Francja i Niemcy porozumiały się co do kontroli nad produkującym czołgi koncernem zbrojeniowym KNDS. To koncern, który stoi za niemieckimi czołgami Leopard 2 i francuskimi Leclerc.

Koncern KNDS. Nie tylko „fabryka czołgów”

Koncern nie jest tylko „fabryką czołgów”, lecz ważnym integratorem ciężkiego uzbrojenia lądowego. Powstał w 2015 roku z połączenia Nexter i Krauss-Maffei Wegmann, a jego siedziba mieści się w Amsterdamie. Teraz Francja i Niemcy mają dzielić w nim udziały po równo. Każde z państw ma docelowo posiadać po 40 procent akcji. Dotychczas całe 50 procent po stronie niemieckiej należało do prywatnej rodziny Wegmann. To właśnie jej wyjście z akcjonariatu otworzyło drogę dla Berlina. Francja natomiast zredukuje swój pakiet z obecnych 50 do 40 procent. Pozostałe po takim podziel około 20 procent akcji trafi na wolny rynek w ramach planowanego IPO. Porozumienie w tej sprawie rządy obydwu krajów zawarły 22 czerwca, choć wciąż wymaga ono zatwierdzenia przez niemiecki parlamentarny komitet budżetowy.

Czytaj więcej

W Paryżu pokazano bezzałogowe czołgi. Polska PGZ też miała czym się pochwalić

W praktyce taki układ może ułatwić finansowanie, planowanie produkcji i eksport, ale też zwiększa znaczenie decyzji politycznych w zarządzaniu koncernem. Koncernem, który chciałby trafić na giełdę. Planowany jest przy tym podwójny debiut na giełdach w Paryżu i Frankfurcie, który może wycenić spółkę na 15–20 miliardów euro.

To informacja o tyle ciekawa, że raptem kilka tygodni temu dowiedzieliśmy się o fiasku francusko-niemieckiego programu stworzenia wspólnego samolotu szóstej generacji, czyli myśliwca FCAS. Za tamten projekt odpowiadały koncerny Dassault (Francja) i Airbus (Niemcy). W tym przypadku wszystko miało rozbić się o spór wokół kontroli nad programem i podziałem korzyści przemysłowych między koncernami.

Niemcy i Francja chcą stworzyć czołg przyszłości

Od lat w miejscu drepcze też projekt francusko-niemieckiego nowego czołgu podstawowego (choć to pewne uproszczenie) MGCS, który w przyszłości, czyli około roku 2040, miałby zastąpić zarówno czołgi Leopard, jak i Leclerc. Osiem pierwszych lat zajęło partnerom ustalenie samej podstawowej architektury współpracy.

MGCS (Main Ground Combat System, pol. „podstawowy lądowy system bojowy”) to francusko-niemiecki program budowy przyszłego systemu bojowego wojsk lądowych. Nie chodzi wyłącznie o nowy czołg, ale o całą rodzinę platform, w której główny wóz ma działać razem z pojazdami wsparcia i systemami bezzałogowymi. Według dostępnych opisów MGCS ma być platformą modułową, z załogą umieszczoną w kadłubie, bezzałogową wieżą i hybrydowym napędem diesel-elektrycznym. W grę wchodzą różne koncepcje uzbrojenia głównego, najczęściej wskazywane są armaty 130 mm Rheinmetall Rh130/L52 albo 140 mm ASCALON. Dziś to najbardziej ambitny europejski projekt czołgu przyszłości. I przedmiot nieustających sporów między Francuzami i Niemcami.

Porozumienie w sprawie KNDS porządkuje własność i kontrolę nad jednym z kluczowych wykonawców MGCS, a więc nad firmą, która ma dostarczać istotną część know-how, integracji i potencjału produkcyjnego programu. W praktyce wzmacnia to szansę, że MGCS przestanie być przedmiotem ciągłych sporów, a sam projekt stanie się bardziej sterowalnym przedsięwzięciem. Przy równych udziałach obydwu stronom łatwiej będzie bowiem uzgadniać decyzje o „sprawiedliwym” podziale pracy, lokalizacji kompetencji i kierunkach rozwoju technologii.

Ryzyko sporu nadal jednak istnieje. Reuters zwrócił uwagę, że równy układ głosów między Francją i Niemcami może prowadzić do „zarządczego paraliżu”, czyli blokowania decyzji strategicznych, zwłaszcza jeśli oba państwa zaczną różnić się w sprawach lokalizacji produkcji albo innych priorytetach przemysłowych. A to w projektach francusko-niemieckich jest dziś wręcz standardem.