc zaryzykować tezę, że po dokończeniu realizowanych już inwestycji, których wartość to w sumie kilkanaście mld zł, polski przemysł obronny nie tylko będzie się skupiał na produkcji, serwisowaniu i obsłudze sprzętu dla Wojska Polskiego, ale ma także szansę stać się znaczącym eksporterem uzbrojenia. To powinno wzmocnić nie tylko gospodarkę, ale również pozycję polityczną Polski.