Od 9 października obowiązuje decyzja nr 173/MON, która tworzy podstawy prawne do funkcjonowania tzw. Zielonej Listy. To wykaz konkretnych modeli wyposażenia indywidualnego, które żołnierz może kupić za własne pieniądze i legalnie używać w czasie służby. To także przyzwolenie na legalne używanie wyposażenia nieregulaminowego, a zatem innego niż to, które żołnierz otrzymuje z nadziału od państwa i które wojsko nabywa w hurtowych ilościach w ramach dużych, scentralizowanych kontraktów.

Decyzja nr 173/MON

Decyzja nr 173/MON

Na początku listopada resort ogłosi pierwszy nabór dla producentów zainteresowanych wpisem swoich produktów do katalogu wyrobów, które żołnierz będzie mógł kupić na podstawie nowych przepisów. Od kilku dni działa już też serwis internetowy zielonalista.wp.mil.pl, przez który firmy będą je zgłaszać.

Wprowadzenie takiego mechanizmu zapowiedział we wrześniu, podczas Międzynarodowego Salonu Przemysłu Obronnego w Kielcach, wiceminister obrony Cezary Tomczyk. Podstawą do wydania decyzji było rozporządzenie Ministra Obrony Narodowej z 1 września 2026 r., które dopuszcza noszenie w składzie ubioru polowego przedmiotów rekomendowanych przez MON. Jedna kwestia pozostała jednak bez zmian: resort nie zwróci żołnierzowi pieniędzy za zakup wyposażenia z Zielonej Listy.

Kto i kiedy zdecyduje, co trafi na Zieloną Listę?

O zawartości wykazu zdecydują cztery zespoły problemowe, w których zasiądą wojskowi eksperci i przedstawiciele instytucji odpowiedzialnych za zakupy dla armii. Każdy z nich odpowiada za inną grupę asortymentu: wyposażenie materiałowe, ochronę i rażenie, indywidualne wyposażenie medyczne oraz łączność indywidualną.

Czytaj więcej

Polscy żołnierze będą mogli sami kupić sobie wyposażenie. Decyzja MON

Jak informuje „Polska Zbrojna”, miesięcznik wydawany przez resort obrony, przed pierwszym naborem jeden z zespołów wskaże kategorię wyposażenia, określi kryteria oraz wymagania techniczne, a potem firmy dostaną kilka tygodni na zgłoszenia.

Zawieszenie poprzeczki oczekiwań na odpowiednim poziomie to pierwsze poważne zadanie dla wojskowych. – Kryteria nie mogą być ani zbyt restrykcyjne, bo wtedy może się okazać, że żaden produkt dostępny na rynku ich nie spełni, ani zbyt łagodne, bo prowadziłoby to do rekomendowania wyposażenia o niewystarczającej jakości – mówi „Polsce Zbrojnej” ppłk rez. Michał Pycio z Biura Pełnomocnika Ministra Obrony Narodowej do spraw Warunków Służby Wojskowej.

Resort zapowiada, że jakość nie spadnie. Produkt z listy musi spełniać standardy techniczne sprzętu, którego armia już używa, i nie może ustępować mu właściwościami. Zespoły ocenią go na podstawie dokumentacji, przede wszystkim certyfikatów, atestów i potwierdzeń zgodności z normami.

W jaki sposób producent może zgłosić swój produkt na Zieloną Listę?

Firma, krajowa albo zagraniczna działająca przez polskiego dystrybutora, rejestruje się w serwisie Zielonej Listy, wypełnia elektroniczny formularz i dołącza dokumenty. Decyzja nr 173/MON wymaga kwalifikowanego podpisu elektronicznego oraz oświadczeń, że wnioskodawca ma prawo oferować produkt i nie narusza praw osób trzecich. Wnioski obsługuje Administrator Zielonej Listy w biurze pełnomocnika ministra, a merytoryczną ocenę wydaje właściwy zespół problemowy. Ostatnie słowo należy do ministra obrony narodowej albo osoby przez niego upoważnionej. Członkowie zespołów składają oświadczenia o braku konfliktu interesów.

W katalogu znajdzie się nazwa produktu, opis jego właściwości i parametrów, dane producenta lub sprzedawcy oraz dokumenty potwierdzające spełnienie wymagań określonych przez wojsko. Żołnierz nie znajdzie tam ani ceny, ani adresu sklepu. Wybór miejsca zakupu i znalezienie na to pieniędzy MON zostawia kupującemu.

Przyjęta procedura przewiduje też, że resort obrony może usunąć konkretny produkt z listy, jeśli zmieni się jego konstrukcja, przestanie spełniać wymagania albo pojawią się sygnały o problemach z bezpieczeństwem.

Nikt na razie nie wie, ile potrwa droga od złożenia wniosku do otrzymania wpisu. Resort obrony deklaruje, że potrwa to maksymalnie kilka tygodni, choć równocześnie zastrzega, że pierwszy nabór posłuży do przetestowania całej procedury. Dopiero zatem po jego zakończeniu dowiemy się, ile w praktyce urzędnikom zajmie przeprowadzenie wszystkich koniecznych czynności.

Rękawice, okulary, kabury. A czego żołnierz kupić sobie nie może?

Katalog wyposażenia, które żołnierz może sobie kupić ma poszerzać się stopniowo. W najbliższych naborach mogą się w nim znaleźć rękawice taktyczne, okulary ochronne, ochronniki słuchu, kabury, pasy oraz zawieszenia do broni. To kontynuacja zapowiedzi z Kielc, gdzie wiceminister Tomczyk mówił o goglach, rękawicach i słuchawkach jako o elementach, które żołnierz ma prawo dobrać sobie sam.

Granice tego, co może znaleźć się na liście, wyznacza decyzja nr 173/MON. Lista nie obejmuje np. hełmów ani kamizelek z ochroną balistyczną ani sprzętu wojskowego, jego części i podzespołów, które podlegają odrębnym procedurom. Resort zapowiedział również, że mechanizm nie obejmie mundurów, aby nie naruszać jednolitości umundurowania.

Formalnie produkty zgłaszają przedsiębiorcy, ale MON chce, by o zawartości listy współdecydowali użytkownicy. Żołnierz może przekazać przełożonym informację o sprawdzonym w praktyce produkcie, a sygnał trafi do zespołu problemowego. Po zatwierdzeniu pierwszych wpisów wykaz pojawi się także w aplikacji Żołnierz RP.

Czy Zielona Lista uzupełni braki w wyposażeniu polskich żołnierzy?

Zielona Lista porządkuje stan, który od lat i tak istniał, tyle że w szarej strefie. Żołnierze już wcześniej często kupowali lepsze od przydziałowych rękawice taktyczne, ochronniki słuchu czy ładownice za własne pieniądze. Szczególnie przed udziałem w misjach zagranicznych. Kłopot polegał głównie na tym, że takie „prywatne” wyposażenie w każdej chwili mogło być przez ich przełożonych uznane za „nielegalne”, bo niezgodne z regulaminem. Teraz żołnierz dostaje ochronę prawną, a przy okazji darmową weryfikację jakości. I to chyba największa jak dotąd zaleta Zielonej Listy.

Czytaj więcej

Brudne mundury i używana bielizna. Wojsko reaguje na skargi rezerwistów

Kłopotem, jak zawsze, jest finansowanie programu. Skoro MON nie zwraca kosztów, Zielona Lista przerzuca część wydatków na żołnierza. Wiceminister Tomczyk zapewnia, że wojsko nadal będzie wydawać pełne wyposażenie, a lista ma działać obok istniejącego systemu zaopatrzenia. Ważnym pytaniem, które wypadałoby chyba przy tej okazji zadać, jest to, czy łatanie dziur w żołnierskim wyposażeniu za pomocą Zielonej Listy nie sprawi, iż wojsko dużo wolniej będzie wprowadzać zmiany systemowe, czyli scentralizowane wymiany określonych kategorii wyposażenia indywidualnego żołnierzy. A może się tak stać choćby dlatego, że po doposażeniu się żołnierzy własnym sumptem spadnie presja na takie zmiany wywierana przez nich na przełożonych.

Nie ma też wątpliwości, że dopiero dofinansowanie zakupów z listy pokazałoby, czy resort traktuje ten mechanizm poważnie, jako sposób na uzupełnienie operacji „Szpej”. W przeciwnym razie można będzie bowiem odnieść wrażenie, że to jedynie tani sposób na załatanie luk systemowych.