Aparat Yunhai 1-02 zbudowała Shanghai Academy of Spaceflight Technology (SAST), a w przestrzeń kosmiczną wyniosła go 25 września 2019 r. rakieta nośna Długi Marsz 2D (Chang Zheng 2D – CZ-2D), po starcie z centrum kosmicznego Jiuquan. Statek trafił na heliosynchroniczną niską orbitę okołoziemską (Low Earth Orbit – LEO).

Czytaj także: Nowe informacje o rosyjskim laserze bojowym Pierieswiet

Oficjalnie satelita przeznaczony był do zadań meteorologicznych, w tym m.in. obserwacji atmosfery i środowiska morskiego. Jednak Yunhai 1-02 miał najprawdopodobniej także realizować zadania wojskowe.

18 marca 2021 r. chiński aparat doznał awarii. Za sprawą niejasnego do niedawna wydarzenia od pojazdu odpadło co najmniej 37 elementów. Co ciekawe, po tym incydencie satelita zachował przynajmniej część „funkcji życiowych”. Inżynierowie dalej mają nad nim kontrolę, a Yunhai 1-02 wysyła na Ziemię komunikaty radiowe.

Tego lata zagadkę marcowych wydarzeń na orbicie rozwikłał Jonathan McDowell, naukowiec z Harvard-Smithsonian Center for Astrophysics w Cambridge w stanie Massachusetts. Badacz oparł swoje dochodzenie na danych gromadzonych przez 18. dywizjon kontroli [przestrzeni] kosmicznej (18th Space Control Squadron) Sił Kosmicznych Stanów Zjednoczonych.

McDowell ustalił, że 22 marca o godzinie 8:41 naszego czasu w chińskiego satelitę uderzył krążący na orbicie okołoziemskiej Obiekt 48078, jeden z fragmentów pozostałych na orbicie po rosyjskiej rakiecie nośnej Zenit-2. Odłamek, który spowodował kolizję, miał między 10 a 50 cm średnicy. Do zderzenia doszło 780 km nad Ziemią.

Ten egzemplarz Zenita-2 wystartował z kosmodromu Bajkonur 4 września 1996 r. Rakieta umieściła wówczas na orbicie satelitę wojskowego Kosmos-2333, zaliczanego do serii urządzeń rozpoznania radioelektronicznego Celina-2.

Jonathan McDowell wskazuje, że uderzenie fragmentu rakiety Zenit w chiński statek jest pierwszym tego typu zdarzeniem od ponad dekady. Wcześniej, 10 lutego 2009 r., doszło do spektakularnego zderzenia nieczynnego rosyjskiego satelity Kosmos-2251 z amerykańskim satelitą telekomunikacyjnym Iridium 33. Na orbicie powstała wówczas olbrzymia chmura kosmicznych śmieci.

Według McDowella, w miarę przybywania satelitów operujących wokół Ziemi, prawdopodobieństwo kolejnych zderzeń tych maszyn będzie rosło proporcjonalnie do kwadratu liczby, wyrażającej ilościowy przyrost satelitów w przestrzeni kosmicznej wokół naszej planety (np. dwa razy więcej satelitów oznacza czterokrotnie większe ryzyko kolizji).

Obliczenia specjalistów z Europejskiej Agencji Kosmicznej wskazują, że po orbitach okołoziemskich krąży już 900 000 kosmicznych śmieci mierzących od 1 do 10 cm oraz nawet 128 milionów obiektów o średnicy 0,1÷1 cm.

Bardzo negatywne z punktu widzenia ludzkości byłoby ziszczenie się scenariusza wynikającego z tzw. syndromu Kesslera. Mianowicie, pracujący dla NASA astrofizyk Donald Kessler już w latach 70. XX w. wieszczył, że teoretycznie może dojść do sytuacji, gdy powtarzające się zderzenia satelitów powodują lawinowy wzrost liczby orbitujących okruchów – kosmicznych śmieci – które uderzają w kolejne satelity generując dalszy przyrost liczby krążących wokół Ziemi odpadów, w rezultacie kompletnie „zatykając” przestrzeń najbardziej pożądanych z punktu widzenia człowieka orbit użytkowych. Gdyby tak się stało, groziłoby to nie tylko uniemożliwieniem ludziom dalszego korzystania z satelitów, ale także postawiło pod dużym znakiem zapytania potencjalne wysyłanie, przez taką warstwę śmieci, załogowych czy bezzałogowych misji w głęboki kosmos, poza najbliższe otoczenie ziemskiego globu.