Czekając na przylot do Polski pierwszych F-35, polski rząd wyraził ostatnio zainteresowanie przystąpieniem do programu GCAP (Global Combat Air Programme) – międzynarodowego projektu myśliwca szóstej generacji. To ważny sygnał ze strony rządzących, świadczący o tym, że modernizacja polskiego lotnictwa ma mieć charakter ciągły. Wielozadaniowe samoloty F-35A, które już w maju tego roku mają wylądować w bazie lotniczej w Łasku, należą do generacji piątej. Użytkowane już od dłuższego czasu samoloty F-16 to generacja czwarta. Ich modernizacja podniesie ich standard do generacji 4++.
Jak Polska mogłaby się zaangażować w program budowy myśliwca szóstej generacji
Polska chciałaby uczestniczyć w programie GCAP jako partner przemysłowy z udziałem Polskiej Grupy Zbrojeniowej. Oznaczałoby to zaangażowanie w produkcję tych maszyn. Rozmowy są na wstępnym etapie i trudno mówić o szczegółach. Wiadomo natomiast, że Warszawa traktuje transfer technologii jako warunek konieczny wejścia do programu – i trudno się temu dziwić, biorąc pod uwagę doświadczenia z wcześniejszymi zakupami uzbrojenia. Niestety nie jest to takie proste. Dotychczasowi uczestnicy programu nie są zainteresowani rozszerzaniem grona partnerów, ponieważ obawiają się, że spowoduje to opóźnienie prac i przesunięcie daty rozpoczęcia produkcji seryjnej.
Czytaj więcej
USA właśnie rozpoczęły produkcję pierwszych myśliwców szóstej generacji F-47 — maszyn, które mają zdominować niebo w latach 30. Ale Chiny nie śpią:...
Partnerami w programie GCAP są Wielka Brytania (reprezentowana przez BAE Systems i Rolls-Royce), Japonia (Mitsubishi Heavy Industries) oraz Włochy (Leonardo i MBDA). Obecny harmonogram zakłada oblot prototypu – o ile nie będzie opóźnień – w 2027 roku, a wstępną gotowość operacyjną pierwszych seryjnych maszyn w 2035 roku. Zastrzeżenie „o ile nie będzie opóźnień” jest tu obowiązkowe: historia wielkich programów lotniczych, włącznie z amerykańskim hitem eksportowym F-35, uczy pokory wobec takich deklaracji.
Bez udziału Polski szacowana pula zamówień na nowe samoloty wynosi od 350 do 500 maszyn. Takie zapotrzebowanie wynika głównie z konieczności wymiany: Eurofighterów brytyjskich (ok. 111 szt.), włoskich (ok. 94-96 szt.) oraz japońskich F-2 (ok. 90 szt.). Uczestnicy liczą jednak zapewne, że będzie to atrakcyjne również dla innych użytkowników Eurofighterów, których globalnie w służbie znajduje się obecnie około 600.
Program budowy myśliwca szóstej generacji, czyli więcej niż samolot
Warto od razu wyjaśnić, że GCAP to nie tyle program nowego samolotu, co całego systemu walki powietrznej – z myśliwcem szóstej generacji jako jego centrum dowodzenia i integratorem danych. Pilot tej maszyny ma dysponować nie tylko możliwościami własnej platformy, ale dowodzić również tzw. lojalnymi skrzydłowymi i towarzyszącymi mu rojami dronów. Sam myśliwiec – z cechami stealth – ma być platformą wielozadaniową, zdolną zarówno do wywalczania dominacji powietrznej, jak i prowadzenia uderzeń dalekiego zasięgu oraz walki elektronicznej.
Czytaj więcej
W połowie roku do Łasku powinny przylecieć pierwsze z 32 zamówionych jeszcze w 2020 r. samolotów F-35A. W tym roku do Polski trafi 13 takich statkó...
Uczestnictwo w tym programie byłoby jedną z lepszych decyzji obronnych obecnego rządu – i to z powodów, które wykraczają daleko poza sam sprzęt. Samoloty z programu GCAP staną się dostępne najwcześniej po 2035, a realnie po 2040 roku. Zbiega się to z momentem, kiedy Polska będzie musiała zmierzyć się z postępującym starzeniem modernizowanych F-16. Po utracie jednego egzemplarza podczas katastrofy przed pokazami lotniczymi w Radomiu w 2025 roku w służbie pozostaje 47 sztuk tych myśliwców, w trzech eskadrach.
Zakontraktowana modernizacja do standardu F-16V w ramach programu Mid-Life Upgrade wydłuży ich żywotność, ale nie zmieni arytmetyki: w roku 2040 polskie Jastrzębie będą miały za sobą już około 30 lat służby. Stopniowe zastąpienie ich po 2040 roku samolotami szóstej generacji, których Polska jako uczestnik programu byłaby współproducentem, byłoby rozwiązaniem modelowym. Przede wszystkim dlatego, że kontrola nad technologiami i oprogramowaniem GCAP byłaby nieporównywalnie większa, niż w przypadku zakupów kolejnych maszyn w amerykańskiej procedurze FMS (Foreign Military Sales). W odniesieniu do sprzętu amerykańskiego – co chyba dla nikogo nie jest już dziś tajemnicą – polska suwerenność technologiczna jest, łagodnie mówiąc, iluzoryczna.
Nie warto jednak zamykać oczu na fakty. Po roku 2040 jedynym poważnym konkurentem GCAP na rynku samolotów szóstej generacji będzie amerykański F-47 z programu NGAD (oblot planowany na 2028 rok). Powstanie konkurencyjnego europejskiego samolotu w ramach programu FCAS, realizowanego przez Francję, Niemcy i Hiszpanię, wydaje się dziś coraz mniej prawdopodobne w związku z coraz częstszymi sporami między Paryżem i Berlinem. Cytowany przez Agencję AFP kanclerz Niemiec Friedrich Merz stwierdził w lutym 2026, że jego kraj nie potrzebuje myśliwca dostosowanego do francuskich potrzeb (broń jądrowa, operacje z lotniskowców), a negocjacje z Francją utknęły na sporach o podział prac.
Jak Polska modernizuje myśliwce F-16
Wciąż nie jest pewne, czy Polsce uda się do programu GCAP dołączyć. Na razie nasz kraj przygotowuje się na przyjęcie w kraju pierwszych samolotów F-35A i modernizowanych polskich F-16.
Kontrakt modernizacyjny podpisany 13 sierpnia 2025 roku w Wojskowych Zakładach Lotniczych Nr 2 w Bydgoszczy jest jedną z najbardziej oczekiwanych transakcji zbrojeniowych w historii polskich Sił Powietrznych. Za 3,8 miliarda dolarów netto wszystkie pozostające w służbie 47 wielozadaniowych myśliwców F-16C/D Block 52+ przejdą modernizację do standardu F-16V Block 72. To taka sama konfiguracja, którą mają nowe samoloty tej linii, zamówione m.in. przez Słowację i Bułgarię.
Zakres prac jest kompleksowy: nowy radar z aktywnym skanowaniem elektronicznym AN/APG-83 SABR, system walki radioelektronicznej L3Harris AN/ALQ-254V(1) Viper Shield, zmodernizowany komputer misji MMC 7000AH, zasobniki rozpoznawcze MS-110 Multispectral, łączność zgodna ze standardem IFF Mode 5 oraz integracja rakiet AIM-120D AMRAAM i bomb kierowanych GBU-53/B StormBreaker. Do tego nowe fotele katapultowe, symulatory szkoleniowe i system automatycznego unikania zderzenia z ziemią Auto GCAS.
Wicepremier i minister obrony Władysław Kosiniak-Kamysz, podpisując umowę, podkreślał, że „celem jest, aby Polska była w pierwszej trójce państw NATO pod względem zdolności operacyjnych”. Pytanie brzmi jednak, czy krok ten jest wystarczający, by tak określony cel osiągnąć.
Harmonogram realizacji kontraktu mówi wiele o skali przedsięwzięcia, ale też o jego ograniczeniach. Pierwsze dwa samoloty trafią do zakładów Lockheed Martina w USA dopiero w 2028 roku – i to wyłącznie w celu przeprowadzenia lotów kontrolnych i certyfikacji procesu. Właściwa modernizacja floty ruszy w Bydgoszczy w 2030 roku i potrwa do 2038 roku, zakładając tempo sześciu samolotów rocznie. Oznacza to, że ostatni zmodernizowany Jastrząb wróci do służby mniej więcej w roku, w którym F-16 będą miały za sobą ponad trzy dekady eksploatacji.
Modernizacja wydłuży żywotność myśliwców do 12 000 godzin lotu, co w praktyce oznacza podwojenie okresu ich eksploatacji. Nawet przy obecnym intensywnym użytkowaniu operacyjnym i stale rosnących wymaganiach misji NATO pozwoliłoby to utrzymać polskie Jastrzębie w służbie po 2040 roku (tak przynajmniej wynika z oficjalnej dokumentacji kontraktu). Tyle że w 2040 roku najnowsza obecnie wersja „V” będzie technologicznie rozwiązaniem sprzed dekady.
Kontrakt modernizacyjny ma jednak swoje zalety, także pozawojskowe. Wiceminister obrony Paweł Bejda podkreślał wymiar przemysłowy całego przedsięwzięcia. – Umowa skonstruowana jest w taki sposób, że ponad 50 procent jej wartości powinno zostać umieszczone w polskim przemyśle – mówił. WZL Nr 2 stają się de facto centrum kompetencji dla europejskiego serwisu F-16.
Polskie F-35 już na horyzoncie
W związku z opisaną umową modernizacyjną, przejściowo zamiast wzmocnienia polskiego lotnictwa należy spodziewać się jego chwilowego „osłabienia” (chociaż tylko liczbowego), związanego z wyłączeniem części naszych samolotów z użytkowania na czas modernizacji. Nawet mimo tego, że w tym czasie do Polski trafią wielozadaniowe F-35, o znacznie większym niż F-16 potencjale. To jeden z powodów – chociaż nie jedyny – dla którego niemal pewne jest zamówienie przez Polskę kolejnych dwóch eskadr (czyli 32 maszyn) samolotów piątej generacji.
Myśliwiec F-35
32 zamówione w styczniu 2020 roku egzemplarze F-35A, za łączną kwotę 4,6 miliarda dolarów, trafią do Polski w całości do 2030 roku. W maju 2026 roku do 32. Bazy Lotnictwa Taktycznego w Łasku dotrze pierwsza para maszyn. Dotychczas odebrane myśliwce piątej generacji pozostają w USA i służą do szkolenia polskich pilotów i obsługi naziemnej.
Przylot F-35 do Polski to duże wydarzenie dla polskich sił powietrznych. Gen. bryg. Ireneusz Nowak, zastępca Dowódcy Generalnego Rodzajów Sił Zbrojnych, nie ukrywał, jak wiele znaczy ten moment dla całego środowiska lotniczego. – Od sześciu lat uwijamy się nad tym, żeby ten samolot wprowadzić – mówił. I zapowiedział, że osobiście wsiądzie do F-16, który przechwyci przylot F-35 nad polskim niebem.
Polska gotowa na kolejne samoloty piątej generacji
Infrastruktura jest gotowa – baza w Łasku przeszła specjalną rozbudowę i uzyskała amerykańską akredytację, a 11. Eskadra Lotnicza, która jako pierwsza będzie operowała polskimi Husarzami, jest już kadrowo formowana przez czwórkę przeszkolonych w Stanach Zjednoczonych pilotów-instruktorów. Docelowo maszyny trafią do dwóch baz: Łasku i Świdwina, gdzie do niedawna stacjonowały wycofane już ze służby poradzieckie Su-22.
Jakościowy przeskok, jaki F-35 wniesie do polskich Sił Powietrznych, jest bezsporny. To jedyne seryjnie produkowane samoloty bojowe z właściwościami stealth dostępne na rynku NATO, zdolne do penetracji przestrzeni powietrznej bronionej przez zaawansowane systemy antydostępowe. Sztab Generalny WP podkreśla ich kluczową rolę w misjach SEAD – tłumienia wrogiej obrony przeciwlotniczej – a także funkcję węzłów sieciocentrycznych, integrujących dane z wielu platform jednocześnie.
F-35 udowodniły już w warunkach bojowych swoją skuteczność, także na polskim niebie – holenderskie egzemplarze uczestniczyły w zestrzeleniu rosyjskich dronów nad terytorium Polski we wrześniu 2025 roku, a maszyny tego typu brały udział w amerykańskiej operacji Północny Młot przeciwko irańskim instalacjom nuklearnym w czerwcu 2025 roku, a obecnie w skierowanej przeciwko temu państwu operacji Epicka Furia.
Czytaj więcej
Izraelskie Siły Obronne (IDF, izraelska armia) poinformowały o pierwszym w historii przypadku, gdy myśliwiec F-35 (w wersji używanej przez Izrael -...
W tej sytuacji logika kolejnego zamówienia na F-35 staje się niemal oczywista, a szef Sztabu Generalnego gen. Wiesław Kukuła powiedział wprost, że Polskę – w kontekście pozyskania dwóch kolejnych eskadr nowych samolotów – interesuje zakup wyłącznie myśliwców piątej generacji lub nowszych. Przy aktualnym stanie globalnego rynku oznacza to w praktyce jeden wybór: kolejne F-35. Eurofighter Typhoon i F-15EX to konstrukcje czwartej generacji. A konstrukcje rosyjskie i chińskie nie wchodzą w grę.
Z kolei południowokoreański KAI KF-21 Boramae, który ma w Polsce swoich zwolenników, to maszyna należąca do generacji 4+, której seryjna produkcja dopiero się rozpoczyna i która być może zostanie w przyszłości zmodernizowana do poziomu generacji piątej – ale „być może” i „w przyszłości” to słabe fundamenty dla decyzji o kluczowym komponencie polskiej obrony powietrznej.
Polska musi podjąć decyzję o samolocie następnej generacji szybciej, niż można się było spodziewać
Arytmetyka jest nieubłagana. Jeśli zmodernizowane F-16V mają służyć do końca lat czterdziestych, to – mimo że pierwsze dostawy myśliwców piątej generacji F-35A do baz w Łasku i Krzesinach wciąż są przed nami – okno czasowe na decyzję o samolocie następnej generacji otwiera się szybciej, niż mogłoby się wydawać.
Programy GCAP (Wielka Brytania, Japonia, Włochy) oraz NGAD (USA) zakładają osiągnięcie gotowości operacyjnej najwcześniej w połowie lat trzydziestych, co oznacza, że realistyczny horyzont eksportu do partnerów NATO to końcówka lat czterdziestych. Polska, planując dziś modernizację F-16 i zakup F-35, de facto rezerwuje sobie zdolności bojowe na dwie kolejne dekady. Już dziś potrzebna jest jednak odpowiedź na pytanie, czym Polska zastąpi Jastrzębie, kiedy te staną się zbyt przestarzałe wobec systemów obrony powietrznej następnej generacji. Kosiniak-Kamysz w kontekście modernizacji F-16 mówił o inwestycji „na lata” – i ma rację. Tyle że te lata kiedyś upłyną, a decyzje o samolocie szóstej generacji dla Sił Powietrznych RP będą musiały zapaść, zanim ostatni zmodernizowany F-16 wyląduje po próbach odbiorczych.
Po dostarczeniu zamówionych i modernizowanych samolotów, czyli 32 nowych F-35, 47 zmodernizowanych F-16V i 48 nowych koreańskich FA-50 (dostarczono 12, pozostałe są mocno opóźnione), polskie lotnictwo będzie dysponowało co najmniej 127 maszynami bojowymi oraz 16 szkolnymi M-346 Bielikami. Po ewentualnym zamówieniu kolejnych dwóch eskadr i dostarczeniu nowych samolotów ten stan posiadania zwiększy się do 159 maszyn bojowych. Dla porównania sąsiednie Niemcy mają dziś nieco ponad 220 samolotów bojowych.
Jednak najpóźniej w połowie lat czterdziestych na polskich lotniskach powinny lądować nowe samoloty szóstej generacji. I właśnie dlatego udział Polski w programie GCAP ma głęboki sens. Szczególnie gdyby przy okazji udało się wejść do łańcucha ich produkcji, zyskując przy okazji także większą suwerenność technologiczną, niż ma to miejsce przy dotychczasowych zakupach.