Jacek Libucha, prezes PZL-Świdnik: Wojna przebudziła rządy z letargu

W MON zapanował inny duch. Wojna zmobilizowała przemysł i decydentów. Także biznes lotniczy po latach posuchy odzyskuje wigor – mówi Jacek Libucha, prezes PZL-Świdnik, największych zakładów śmigłowcowych w kraju.

Publikacja: 28.04.2023 03:00

Jacek Libucha, prezes PZL-Świdnik: Wojna przebudziła rządy z letargu

Foto: mat. pras.

Po podpisaniu między PZL-Świdnik i MON w 2022 r. kontraktu na 32 śmigłowce bojowego wsparcia AW149 dla polskiej armii obiecywał pan pierwsze maszyny w końcu obecnego roku. Uda się?

Realizacja przebiega zgodnie z planem. Sądzę, że pierwsze z 32 wielozadaniowych maszyn będą gotowe nawet przed czasem. Zgodnie z  wymaganiami śmigłowce AW149 będą uzbrojone i  wyposażone, a to znaczy, że będą combat ready, czyli gotowe do użycia w walce. Oczywiste, że ten plan, ze względu na ramy czasowe, w początkowym okresie realizujemy z zakładami Leonardo we Włoszech. Wdrożenie pełnej produkcji w naszym kraju tak skomplikowanego sprzętu jak uzbrojone śmigłowce musi jeszcze trochę potrwać.

Czy spowodowane wojną w Ukrainie turbulencje gospodarcze mocno skomplikowały życie firmom zbrojeniowym?

Odczuwamy skutki wzrostu cen energii elektrycznej. Świdnickie zakłady, jako największa w kraju fabryka śmigłowców, filar Doliny Lotniczej, nie wpisują się w żadne programy ochronne i płacą w tym sezonie za prąd stawki czterokrotnie wyższe niż w zeszłym roku.

Czytaj więcej

Co armia zgubiła koło Bydgoszczy

Czy widać już w PZL i samym Świdniku efekty inwestycji w od dawna oczekiwane „gniazdo” dla nowego polskiego śmigłowca?

W zakładach trwają intensywne przygotowania do powstania linii montażu końcowego AW149 – modernizujemy halę, budujemy magazyny, przygotowujemy warunki i kadrę do produkcji i testów nowego produktu. Inwestujemy w ludzi – w podnoszenie ich kwalifikacji, szkolimy załogę, przyjmujemy do pracy specjalistów, inżynierów, i to na skalę, której w Świdniku dawno nie notowano. Zdecydowaliśmy się nawet na spory wysiłek finansowy, by przygotować testowych pilotów śmigłowcowych. Szkolenie odbywa się w Kanadzie i wymaga wyjątkowej koncentracji i pełnego zaangażowania osobistego pilota.

Czy to znaczy, że dzięki wojskowym zamówieniom lotniczy Świdnik po wielkim covidowym hamowaniu w światowym lotnictwie dostał wreszcie wiatru w śmigła i  nabiera mocy?

Nie zapominajmy, co się działo w globalnej awiacji po wybuchu pandemii, a nawet wcześniej – wpierw spowolnienie, a potem załamanie produkcji. Gdy po covidzie branża kreśliła plany podźwignięcia się z pełzającego kryzysu, wojna zdestabilizowała światową gospodarkę i łańcuchy dostaw. Mamy w regionie wojnę na pełną skalę ze wszystkimi tego konsekwencjami. Także gospodarczymi.

Wie pan, o czym mówi, bo ma za sobą wojskowe doświadczenia służby na pierwszej linii – jako oficer formacji szturmowych m.in. w misjach w Iraku.

Od lat już pracuję jako menedżer i skupiam się teraz na zapewnieniu strategicznej, długoterminowej perspektywy dla świdnickich zakładów.

Wojna w Ukrainie, wzrost zagrożeń i związany z tym wzrost wydatków na zbrojenia nastąpiły w chwili, gdy przemysł śmigłowcowy i cała branża lotnicza dopiero podnosiła się z głębokiego pocovidowego spowolnienia. Okres zastoju w awiacji spowodował przerwanie łańcuchów dostaw. Ich odbudowanie to żmudny proces. Zmagamy się z tymi problemami na co dzień. Niektóre komponenty krytyczne dla produkcji śmigłowców trzeba np. zamawiać u poddostawców z dwuletnim, a nawet dłuższym wyprzedzeniem. Rządy, których odgłosy wojny przebudziły z letargu, spieszą teraz uzupełniać braki w narodowych arsenałach. A w dostawach sprzętu wojskowego obowiązuje zasada pierwszeństwa w zaspokojeniu ojczystych potrzeb kraju producenta. Eksport musi poczekać.

To mamy kłopot, bo wyposażanie polskiej armii importem stoi. Poza tym, wiele do życzenia pozostawiała organizacja zakupów sprzętu czy brak decyzyjności MON.

Pewnie się pan zdziwi, ale widzę akurat w tych sprawach kolosalną zmianę. W Agencji Uzbrojenia, z którą mam do czynienia, widzę od lat ten sam zespół, nie przybyło też specjalnie nowych urzędników, ale odkąd mamy wojnę u bram, zapanował w MON inny duch i  znacznie bardziej zdecydowany ton. W przypadku AW149 wojskowi decydenci negocjowali kontrakt w ekspresowym tempie i od samego początku wiedzieli, co chcą osiągnąć: warunek przeniesienia produkcji AW149 do Polski był już na starcie przesądzony i oczywisty. Szczegółowe wymagania techniczne też były zawczasu przez wojsko sformułowane, a dyskusja w sprawie ew. korekt dotyczących konfiguracji czy wyposażenia przyszłych wielozadaniowych śmigłowców, moim zdaniem, niezmiennie mieści się w racjonalnych granicach. Wygląda na to, że poważne traktowanie zagrożeń i obronnych potrzeb kraju w obliczu wojny prostuje ścieżki wiodące przemysł i wojsko do istotnego celu.

Czytaj więcej

Gen. Skrzypczak: Krótkie uderzenie, nie głębsze niż 20-30 km. I już będzie po ofensywie

Brzmi krzepiąco. Co jednak począć, gdy pojawiają się zgłaszane już w przeszłości zarzuty, że skonstruowany przed ponad dekadą AW149 to „sprzęt nieostrzelany”, a stanie się pełnokrwistym śmigłowcem bojowego wsparcia dopiero teraz i tylko w polskiej armii?

Znam na wylot historię powstawania tej konstrukcji i zapewniam, że AW149 projektowano w 2009 roku do wymagań stricte militarnych. Dziś, na wskroś nowoczesne rozwiązania technologiczne – a więc zakres certyfikowanego uzbrojenia, awionika, sensoryka, systemy łączności, w tym krypto, systemy samoobrony, a także te, które ułatwiają eksploatację i utrzymanie tego śmigłowca – nie mają sobie równych. Zgodnie z wymaganiami wojska integrujemy teraz uzbrojenie i zapewniam, że najnowszy wiropłat w Siłach Zbrojnych RP wzmocni skokowo siłę wojsk aeromobilnych.

Co jest militarnym atutem AW149?

Obok szybkości, zwrotności, dużego marginesu mocy, śmigłowiec ma – o czym już wspomniałem – jeden z najlepszych w swojej klasie systemów samoobrony, wyrafinowane środki łączności umożliwiające bezpieczną transmisję danych według standardów NATO oraz zdolność, aby w przyszłości przejąć zarządzanie i kierowanie zwiadowczymi i uderzeniowymi dronami. W przewidywaniu kierunków poszerzania możliwości bojowych śmigłowców Leonardo ma już bogate doświadczenie, zebrane m.in. w projekcie Manned-Unmanned Teaming z wykorzystaniem śmigłowca AW159.

Wydaje się, że wyzwaniem są jednak kwestie szkolenia pilotów nowego śmigłowca. Jedynym dwusilnikowym śmigłowcem, którym dysponujemy w systemie treningowym wojskowych lotników, są przestarzałe, blisko 60-letnie maszyny Mi-2 rosyjskiej konstrukcji.

Sądzę, że wojskowi sztabowcy i planiści dostrzegają tę lukę. W zestawie produktów samego tylko Leonardo jest co najmniej kilka wiropłatów, które spełniałyby wymagania dla przyszłych szkolnych śmigłowców, na których można by przygotowywać nie tylko pilotów wielozadaniowych AW149, ale też wchodzących w tym roku do służby w Marynarce Wojennej RP ciężkich śmigłowców morskich do zwalczania okrętów podwodnych i bojowego ratownictwa AW101 CSAR, do którego wiele komponentów produkujemy również w Świdniku. Naszą propozycją w zakresie śmigłowców szkolno-bojowych są lekkie, dwusilnikowe AW109 lub AW169, które są na wyposażeniu europejskich armii oraz sił zbrojnych USA. Jestem przekonany, że w polskich sztabach zaplanowano już kompleksową transformację sprzętu śmigłowcowego dla armii. Trudno nie zauważyć, że do wymiany jest chociażby transportowy trzon floty wiropłatów, który wciąż stanowią rosyjskie konstrukcje Mila, śmigłowce Mi-8 czy Mi-17. Ich czas bezpowrotnie mija, poza tym tracą rację bytu w polskim wojsku. Kończą się resursy i dostęp do źródeł części zamiennych. Jedynym wyjściem pozostaje westernizacja i sprzęt, dla którego naturalnym środowiskiem jest sojusz atlantycki i zgodność ze standardami NATO.

Po podpisaniu między PZL-Świdnik i MON w 2022 r. kontraktu na 32 śmigłowce bojowego wsparcia AW149 dla polskiej armii obiecywał pan pierwsze maszyny w końcu obecnego roku. Uda się?

Realizacja przebiega zgodnie z planem. Sądzę, że pierwsze z 32 wielozadaniowych maszyn będą gotowe nawet przed czasem. Zgodnie z  wymaganiami śmigłowce AW149 będą uzbrojone i  wyposażone, a to znaczy, że będą combat ready, czyli gotowe do użycia w walce. Oczywiste, że ten plan, ze względu na ramy czasowe, w początkowym okresie realizujemy z zakładami Leonardo we Włoszech. Wdrożenie pełnej produkcji w naszym kraju tak skomplikowanego sprzętu jak uzbrojone śmigłowce musi jeszcze trochę potrwać.

Pozostało 91% artykułu
2 / 3
artykułów
Czytaj dalej. Subskrybuj
Modernizacja Sił Zbrojnych
Borsuk zatwierdzony. MON podpisał umowę na nowe bwp dla wojska
Materiał Promocyjny
Jak wykorzystać potencjał elektromobilności
Modernizacja Sił Zbrojnych
Jednak nie koreański? Ciężkiego bwp zbudujemy sami
Biznes
Pancerny drapieżnik z epoki cyfrowej. Borsuki dokonają rewolucji w polskiej armii
Przemysł Obronny
Miliardy dla polskiej zbrojeniówki. Huta Stalowa Wola zwiększa moce produkcyjne
Modernizacja Sił Zbrojnych
Nowe Groty i karabiny wyborowe dla Wojska Polskiego