Z tego artykułu dowiesz się:
- Jakie strategiczne zdolności zapewni polskiej armii centrum serwisowe silników do czołgów Abrams.
- Dla kogo, oprócz Wojska Polskiego, centrum w Dęblinie może stać się partnerem.
- Jakie zawirowania wokół obecności wojsk USA towarzyszą podpisaniu kluczowej umowy zbrojeniowej.
W poniedziałek w Wojskowych Zakładach Lotniczych nr 1 w Dęblinie została podpisana umowa o utworzeniu centrum serwisowania silników AGT 1500. Zarówno Donald Tusk, jak i Władysław Kosiniak Kamysz podkreślali wagę sojuszu polsko-amerykańskiego, ale niepewność co do żołnierzy USA w Polsce pozostała.
Mimo zawirowania dotyczącego obecności żołnierzy USA w Polsce, w poniedziałek w Wojskowych Zakładach Lotniczych nr 1 w Dęblinie zostało podpisane porozumienie dotyczące utworzenia centrum serwisowania silników Abrams.
Umowa została zawarta między Wojskowymi Zakładami Lotniczymi nr 1, które są częścią Polskiej Grupy Zbrojeniowej, a amerykańskim koncernem Honeywell, który te silniki produkuje. Koszt powstania centrum to ok. 300 mln zł. Jak już pisaliśmy na łamach „Rz”, za tę kwotę zostanie zbudowana odpowiednia infrastruktura (powstać ma m.in. hamownia) oraz opłacone dostęp do dokumentacji i prawa licencyjne.
Jak wyjaśniali „Rzeczpospolitej” przedstawiciele spółki, „kluczowym elementem podejmowanych działań jest możliwość utworzenia magazynu buforowego części zamiennych”. W uproszczeniu chodzi o to, by kupić części na zapas, by później móc serwisować sprzęt „od ręki” i na bieżąco uzupełniać ten bufor. To jest przydatne, ponieważ w zbrojeniówce często dostawa części zza Atlantyku zajmuje kilka czy kilkanaście miesięcy. W sumie koszt tej inwestycji, którą skredytuje m.in. Europejski Bank Inwestycyjny, to ok. 300 mln zł. Centrum ma zacząć działać w 2028 r., a pracę znajdzie w nim kilkadziesiąt osób.
Czytaj więcej
W poniedziałek w Łodzi zostanie podpisana umowa wykonawcza na zakup technologii do obsługi śmigłowców AH-64E Apache. To duża szansa dla WZL-1, ale...
Co z tymi Amerykanami?
Cieniem na podpisaniu porozumienia położyło się ostatnie zamieszanie dotyczące wstrzymania rotacji części żołnierzy USA w Polsce, o którym polscy politycy oficjalnie nie zostali poinformowani. – Rozumiemy, że dochodzi do reorganizacji wojsk USA w Europie. Ale ta reorganizacja nie może się odbywać kosztem największego sojusznika. Trudno być zaskakiwanym przez tych, którym ufa się najwięcej. Liczę, że ten szum medialny zostanie w najbliższych dniach wyjaśniony – mówił wicepremier minister obrony Władysław Kosiniak-Kamysz.
W podobnym tonie wypowiadał się premier Donald Tusk, który stwierdził, że oczekujemy w relacjach transatlantyckich stabilności opartej na szacunku, ale że nie jest rolą Polski komentowanie strategii sojuszników.
Wojsko amerykańskie odmawia mediom komentarza, o sprawę spytaliśmy więc naszych wojskowych. – Na obecnym etapie Sztab Generalny Wojska Polskiego nie posiada nowych informacji wykraczających poza wcześniej komunikowane stanowiska MON oraz informacje przekazywane przez stronę amerykańską – stwierdza płk Marek Pietrzak, rzecznik prasowy Sztabu. – Podtrzymujemy że nie ma potwierdzenia informacji o zmniejszeniu ogólnej liczby żołnierzy amerykańskich stacjonujących w Polsce. Ewentualne kwestie dotyczące rotacji poszczególnych jednostek pozostają elementem bieżącego planowania operacyjnego prowadzonego przez stronę amerykańską.
Ponad 400 silników do serwisowania
Dlaczego powstaje w Dęblinie centrum serwisowania silników? Pod koniec roku w Wojsku Polskim będzie służyć 366 czołgów Abrams w różnych wersjach. Do tego wkrótce dojdą pojazdy specjalistyczne jak m.in. mosty, w sumie będzie to ponad 400 silników z rodziny AGT 1500. Ten sprzęt będzie serwisowany więc u nas.
Jeśli dodamy do tego pojazdy tego typu, które właśnie kupuje Rumunia czy też te, którymi dysponują wojska amerykańskie w Europie, to rynek na serwisowanie takiego sprzętu wydaje się spory. Wojskowe Zakłady Lotnicze nr 1 w Dęblinie to filia WZL w Łodzi, która będzie odpowiadać m.in. za serwisowanie śmigłowców AH-64 E Apache.