Miny mają być „rozrzucane” przez pojazdy minowania narzutowego Baobab-K oraz transportery minowania narzutowego (TMN) na podwoziu gąsienicowym oraz przez systemy Kroton. Ich funkcją jest unieszkodliwiania pojazdów pancernych, czyli de facto blokowanie ich drogi przejazdu.

Jak to ma działać w praktyce? Np. Baobab-K może zapakować do swoich wyrzutni aż 600 min naraz, a ich rozrzucenie przez 6 miotaczy zainstalowanych na podwoziu Jelcza zajmuje ok. 20 min. Ładowanie to kolejne pół godziny. Oznacza to, że w ciągu 10 godzin jeden taki pojazd może stworzyć pas minowy mający prawie 20 km długości. Do 2028 r. żołnierze mają otrzymać 24 takie pojazdy.

Wojsko informuje, że „parametry i współrzędne układanego pola minowego są rejestrowane na mapach cyfrowych”. To oznacza, że przynajmniej w teorii, takie pole będzie też można w miarę sprawnie rozminować.

Wartość podpisanej w środę w Bydgoszczy umowy to 3,4 mld zł. – To jest wielka umowa ramowa, dzięki której będziemy mogli czuć się bezpieczniej w Polsce. Dzisiaj rozmawiamy o minach przeciwpancernych. O programie Baobab, który obejmuje zarówno zaopatrzenie w miny, jak i pojazdy do ich naziemnego stawiania. Mamy dwa rodzaje pojazdów minowania naziemnego: te na podwoziu Jelcza, czyli kołowe, oraz te na podwoziu gąsienicowym, czyli transportery opancerzone. To wszystko jest produkowane przez Polską Grupę Zbrojeniową – mówił wicepremier i minister obrony Władysław Kosiniak-Kamysz.

Czytaj więcej:

Raporty ekonomiczne Podpisanie umów na pożyczki z SAFE po majówce

Pro

Czy to na pewno optymalne?

Co ciekawe, niektórzy eksperci są krytycznie nastawieni do tego zakupu. „Polska powinna postrzegać pojazdy typu Baobab i Bluszcz jako rozwiązania uzupełniające – strategicznie uzasadnione w przypadku bieżących potrzeb, ale nieoptymalne dla pełnego i długoterminowego bezpieczeństwa terytorialnego. W rzeczywistości historia sił zbrojnych pokazuje, że systemy przejściowe często stają się permanentne z powodu bezwładności biurokratycznej; Polska musi uniknąć tej pułapki poprzez świadome zaplanowanie transformacji już dzisiaj”, czytamy w raporcie „Współczesna Wojna Minowa”, który przygotował Instytut Flanki Wschodniej.

„Drony minujące reprezentują nową, zdywersyfikowaną zdolność defensywną i ofensywną, która zmniejsza stosunek kosztów–efektywności o rzędy wielkości. Za kwotę przeznaczoną na pojazdy Baobab-K Polska mogłaby stworzyć elastyczny system pozyskiwania, umożliwiający nabycie dziesiątek tysięcy jednostek typu FPV oraz setek tysięcy min jako ich wyposażenia”, pisali eksperci, m.in. byli żołnierze.

Oczywistym jest, że już w trakcie działań wojennych, używanie takich pojazdów, które chociażby z powodu emisji ciepła łatwo zobaczyć z daleka, z powodu wszechobecności dronów w pobliżu linii frontu będzie niemożliwe. Jednak wykorzystanie ich przed konfliktem jest bardzo efektywne.

Kiedy miny przeciwpiechotne?

Warto przypomnieć, że 20 lutego Polska wyszła z Konwencji Ottawskiej, co oznacza, że zgodnie z prawem międzynarodowym znów możemy używać min przeciwpiechotnych. Jest to sprzęt powszechnie używany podczas konfliktu za naszą wschodnią granicą, zarówno przez atakującą Rosję, jak i broniącą się Ukrainę. To m.in. poprzez liczne umocnienia i pola minowe linia frontu jest dosyć stabilna.

Czy teraz będziemy zamawiać także tego rodzaju miny? – Po wyjściu z Konwencji Ottawskiej będziemy też zamawiać miny przeciwpiechotne – zapowiedział Kosiniak-Kamysz.

Czytaj więcej

Setki milionów kar dla zbrojeniówki. Nie wszystkie trafiają do budżetu