Z tego artykułu się dowiesz:

  • Jaką rolę odgrywa prezydent Karol Nawrocki w procesie legislacyjnym ustawy SAFE?
  • Kto popiera, a kto sprzeciwia się przyjęciu ustawy SAFE w polskim parlamencie?
  • Jakie potencjalne zmiany w układzie sił obronnych w Polsce mogą wynikać z decyzji prezydenta dotyczącej tej ustawy?
  • Jakie są główne argumenty za i przeciw pożyczkom z Unii Europejskiej na zakup uzbrojenia dla Polski?
  • Jakie są obecne możliwości i ograniczenia Biura Bezpieczeństwa Narodowego w kontekście polskiego systemu obronności?

43,7 mld euro, albo ponad 180 mld zł. Taka jest wartość pożyczek na zakup uzbrojenia, które w najbliższym czasie polski rząd zaciągnie od Unii Europejskiej. Wiadomo, że mamy z tych środków kupić m.in. armatohaubice Krab, wozy bojowe Borsuk, transportery Rosomak czy latające cysterny. W piątek Sejm zakończył prace nad ustawą, która tworzy instrument do jego obsługi. Wcześniej Senat wprowadził m.in. poprawkę gwarantującą, że te pożyczki nie będą spłacane z budżetu resortu obrony narodowej. To oznacza, że są to faktycznie dodatkowe środki na obronność, które oczywiście my podatnicy będziemy musieli w ciągu najbliższych 45 lat spłacić.

Sejm w piątek przyjął poprawki Senatu, jednak politycy opozycji wciąż krytykują program. O braku racjonalnych podstaw do takiej postawy w „Rzeczpospolitej” pisaliśmy już wielokrotnie, więc nie będę tutaj powtarzał tego, że zarzuty choćby o tym, że te środki trafią głównie do przemysłu niemiecko-francuskiego są wyssane z palca.

Czytaj więcej

Co kupimy z pożyczek SAFE? Rząd ujawnia projekty

Prezydent Karol Nawrocki walczy o więcej

Teraz czas na decyzję prezydenta Karola Nawrockiego. Nie wiem jaka ona będzie, choć daleko jest mi do tego, że weto jest przesądzone.

Warto jednak spojrzeć na tę decyzję nieco szerzej – debatę o SAFE można traktować jako kolejną próbę rozpychania się pałacu prezydenckiego we wpływie na obronność państwa. Niejako wprost zakomunikował to Sławomir Cenckiewicz, szef prezydenckiego Biura Bezpieczeństwa Narodowego, który na antenie Polsat News zapowiedział, że jest oczekiwanie, by powstał „komitet sterujący, który zapewniłby bardziej spluralizowany zarząd nad środkami kredytowymi, umożliwiając m.in. przedstawicielowi Prezydenta wgląd w materiały audytowe np. służb specjalnych”. Warto przypomnieć, że do tej pory żadnych takich regulacji nie było i kwestia zakupów uzbrojenia zgodnie z prawem w czasie pokoju leży jednak w gestii Ministerstwa Obrony Narodowej.

Ale to niejedyny przykład tego, jak prezydent chce rozszerzać swoje wpływy w obronności. Już wcześniej wezwał do siebie bezpośrednio szefów służb specjalnych – Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego, Agencji Wywiadu, Służby Wywiadu Wojskowego i Służby Kontrwywiadu Wojskowego na spotkanie dotyczące bezpieczeństwa kraju, chciał ich w pewien sposób „odpytać”. Problem w tym, że nie ma takich uprawnień – takie zaproszenie powinno zostać przekazane za pośrednictwem Kancelarii Prezesa Rady Ministrów. Po tym, jak rząd się nie zgodził w pierwszym podejściu, w końcu przy pomocy wicepremiera i ministra obrony narodowej Władysława Kosiniaka-Kamysza, udało się wypracować pewien kompromis i do spotkania doszło.

Z kolei na Radę Bezpieczeństwa Narodowego, którą prezydent ma jak najbardziej prawo zwoływać i wręcz powinien to robić i na której rozmawiano m.in. właśnie o instrumencie SAFE, Biuro Bezpieczeństwa Narodowego bezpośrednio zaprosiło szefa Agencji Uzbrojenia generała dywizji Artura Kuptela, który realizuje zakupy sprzętu dla Wojska Polskiego. Znów problem jednak w tym, że zrobiło to pomijając MON. Wojskowy o taką zgodę do ministra wystąpił i ją uzyskał.

Warto też dodać, że już wcześniej przedstawiciele BBN wpraszali się na spotkanie związane z zakupami, na którym zgodnie z przepisami być nie musieli, a jednocześnie prezydent podczas odprawy kierowniczej kadry MON i Sił Zbrojnych RP, mówił o tym, że przedstawiciele BBN spotykają się z potencjalnymi dostawcami uzbrojenia dla armii. Jeśli dodamy do tego, że podczas swojego przemówienia wymienił Biuro Bezpieczeństwa Narodowego co najmniej kilkanaście razy tworząc wrażenie, że jest to instytucja kluczowa w polskim systemie, to widać, że jest to część większego planu, który ma na celu zwiększyć uprawnienia prezydenta w obszarze obronności.

Czytaj więcej

Wojsko Polskie odbierze w tym roku 13 samolotów F-35

MON może jeszcze więcej

Warto jednak spojrzeć, jak wygląda rzeczywistość. Biuro Bezpieczeństwa Narodowego nigdy nie miało, i teraz po dużych roszadach kadrowych, tym bardziej nie ma, poważnych zdolności analitycznych. Jest to zaledwie kilkudziesięciu merytorycznych pracowników, którzy w porównaniu choćby ze Sztabem Generalnym nie mają narzędzi i ludzi by prowadzić poważną pracę analityczno-planistyczną. Ustawa o obronie ojczyzny mówi, że „przy pomocy Biura Bezpieczeństwa Narodowego Prezydent Rzeczypospolitej Polskiej wykonuje zadania w zakresie bezpieczeństwa i obronności. Biuro jest także merytoryczno-organizacyjnym zapleczem Rady Bezpieczeństwa Narodowego powoływanej przez Prezydenta RP.” Tylko tyle i aż tyle. BBN nie jest jakimś „nadsztabem” i organizacją, która może kontrolować wszelkie poczynania MON i Wojska Polskiego.

Jeśli dodamy do tego, że Sławomir Cenckiewicz nie ma poświadczenia bezpieczeństwa, które umożliwia dostęp do informacji niejawnych i jest postacią kontrowersyjną, staje się jasne, że BBN nie stanie się nagle wielkim rozgrywającym w dziedzinie obronności.

Ale są obszary, gdzie w obronności prezydent ma do powiedzenia wiele i rozpychać się nie musi. To przede wszystkim kwestia awansów, którą Karol Nawrocki już wykorzystał blokując awanse w służbach. Warto przypomnieć, że to zazwyczaj była broń ostateczna – np. prezydent Andrzej Duda zaczął blokować awanse generalskie w szczycie swojej wojenki z Antonim Macierewiczem, gdy ten był ministrem obrony narodowej. Tymczasem prezydent Nawrocki swoje urzędowanie od takiego ruchu… rozpoczął.

Przed prezydentem decyzja dotycząca ustawy o Finansowym Instrumencie Zwiększenia Bezpieczeństwa SAFE. Zarówno najważniejsi generałowie – m.in. szef sztabu, generał Wiesław Kukuła jak i ekonomiści, mówią jasno – ten program jest dobry zarówno dla Wojska Polskiego, jak i dla polskiego przemysłu obronnego.

Jeśli prezydent zawetuje tę ustawę, to będzie oznaczać jego marginalizację w obszarze obronności, bowiem trudno sobie wyobrazić, by po takiej decyzji w MON dalej była chęć do szukania kompromisu tam, gdzie go szukać nie musi. A system jest tak stworzony, że w obronności w czasie pokoju to jednak Minister Obrony Narodowej ma znacznie więcej władzy niż Zwierzchnik Sił Zbrojnych, czyli prezydent Karol Nawrocki. Rozpychanie się łokciami ma swoje granice.