W sumie za zakup tych amerykańskich statków powietrznych zapłacimy ok. 40 mld zł. Dostawy są zaplanowane na lata 2028 – 2032 i po ich zakończeniu Polska, nie licząc Stanów Zjednoczonych, stanie się ich największym użytkownikiem na świecie.

Z tego artykułu dowiesz się:

  • Dlaczego zakup śmigłowców Apache to dopiero początek wydatków i jakie kwoty kryją się za ich utrzymaniem.
  • Jakie kluczowe technologie silnikowe trafią do Polski i dlaczego są one strategiczne dla całej armii.
  • W jaki sposób Wojskowe Zakłady Lotnicze w Dęblinie staną się centrum serwisowym dla kluczowego amerykańskiego uzbrojenia.
  • Na czym polega budowa zdolności do odtwarzania potencjału bojowego i dlaczego jest ona kluczowa dla bezpieczeństwa kraju.

Warto jednak pamiętać, że to dopiero początek naszych wydatków. Przyjmuje się, że sam zakup to ok. 30 proc. kosztów w tzw. cyklu życia uzbrojenia. Upraszczając, oznacza to, że przez kolejne 40 lat wydamy na śmigłowce AH-64E Apache kolejnych ponad 80 mld zł, co uśredniając, będzie oznaczało ponad 2 mld zł rocznie. Te środki zostaną przeznaczone na eksploatację, ale też serwis i modernizację. O ile środki przeznaczone na zakup trafią do amerykańskich koncernów zbrojeniowych, założenie jest takie, że jak największa część pieniędzy wydawanych na AH-64E w kolejnych latach, ma zostać w Polsce.

Ponad 300 silników do remontów

Przy okazji podpisania tej umowy w sierpniu 2024 r., zawarto także umowę offsetową. Gdyby nie offset, czyli zakup technologii za pieniądze, w tym wypadku zapłacilibyśmy za cały kontrakt ok. 1,2 mld zł mniej.

W poniedziałek Wojskowe Zakłady Lotnicze nr 1 w Dęblinie podpiszą umowę wykonawczą z GE Aerospace. Jej wartość to ok. 550 mln zł. Te środki mają być przeznaczone na zakup maszyn m.in. do szlifowania łopatek silników, prawa licencyjne i szkolenia pracowników. W efekcie WZL 1 mają pozyskać zdolność do remontu silników lotniczych z rodziny T700 na tzw. poziomie D, co poza zakupem części oznacza pełną samodzielność takich działań.

To właśnie silniki z tej rodziny są montowane w śmigłowcach AH-64E Apache. Ale co ważne, także w innych statkach powietrznych, którymi dysponuje Wojsko Polskie: AW 149, AW 101 i Black Hawkach S-70i. W sumie do serwisowania będzie ok. 350 silników tego typu.

Czytaj więcej

ICEYE stawia na Polskę. 120 mln zł i centrum sterowania satelitami w Warszawie

Prace budowlane związane z tą inwestycją powinny ruszyć jeszcze w październiku i zakończyć się w listopadzie przyszłego roku. Zgodnie z planem pierwsze remonty będą mogły być przeprowadzane od 2028 r. O ile śmigłowce AH-64E Apache wtedy dopiero będą wchodzić do służby w naszych Siłach Powietrznych, to już np. cztery morskie AW-101, z których każdy ma po trzy silniki, wkrótce mogą potrzebować przeglądów. Koszt takiego remontu, w zależności od stanu silnika, będzie liczony w milionach złotych. Można zakładać, że w związku z tym zadaniami, liczba pracowników w Dęblinie, których obecnie jest ok. 240, powinna się do 2035 r. co najmniej podwoić.

Pozyskiwanie technologii od czterech gigantów z USA

Dzięki tym działaniom w Wojskowych Zakładach Lotniczych będzie możliwość serwisowania silników trzech typów. Już teraz spółka obsługuje silniki turbinowe TW3-117, które są używane w posowieckich śmigłowcach Mi-24 czy Mi-8/Mi-17. W sumie takich statków jest w Wojsku Polskim jeszcze ok. trzydziestu.

Z kolei w maju 2026 r. spółka podpisała umowę z amerykańskim koncernem Honeywell. Na jej podstawie w Dęblinie powstanie centrum do serwisowania silników AGT1500, które są używane w czołgach Abrams i pojazdach im towarzyszących. W sumie w naszej armii będzie ich ponad 400. Jak informowaliśmy na łamach „Rz”, koszt powstania centrum to ok. 300 mln zł, a za tę kwotę zostanie zbudowana odpowiednia infrastruktura (powstać ma m.in. hamownia) oraz opłacony dostęp do dokumentacji i prawa licencyjne. Kluczowe będzie stworzenie magazynu buforowego części zamiennych, dzięki któremu naprawy nie będą się przeciągały. Ten projekt nie zostanie sfinansowany z offsetu, tylko z pożyczki z Europejskiego Banku Inwestycyjnego, a 130 mln zł wyniesie dofinansowanie z Funduszu Inwestycji Kapitałowych Ministerstwa Aktywów Państwowych. Spółka wyda też na to środki własne.

W poniedziałek podpisywana jest trzecia umowa offsetowa. Wcześniej WZL nr 1 podpisały umowy offsetowe z koncernami Lockheed Martin i Boeing. W marcu 2026 r. z tym pierwszym dotyczącą m.in. zdolności do diagnozowania systemów kierowania uzbrojenia oraz radaru Longbow, a w sierpniu z Boeingiem. W tym wypadku chodziło m.in. o transfer wiedzy, szkolenia, wskazanie, jak powinny zostać zmienione procesy technologiczne, jak ustanowione stanowiska remontowe itd. Dzięki tym wydatkom WZL nr 1 mają uzyskać zdolności do pełnego serwisu tzw. MRO (maintenance, repair, and overhaul).

Czy to nam się opłaca? Licząc offset i dofinansowanie z FIK, polski podatnik wyda na rozwój WZL prawie 1,5 mld zł. To ma nam zapewnić zdolności do serwisowania i naprawy sprzętu, nie tylko w czasie pokoju, ale również w czasie kryzysu i wojny. Dla długotrwałego prowadzenia działań wojennych niezbędna jest możliwość do odtwarzania potencjału bojowego. My właśnie próbujemy ją zbudować.