Za nami chrzest i wodowanie fregaty Wicher, o której w ostatnim czasie było bardzo głośno. Jednak ta jednostka ma wejść do służby dopiero za trzy lata. Co się będzie działo przez ten czas?
Z tego artykułu dowiesz się:
- W jakiej kondycji znajduje się polski przemysł stoczniowy i co jest powodem jego renesansu.
- Jak przebiega realizacja programu Miecznik i dlaczego budowa kolejnych fregat w serii przyspiesza.
- Jaki jest strategiczny plan PGZ Stoczni Wojennej na zapewnienie ciągłości pracy po 2031 roku.
- Które inwestycje są kluczowe, by stocznia mogła realizować przyszłe projekty, w tym program Orka.
Teraz w PGZ Stoczni Wojennej zaczniemy wyposażać okręt w systemy ogólnookrętowe. To nam zajmie około półtora roku. Trzeba będzie położyć kable, wszystkie instalacje rurociągów na paliwo, olej czy sprężone powietrze, te na wentylację czy klimatyzację, ale też systemy do napędów. Później się zabierzemy za systemy uzbrojeniowe, zaczniemy instalować system dowodzenia i kierowania walką, wszystkie efektory itd. Jeszcze później zacznie to być integrowane, czyli łączone w całe systemy i uruchamiane. To nastąpi za dwa lata. Kolejnym krokiem będą tzw. próby na uwięzi.
Czytaj więcej
W najbliższą środę odbędzie się chrzest fregaty ORP Wicher, a w czwartek jej wodowanie. To pierwszy z trzech takich okrętów, który do służby wejdzi...
Co to znaczy?
Jest specjalny harmonogram prób zatwierdzony przez zamawiającego, czyli Agencję Uzbrojenia i Marynarkę Wojenną, w którym jest dokładnie zapisane, co po kolei jest sprawdzane. Począwszy od agregatów, wszystkie systemy po kolei są testowane, tak żeby w maju 2029 r. wyjść w próby morskie i zacząć okręt testować już na wodzie pod względem ogólnookrętowym jako jednostkę pływającą. W ostatnim kroku także pod kątem uzbrojenia. Założenie jest takie, że pod koniec 2029 r. Wicher wejdzie do służby w Marynarce Wojennej.
To jest pierwsza z trzech takich jednostek w programie Miecznik. Na jakim etapie jest teraz budowa kolejnych dwóch: Burzy i Huragana?
Jeżeli chodzi o Burzę, do tej hali, w której składany był Wicher, właśnie wjechaliśmy z blokiem śródokręcia i tam zaczynamy składać kadłub. Burza jest już jednostką seryjną, a nie prototypową. Także wszystkie wyzwania projektowe, cała technologia budowy, która była przygotowana pod „jedynkę”, czyli pierwszy okręt, została na etapie budowy poprawiona, udoskonalona i „dwójka” już jest budowana jako druga w serii. Na nią mamy cztery miesiące krócej w hali, niż mieliśmy na „jedynkę”. W 17-18 miesięcy musimy przygotować okręt do wodowania, które jest planowane na przełomie 2027-28.
W listopadzie 2026 r. kładziemy stępkę Huragana i od tego momentu już zaczyna się prefabrykacja sekcji. Jak tylko Burza wypłynie z hali, to wtedy wchodzi tam Huragan, który musi być zwodowany już po kolejnych 15 miesiącach. „Trójka” w hali będzie więc o 3 miesiące krócej niż „dwójka”. Produkcja kolejnych okrętów w serii jest znacznie szybsza.
Kolejne inwestycje: rurownia i nabrzeże
Równocześnie budowany jest też okręt Ratownik. Na jakim etapie jesteście w tym projekcie?
Ratownik jest aktualnie składany. Na przełomie września i października przyszłego roku planowane jest wodowanie. Dwa lata zajmie wyposażanie i próby morskie, a na przełomie września i października 2029 r. planowane jest przekazanie okrętu Marynarce Wojennej. Ratownik wyprzedzi Wichra na ostatniej prostej, dlatego że na Wichrze będą dłuższe próby na morzu, tak żeby sprawdzić te wszystkie systemy bojowe.
By zrealizować te budowy PGZ Stocznia Wojenna poczyniła inwestycje liczone w setkach milionów złotych i zwiększyliście zatrudnienie ponad dwukrotnie – o ponad 500 osób.
No tak, mamy już w stoczni 1,2 tys. pracowników i być może dojdziemy nawet do 1,5 tys.
Przypomnę, że jeszcze w 2017 r., to był zakład sprzedawany przez syndyka. Jak ocenia pan dzisiejszą pozycję stoczni?
Dziś stocznia jest przygotowana infrastrukturalnie, by realizować duże projekty budowy okrętów. Jednak jeżeli rzeczywiście myślimy poważnie o utrzymywaniu później fregat w operacyjności, a także okrętów podwodnych z programu Orka, to musimy pewne rzeczy jeszcze udoskonalić. Dlatego już teraz będziemy szli w stronę przebudowy całego wydziału i hali do prefabrykacji rurociągów. Nie tylko okręt podwodny, ale też fregaty czy Ratownik rurami stoją. Tylko na Wichrze mamy do położenia ponad 100 km różnego rodzaju rur. Dlatego musimy zbudować rurownię z prawdziwego zdarzenia: zautomatyzowaną, gdzie wszystkie giętarki numeryczne i cyfrowe będą najwyższej klasy.
Czego jeszcze wam brakuje?
Musimy się zabrać za nabrzeża, które też już powoli remontujemy. Unowocześnienia będą też na pewno wymagały dźwigów.
Jaki będzie koszt tych inwestycji?
To na tym etapie ciężko oszacować. Może do programu Orka, czyli okrętów podwodnych, warto będzie też zbudować drugą halę, która zasłoni dok pływający, tak by remontów tych okrętów nie robić „pod chmurką”. Zobaczymy – ostateczna wartość będzie oczywiście zależeć od tego, co będzie obejmował plan.
Dwie nogi biznesu Stoczni Wojennej
Popatrzmy więc z trochę innej strony. Teraz w PGZ Stoczni Wojennej jest spiętrzenie zamówień, są fregaty, jest Ratownik, i macie pracę na najbliższe cztery, pięć lat. Ale jaki jest pomysł na zapewnienie tej pracy po 2031 r.?
Stocznia będzie stała na dwóch nogach. Jedna część zakładu będzie odpowiadać za utrzymanie okrętów już będących w służbie, a druga będzie odpowiedzialna za budowę. Co będziemy budować? Być może będzie to okręt Ratownik dla Szwedów, może okręt logistyczny dla naszych marynarzy, może czeka nas budowa korwet, okrętów transportowo-minowych, itd. Plan Modernizacji Technicznej Wojska Polskiego przewiduje jeszcze budowę co najmniej 10 różnych okrętów.
Myślę, że w przyszłości 40 proc. przychodów stoczni będzie z prac na okrętach już w służbie, a ok. 60 proc. z budowy nowych jednostek.
PGZ Stocznia Wojenna się rozwija, ale spójrzmy nieco szerzej. Jak ocenia pan kondycję całego polskiego przemysłu stoczniowego?
W takiej sytuacji jak dzisiaj, przemysł stoczniowy w Polsce nie był od co najmniej 30 lat. Mamy w Polsce pięć dużych stoczni czy grup stoczniowych: PGZ Stocznia Wojenna z Nautą, Stocznia Remontowa SA i Remontowa Shipbuilding, Crist, Wulkan w Szczecinie i Grupa Przemysłowa Baltic, która zmienia swoją nazwę na „Stocznia Gdańska”. Nie pamiętam czasu, by wszystkie te stocznie, tak jak teraz, były zawalone pod klucz robotą. Zawód stoczniowca znowu przeżywa renesans, a każda stocznia ma pracę na kilka lat.
Czytaj więcej
Strona szwedzka zobowiązała się do pozyskiwania sprzętu wojskowego u polskich podmiotów. Dojdzie też do transferu technologii dotyczącego zabezpiec...
Jest tak dobrze, że powstaną kolejne stocznie?
Nie widzę potrzeby budowania kolejnej stoczni, pewnie nie ma nawet dobrego miejsca, gdzie to zrobić. Jednak można się ewentualnie pokusić o rozbudowanie kompetencji w zachodniej Polsce w istniejących już zakładach.
Po upadku stoczni gdyńskiej, gdańskiej czy szczecińskiej w najgorszym momencie w naszym przemyśle stoczniowym pracowało ok. 10 tys. pracowników. Dzisiaj, po prawie 20 latach od tych upadłości, w całej branży w Polsce, licząc poddostawców, może pracować nawet 50 tys. ludzi. Oczywiście problemem są też dobrze wyszkoleni pracownicy – my z racji tego, że budujemy dla Marynarki Wojennej, zatrudniamy tylko ludzi z obywatelstwem polskim, ale wiadomo, że branża też korzysta mocno z cudzoziemców.
Przemysł stoczniowy w Polsce się więc rozwija. A jak to wygląda w Europie i na świecie?
Europa musiała się przestawić bardzo mocno na wysokiej jakości produkty high-tech. Produkcja statków mniej zaawansowanych technicznie, jak kontenerowce, masowce czy samochodowce bezpowrotnie została przeniesiona do Azji, głównie Chin, w mniejszym stopniu Korei Południowej czy Japonii. Europejczycy specjalizują się więc w wielkich wycieczkowcach, które przypominają pływające miasta i oczywiście okrętach wojskowych.
Chińczycy czy Japończycy próbowali się zmierzyć z tymi mega cruiserami, ale na razie daleko im do europejskiej skali i doświadczenia. To robi zaledwie kilka stoczni, ale wiele innych w Europie jest ich poddostawcami. Także zakłady w Polsce. Tym zajmuje się m.in. Crist i Grupa Przemysłowa Baltic.
Na koniec jeszcze chciałem podpytać o plany w Stanach Zjednoczonych, bo prezydent Donald Trump wielokrotnie zapowiadał odbudowę przemysłu stoczniowego. Na ile to jest realne?
Plan Amerykanów w tym obszarze zawsze należy mocno czytać w kontekście wyborczym. Stocznie amerykańskie – to kto co produkuje, jest dla mnie tak samo zagadkowe jak działania rosyjskie czy chińskie, ponieważ jest to nastawione w bardzo dużej mierze na zaspokajania potrzeb wojska, więc objęte tajemnicą. Oni dużo próbują, ale w ostatnich latach nie mieli wielu sukcesów, za to kasowali kolejne programy wojskowe jak np. Zumwalt. Na pewno tam się dużo dzieje, ale trudno wyrokować, w którą stronę to zmierza.