Pełnoskalowa wojna za naszą wschodnią granicą trwa już ponad cztery lata. W tym czasie zmieniła się taktyka oraz typ wykorzystywanej broni. Jak obecnie wygląda ratownictwo pola walki w Ukrainie?
Problem zabezpieczenia medycznego w Ukrainie jest o tyle złożony, że łańcuch ewakuacji jest organizowany w oparciu o sytuację na danym odcinku, możliwości jednostki oraz aktywność przeciwnika. Każda z brygad czy każdy z korpusów może mieć swój system, ze względu na dostosowanie rozwiązań pod aktualne potrzeby tej konkretnej jednostki. Są jednak punkty wspólne dla każdego z łańcuchów ewakuacji ze względu na powtarzalność wypadkowych na każdym odcinku.
Kpt rez. Damian Duda: Na Ukrainie 30 km od przeciwnika rozciąga się pas strefy śmierci
Jakie są punkty wspólne?
Strefa śmierci obecnie to pas 30 km od przeciwnika. Niezależnie od głębokości elementów infrastruktury, wszystko stara się chować pod ziemię. Już od 20 km od przeciwnika używa się pojazdów głównie opancerzonych z kratownicą, z systemami antydronowymi. Oczywiście, dotyczy to też pojazdów do transportu rannych (MEDEVAC). Od 10 km od przeciwnika nie używa się pojazdów poza buggy i quad w śladowych ilościach. Jest tak, ponieważ nasycenie dronowe jest zbyt duże. To ogranicza możliwości logistyki czy ewakuacji do pieszych patroli (najbardziej ryzykownych) po użycie robotów naziemnych (NRK).
Jak daleko od linii frontu znajdują się pierwsze punkty pomocy medycznej?
Podziemne punkty stabilizacji organizuje się między 10 a 15 km, mając świadomość, że im dalej taki punkt od linii, tym bardziej wzrasta śmiertelność rannych. Z wszystkich operacji wykonywanych w strefie śmierci to właśnie przemieszczanie się jest najbardziej ryzykowne, dlatego nie tylko medycy w takich punktach, ale i żołnierze na linii frontu przebywają od miesiąca do nawet pół roku. W ograniczonych możliwościach dostępu do żywności, higieny czy nawet światła słonecznego.
Czytaj więcej
Wojna XXI wieku to większy zasięg, prędkość, precyzja, a także większa siła rażenia środków walki. W takich warunkach organizacja zabezpieczenia me...
Współczesne pole walki jest bezlitosne w kwestii odporności fizycznej i psychicznej. Organizmy są wycieńczone, sam przez trzy tygodnie straciłem 8 kg. Po trzech miesiącach ludzie tracą przytomność ze zmęczenia, próbując przemieszczać się między pozycjami. Rannych do punktów stabilizacji ewakuuje się już praktycznie tylko robotami naziemnymi, które podejmują ryzyko transportu głównie przy nielotnej pogodzie.
Ranni muszą czekać na gorszą pogodę?
Chodzi o zminimalizowanie ryzyka straty robota i pacjenta, Rosjanie polują bowiem na szlakach komunikacji. To sprawia, że czas ewakuacji to od trzech dni do dwóch miesięcy. Wymaga to nie tylko umiejętności wykonywania wybranych czynności medycznych przez medyków bojowych poziomu TC3/CLS, ale też pogłębionej znajomości medycyny pola walki przez samych żołnierzy. Śmiertelność pacjentów czerwonych (z najwyższym priorytetem ratunkowym – red.) w takich warunkach to 90 proc.
Na samą ewakuację medyczną składa się wiele obszarów: wykrywanie i zwalczanie dronów w trakcie misji, dostosowanie środków ewakuacji do etapu i stopnia zagrożenia, ciągłej koordynacji szlaku ewakuacji, utrzymania logistyki i zabezpieczenia materiałowego przy dużej aktywności przeciwnika. To nie tylko plecaki medyczne, tu potrzeba łączności, generatorów, wody, internetu satelitarnego, systemów geoinformacji, detektorów dronów czy nawet strzelb.
Kpt rez. Damian Duda o realiach wojny na Ukrainie: Nie możemy mieć pewności niepowtarzalności takiego scenariusza
Pojawia się jednak pytanie – czy potencjalna wojna w Polsce mogłaby wyglądać tak samo? Czy jest sens przenosić ukraińskie doświadczenia w skali 1:1?
Jestem daleki od bezrefleksyjnego wdrażania doświadczeń ukraińskich czy całkowitego przekreślania dorobku medycyny czasu misji w Afganistanie, ale uważam, że wszystkiemu powinniśmy się przyjrzeć, by wdrażać czy odrzucać świadomie. Być może niektóre z tych rozwiązań trzeba zaimplementować tylko częściowo.
Niezależnie jednak od podejścia w kształtowaniu świadomości o przyszłej wojnie, ta obecna wygląda teraz tak, w okopach. Nie możemy ignorować rzeczywistości i mieć pewność niepowtarzalności scenariusza ukraińskiego na naszym terytorium. Cztery lata temu ktoś w Ukrainie postanowił zrzucać z dronów cywilnych granaty do okopu. Później nadeszła era dronów FPV. U nas Sztab Generalny Wojska Polskiego śmiał się z „dronów komunijnych”. Teraz to przede wszystkim te drony ranią i zabijają w tym konflikcie.
Czytaj więcej
Mamy środki, by się bronić, ale nie mamy jeszcze pełnych ram prawnych pozwalających właściwie stawiać czoła zagrożeniom dronowym – mówi „Rzeczpospo...
Jak wygląda szkolenie medyczne w Wojsku Polskim? Uważa pan, że nasi żołnierze szkolą się w dobry sposób?
Ile jednostek, tyle problemów. Warto spojrzeć jednak na sprawę od góry. Zacznijmy od tego, że nie wyprowadzamy naszych medyków, ale i żołnierzy ze strefy komfortu. Krótkoterminowe ćwiczenia z pełną logistyką i happy endem napisanym jeszcze przed ich rozpoczęciem nie budują zdolności, tylko utrwalają szkodliwe i przestarzałe wzorce. Chociaż w jednostkach jest wola aktualizacji wiedzy i zmiany procesu szkolenia, to blokadą są doktryny i często wyższe etapy dowodzenia.
Dwa lata temu jedna z instytucji szkoleniowych w ramach WOT prosiła mnie, bym publicznie odniósł się do zdarzeń masowych w wojsku, których dotyczyło takie ćwiczenie. Skrytykowało je dowództwo, według którego nie powinniśmy ćwiczyć w polskiej armii wariantu braku sił i środków, bo my zawsze siły i środki mieć będziemy. Pycha kroczy przed upadkiem.
Są jednak w Wojsku Polskim przykłady dywersyfikacji doktryn i inicjatyw szkoleniowych w oparciu o doświadczenia ukraińskie. Kilka takich scenariuszy zrealizowaliśmy w 1. Warszawskiej Brygadzie Pancernej, póki nasza współpraca z jednostką nie została zablokowana poprzez brak zgody na przejście z listu intencyjnego w porozumienie o współpracy.
Kpt rez. Damian Duda: Drony nie znikną ze współczesnego pola walki
Jakich zmian potrzebuje wojsko w szkoleniu medycznym?
Szkolenia TC3 poziomu ASM (All service member) dla każdego żołnierza to podstawa. Teraz w Ukrainie „złota godzina” to nie śmigłowiec do bazy, tylko autopomoc i pomoc koleżeńska. W USA każdy żołnierz ma kurs CLS (Combat Lifesaver), co u nas jest marzeniem. W polskiej armii żołnierz niebędący na etacie ratownika czy sanitariusza ma ogryzki szkolenia medycyny pola walki. To wszystko powinno odbywać się poza szklarniowymi warunkami i strefą komfortu, przy ciągłym oddziaływaniu dronów na scenariusze ćwiczenia i zakładane warianty.
Ze wszystkich operacji wykonywanych w strefie śmierci przemieszczanie się z rannym jest najbardziej ryzykowne
Czyli ćwiczenia powinny być dłuższe i bardziej realistyczne?
Jeśli nie posiedzisz miesiąc w okopie, nie będziesz wiedział, jak w sytuacji wojny totalnej zachowa się twoja głowa, ręce i sprzęt. Drony z współczesnego pola walki nie znikną, tak jak teraz nie zniknie broń palna, która w zamierzchłych czasach była nowinką. Różnica polega na tym, że ten rodzaj środków bojowych rozwija się z niesamowitą prędkością. Jak od tego zaczniemy, będzie można prostować inne kwestie. A jest ich mnóstwo – choćby sposoby ewakuacji czy zabezpieczenie materiałowe.
Jakie zmiany należałoby wprowadzić w Siłach Zbrojnych RP?
Przede wszystkim skończmy z placówkami medycznymi w namiotach w zakładanej strefie śmierci, wrażliwymi na ataki dronów kolumnami ewakuacji, pracą na otwartej przestrzeni oraz sanitarkami wielonoszowymi. Traktujmy szpitale polowe jak strukturę organizacyjną, nie jak placówkę przywiązaną do kontenerów na świeżym powietrzu.
Rozwijajmy kompetencje ratowników pola walki o umiejętność pracy z pacjentem podczas ewakuacji, kiedy nie będzie dostępu do personelu z wykształceniem medycznym. Pracujmy nad adaptacją terenu i infrastruktury przygodnej do organizacji łańcucha ewakuacji, z góry zakładając warianty awaryjne na wypadek zniszczenia etatowych sił i środków założonych teraz na czas wojny.
Poza Akademią Wojsk Lądowych nikt do tej pory nie przećwiczył pełnego procesu ewakuacji z strefy śmierci do placówek na głębokim zapleczu z uwzględnieniem zagrożenia dronowego. Możliwe, że takie rozwiązania ćwiczy się w ramach Wojskach Specjalnych, jakie starają się aktualizować też wiedzę z medycyny pola walki. Potrzebujemy takich ćwiczeń na szczeblu dywizji.
O rozmówcy
Damian Duda – kapitan rezerwy, wykładowca UMCS i założyciel fundacji medyków pola walki „W międzyczasie”. Od ponad dekady niesie pomoc medyczną w rejonach konfliktów zbrojnych, dawniej w Syrii i Iraku, a obecnie w Ukrainie. Doświadczenie frontowe wykorzystuje prowadząc wykłady oraz ćwiczenia dla żołnierzy Wojska Polskiego. Laureat państwowych odznaczeń Polski i Ukrainy