„Jesteśmy zdecydowanie zaangażowani w obronę. Litwa jest niezawodnym sojusznikiem NATO, który daje przykład” – podkreśla w oświadczeniu Ministerstwo Spraw Zagranicznych Litwy. W 2026 roku wydatki wojskowe republiki osiągną 5,38 proc. PKB, czyli 4,79 mld euro, poinformował minister obrony Litwy Robertas Kaunas. W poprzednich latach Litwa wydawała na obronę nieco ponad 3 proc. PKB.

Leopardy wjadą do Wilna

Wzrost wydatków był częścią programu wzmocnienia zdolności obronnych w związku z agresją Rosji na Ukrainę oraz obawami państw bałtyckich dotyczącymi potencjalnych zagrożeń ze strony Rosji. „Jeśli nie zainwestujemy w nasze bezpieczeństwo, nikt nie przyjdzie nas bronić” – wyjaśnił Kaunas. Zaznaczył, że obrona państwa opiera się na dwóch zasadach – możliwościach narodowych i zbiorowej obronie w ramach NATO.

Czytaj więcej

Polska proponuje Amerykanom budowę stałej bazy. Będzie kolejna specustawa?

W budżecie Litwy na 2026 r. przewidziano wzrost wydatków wojskowych o 1,59 mld euro. Dodatkowe pieniądze mają zostać przeznaczone na modernizację sił zbrojnych, rozwój systemów obrony powietrznej i zakup ciężkiego sprzętu wojskowego. Litwa zamierza kupić nowe systemy obrony powietrznej, a także zlikwidować obecne niedobory systemów ochrony przed pociskami balistycznymi i manewrującymi.

Jednym z największych projektów będzie kontrakt na dostawę niemieckich czołgów Leopard 2A8. Kolejne około 700 mln euro zostanie przeznaczone na projekty związane z bezpieczeństwem, finansowane za pośrednictwem państwowego funduszu obronnego.

Decyzja Wilna została podjęta po porozumieniach wewnątrz NATO w sprawie zwiększenia wydatków obronnych. Na zeszłorocznym szczycie sojuszu w Hadze państwa członkowskie zgodziły się zwiększyć cel wydatków wojskowych z obecnych 2 proc. do 5 proc. PKB do 2035 roku.

Kto w NATO wydaje najwięcej na zbrojenia?

Zgodnie z końcową deklaracją szczytu co najmniej 3,5 proc. PKB członka sojuszu powinno być przeznaczone na podstawowe potrzeby obronne i realizację celów wojskowych NATO, a do 1,5 proc. PKB na ochronę infrastruktury krytycznej, zwiększenie stabilności gospodarczej, innowacje i rozwój przemysłu obronnego. W tej samej deklaracji Rosja została nazwana „długoterminowym zagrożeniem dla bezpieczeństwa euroatlantyckiego”.

Czytaj więcej

Marek Kozubal: Do jakiej wojny się przygotowujemy? Kiedy armia będzie gotowa

Według raportu NATO za 2025 r., niekwestionowanym liderem w wydatkach zbrojeniowych w procentach PKB była Polska (4,3 proc.) przed Litwą (4 proc.), Łotwą (3,74 proc.) i Estonią (3,24 proc.). Wszyscy ci członkowie NATO graniczą z Rosją i to Rosja stanowi tu najbardziej realne zagrożenie. Nic dziwnego więc, że wydatki na obronność rosną w tej części Europy najszybciej. Rośnie też świadomość zagrożenia, bo nawet malutki Luksemburg niemal podwoił swoje zakupy zbrojeniowe przez ostatni rok.

Jeżeli chodzi o wydatki liczone w dolarach, to cały Sojusz Północnoatlantycki wydał 1,637 bln dol., z czego najwięcej – 980 mld dol. stanowiły wojskowe zakupy USA (3,19 proc. PKB). W Europie przodują Niemcy 120,74 mld dol. przed Wielką Brytanią (92,87 mld dol.), Francją (68,9 mld dol.) i Kanada (45,56 mld dol.). Polscy podatnicy sfinansowali w minionym roku zakupy na kwotę 44,36 mld dol. Za nami lokuje się Hiszpania i Turcja.

Dla porównania wydatki Polski na obronność w roku 2014 – zajęcia przez Rosję Krymu, co było początkiem rosyjskiej agresji na Ukrainę – wyniosły 1,86 proc. PKB. Do 2025 r. te wydatki podskoczyły o ponad 240 proc.