„Dokąd ma zmierzać branża zbrojeniowa? W jakich wartościach? Z jakim produktem? To trzy pytania, na jakie ma odpowiedzieć dokument, który ma zostać opracowany do końca 2025 r.” – tak pisaliśmy w „Rzeczpospolitej” w listopadzie 2024 r. Stworzenie tego dokumentu zapowiadał Marcin Kulasek, obecnie Minister Nauki i Szkolnictwa Wyższego, a wówczas sekretarz stanu w Ministerstwie Aktywów Państwowych. Już wtedy czas, który dawali sobie urzędnicy na stworzenie dokumentu, czyli ponad rok, mógł dziwić.
Z tego artykułu się dowiesz:
- Dlaczego strategia dla przemysłu obronnego nie jest jeszcze gotowa?
- Kto jest odpowiedzialny za opracowanie strategii przemysłu obronnego?
- Jakie bariery utrudniają rozwój krajowego sektora obronnego?
- Jakie znaczenie mają działania rządu dla rozwoju przemysłu obronnego?
Czas jako kluczowy czynnik konkurencyjności
Po kolejnych 8 miesiącach, w czerwcu 2025 r., premier Donald Tusk powołał międzyresortowy Zespół ds. Rozwoju Przemysłu Obronnego. Na jego czele stanął Krzysztof Paszyk, wówczas minister rozwoju i technologii. Jednym z zadań zespołu jest „przygotowanie wniosków i rekomendacji oraz przeprowadzanie analiz, w zakresie opracowania projektu dokumentu rządowego „Strategia Rozwoju Przemysłu Obronnego”.
– Wzmocnienie potencjału krajowego sektora obronnego to priorytet naszych działań – kluczowy ze względu na sytuację geopolityczną, wojnę w Ukrainie i frontowe położenie Polski. W ramach powołanego zespołu, we współpracy z sektorem obronnym, będziemy pracować nad spójnym planem rozwoju strategicznych kompetencji przemysłowych i technologicznych. Silny, innowacyjny i konkurencyjny polski przemysł obronny to gwarancja naszego bezpieczeństwa – zapowiadał polityk. Problem w tym, że kilka tygodni później, także on pożegnał się z rządową funkcją.
Czytaj więcej
Rekordowe dofinansowanie ze strony państwa, powolne zwiększanie mocy produkcyjnych i umowy gwarantujące transfer technologii. Polski przemysł obron...
Jednak pod koniec października w MRiT zorganizowano spotkanie/konsultacje z przedstawicielami prywatnego przemysłu zbrojeniowego, w którym wziął udział m.in. minister finansów i gospodarki Andrzej Domański. Co ciekawe, na jednym z prezentowanych przez urzędników slajdów dotyczących Strategii Rozwoju Przemysłu Obronnego wylistowano czas jako „kluczowy czynnik konkurencyjności”. Wśród barier wymieniono m.in. „nieregularność i niestabilność zamówień sprzętu wojskowego” czy „trudności w istotnym zwiększaniu mocy produkcyjnych”. Z kolei jeśli chodzi o wspomaganie eksportu dyskutowano m.in. o „ustanowieniu rządowego mechanizmu wsparcia eksportu” czy „ujednoliceniu działań promujących, w tym obecności na targach branżowych”.
Dwóch rozmówców „Rz”, którzy brali w tym spotkaniu udział wyraziło się krytycznie m.in. z powodu bardzo dużej ogólności i banalności materiałów przygotowanych przez urzędników. – Tam nie było żadnego konkretu – mówi wprost jeden z nich.
Co ciekawe, kilka tygodni temu odszedł dyrektor Departamentu Przemysłu Obronnego w MRiT.
Cała naprzód bez planu
Na jakim etapie jesteśmy? – W związku z opracowaniem Strategii Rozwoju Przemysłu Obronnego powołany został Międzyresortowy Zespół do spraw Rozwoju Przemysłu Obronnego, składający się z pięciu grup roboczych. Poszczególne grupy robocze analizowały obszary tematyczne oraz omawiały możliwe propozycje dotyczące SRPO i jego późniejszego wdrożenia – wyjaśniają nam urzędnicy Biura Obsługi Medialnej ministerstwa.
Projekt SRPO poddawany jest obecnie uzgodnieniom wewnętrznym, w styczniu 2026 r. planuje się rozesłanie projektu do uzgodnień międzyresortowych. W następnej kolejności, w zależności od postępów uzgodnień i spełnienia wymogów formalnych wskazanych w ww. ustawie, dokument skierowany zostanie do konsultacji publicznych.
Co to oznacza w praktyce? W najbardziej optymistycznym wariancie można zakładać, że ten rządowy dokument zostanie przyjęty w drugim kwartale 2026 r. Znacznie bardziej realny wydaje się termin bliżej końca roku. Najwyraźniej mimo wypowiedzi najważniejszych polityków, także wicepremiera ministra obrony Władysława Kosiniaka-Kamysza o tym, że przemysł zbrojeniowy ma być jednym „z kół zamachowych gospodarki”, rządowi nie przeszkadza brak spójnego, międzyresortowego planu.
Czytaj więcej
Nie pomoże dobry wujek z Ameryki, nie pomoże dobra ciocia z Europy. Nikt za nas nie poniesie kosztów zwiększenia zdolności naszego państwa do obrony.
Nie zmienia to faktu, że rząd wspiera przemysł zbrojeniowy. Jak pisaliśmy na łamach „Rz” tylko w ubiegłym roku Ministerstwo Aktywów Państwowych podpisało umowy na dokapitalizowanie Polskiej Grupy Zbrojeniowej na kwotę ponad 6 mld zł. Za te środki z Funduszu Inwestycji Kapitałowych mają być m.in. rozbudowane zdolności do produkcji pocisków artyleryjskich 155 mm. Z kolei podlegająca MON Agencja Uzbrojenia podpisała pod koniec roku kontrakt na zakup pocisków rakietowych CGR-080 od Joint Venture polskiej Grupy WB i południowokoreańskiej Hanwha Aerospace. Te pociski muszą być produkowane w Polsce, co zostało zapisane we wcześniejszej umowie zakupu zestawów artyleryjskich K-239 Chunmoo.
I choć te działania można oceniać jako pozytywne, to brak bardziej ramowego podejścia, jak choćby zmiana pozyskiwania systemu sprzętu wojskowego, która wymusza na Agencji Uzbrojenia, czyli Wojsku Polskim, a więc państwie, wspomaganie przemysłu zbrojeniowego albo stworzenie rozwiązań finansowych wspierających eksport, o którym urzędnicy już rozmawiali, nie tworzy optymalnych warunków do rozwoju naszego przemysłu obronnego. A to jest istotne, nie tylko ze względu na rozwój gospodarczy, ale przede wszystkim dla zwiększania zdolności do obrony naszego państwa.