– Annegret Kramp-Karrenbauer wystąpiła z propozycją która robi wrażenie: by Niemcy i Francja wspólnie zbudowały lotniskowiec – napisał „Die Welt”.

Były niemiecki dyplomata i przewodniczący Monachijskiej Konferencji Bezpieczeństwa Wolfgang Ischinger skrytykował ją. „Lotniskowiec to instrument służący do geopolitycznej, wojskowej projekcji siły. Do jego prawidłowego wykorzystania konieczna jest wspólna (niemiecko-francuska – red.) strategia i odpowiadający założonym celom mechanizm podejmowania decyzji” – napisał na Twitterze.

„Niemcy od tego oddzielają lata świetlne” – podsumował.

Niemiecka ekspert z Europejskiej Rady Spraw Zagranicznych Ulrike Franke również przekonuje, że propozycja budowy takiego okrętu jest nieprzemyślana. „Życzę sukcesów (inicjatorom – red.) w wyciąganiu pieniędzy od Niemców” – dodała ironicznie.

Jednak „Die Welt” zwraca uwagę, że propozycja padła w chwili, gdy Francja zaczęła się zastanawiać nad budową kolejnego, swego lotniskowca, który powinien wejść do służby około 2030 r. i zastąpić „Charlesa de Gaulle’a”. Koszt nowego szacowany jest na 4,5 mld euro (bez samolotów), a ostatni półtoraroczny remont „Charlesa de Gaulle” kosztował równy miliard euro.

Obecnie wykorzystywany francuski okręt ma napęd atomowy, co od razu wywołuje pytanie czy ewentualny, europejski powinien mieć taki sam. Czy może tradycyjny, jak budowany obecnie brytyjski lotniskowiec „Queen Elizabeth”, którego budowę rozpoczęto w 2009, a gotowość bojową powinien osiągnąć w 2012 roku.

Jednocześnie gazeta zauważa, że tego rodzaju okręty budowane są od razu z myślą o wykorzystywaniu na nich odpowiednich samolotów.

– Istnieje wersja francuskiego Rafale, mogąca lądować na okrętach, gdy tymczasem wspólny, europejski Eurofighter nie ma takich możliwości – pisze „Die Welt”.

Wojskowi z Zachodu sądzą, że nowy, francusko-niemiecki samolot FCAS – o którym w lutym mówili ministrowie obrony obu krajów – albo już ma zaplanowaną wersję na lotniskowiec, albo można to szybko zrobić. Od tego zależeć będzie konstrukcja okrętu – z obecnego, francuskiego samoloty startują z katapulty a z brytyjskiego – z podwyższonego pokładu.

Nikt jednak nie wątpi, że tego rodzaju okręty stanowią właśnie widowiskowy pokaz siły państwa, do którego należą.

Obecnie Stany Zjednoczone kontynuują budowę swoich nowych lotniskowców, Rosja cały czas próbuje zastąpić nowym okrętem swego jedynego i wysłużonego „Admirała Kuzniecowa”. Chiny rozbudowują flotę lotniskowców, również Indie zamierzają to zrobić. Nawet Turcja od 2016 roku pracuje nad własnym „TGG Anadolu”.

– Ale kto miałby dowodzić tym europejskim i w jakich misjach miałby uczestniczyć? – pyta „Die Welt”.