Kraje NATO powoli przekonują się do bezzałogowców lądowych. Panuje przekonanie, że Rosja, jeśli zaatakuje, to dopiero za jakiś czas. Stąd też przemysł dostał możliwość spokojnego rozwijania pojazdów bezzałogowych. Oczekiwania są znacznie wyższe, niż w przypadku masowo dostarczanych maszyn ukraińskich czy rosyjskich, a decydenci deklarują, że potrzebują często pojazdów przypominających raczej czołgi aniżeli małe i zwinne platformy bezzałogowe.
Na paryskiej wystawie Eurosatory dało się łatwo wyczuć rosnące zapotrzebowanie na duże i ciężkie platformy bezzałogowe, choć nadal daleko im do prawdziwych „narzędzi wojny” i wciąż wymagają dopracowania.
Czytaj więcej
Ukraina robi wszystko, by odciąć rosyjskie siły na okupowanym półwyspie od zaopatrzenia. Wygląda to na przemyślaną operację, która może być punktem...
Bezzałogowe czołgi zaprezentowane na wystawie w Paryżu
Listę takich pojazdów otwiera REFUBOT, opracowany przez firmę S2M Equipment, KNDS France i OBSAM. Jest to w istocie dawny czołg podstawowy AMX-30B, tyle że pozbawiony wieży czołgowej (zastąpiono ją lekką wieżą bezzałogową ARX-25) oraz załogi. Twórcy koncepcji doszli do wniosku, że skoro w magazynach francuskiej armii zalegają jeszcze stare czołgi, które są w obecnej formie raczej nieprzydatne, to może warto je dostosować do nowej roli. Wóz otrzymał pakiet autonomizujący KNDS TOXO i wieżę z 25 mm armatą oraz karabinem maszynowym 7,62 mm (można ją zastąpić cięższą konstrukcją, np. T40 z Jaguara). Ma to być stosunkowo tani sposób na uzyskanie wartościowego lecz niedrogiego pojazdu, o mobilności czołgu i odporności znacznie wyższej niż większość współczesnych pojazdów bezzałogowych.
Na zdjęciu fińsko-niemiecka propozycja antydronowego bezzałogowego pojazdu opancerzonego na bazie transportera TRACKX.
Również dość duży pojazd gąsienicowy, choć tym razem zupełnie nowy, zaprezentowały wspólnie Patria i RENK. Pierwsza z firm dostarczyła platformę gąsienicową TRACKX, stosunkowo prosty, lecz bardzo interesujący gąsienicowy transporter opancerzony, druga zaś automatyczną skrzynię biegów HSWL 076 i układ autonomizacji. Pojazd pozbawiono oczywiście miejsc dla załogi, aby obniżyć jego masę wycięto przedział transportowy. Pojazd może działać samodzielnie lub jako wsparcie innych wozów. Jako uzbrojenie zaproponowano wieloprowadnicową wyrzutnię pocisków Arnold Defence, połączoną ze zdalnie sterowanym stanowiskiem strzeleckim i radarem Kongsberga – umożliwia to efektywne zwalczanie dronów. Wieżę tego typu można zastąpić inną bądź w ogóle innym systemem zadaniowym.
CL2X to już rasowy „robot bojowy”. Także on otrzymał wieżę do obrony przeciwlotniczej i antydronowej, choć może zwalczać i inne cele.
Z kolei włoskie Iveco Defence Vehicles przywiozło do Paryża pojazd CL2X. Ma to być „bezzałogowy skrzydłowy”, np. dla załóg włoskich czołgów NMBT. Tu nie ma kompromisów: ma to być zaawansowana platforma z rozbudowanym wyposażeniem elektronicznym, które ma zapewnić przede wszystkim wysoką skuteczność, a nie tylko być możliwie tania. Platforma jest dość duża, ma 6 metrów długości, 2,5 metra szerokości, a samo podwozie ma 1,8 metra wysokości. Napęd hybrydowy ma moc aż do 500 kW, co przy dopuszczalnej masie całkowitej 16 ton wystarczy aż nadto. W prezentowanej konfiguracji był to pojazd przeciwlotniczy, mający chronić resztę sił przed dronami za pomocą 30 mm armaty.
PGZ zaprezentowała w Paryżu system minowania Baobab
Estońska firma Milrem Robotics z kolei pokazała Havoca, duży pojazd 8x8. Havoc ma 6,8 m długości, 2,8 m szerokości i 2,7 m wysokości (w wersji wozu wsparcia ogniowego). Masa pojazdu wynosi ok. 15 t, przy czym ładowność sięgać ma 5 t. Napęd hybrydowy zapewnia mobilność na poziomie kołowych transporterów opancerzonych. Także on otrzymał wieżę przeciwlotniczą z 30 mm armatą, pociskami kierowanymi i systemem WRE.
Havoc 8x8 to propozycja niewielkiej, lecz prężnie rozwijającej się firmy Milrem Robotics, wywodzącej się z Estonii.
Z kolei Polska Grupa Zbrojeniowa zaprezentowała system minowania narzutowego Baobab na podwoziu kołowego pojazdu bezzałogowego PIAP HUNTeR. To nieco lżejsza (3,5 t) platforma, bardziej zbliżona do tych znanych z ukraińskiego frontu. Prezentowano ją już wielokrotnie, jest stale rozwijana dzięki wymianie doświadczeń z polskimi Wojskami Lądowymi. Tym razem wystąpiła jako element wyposażenia saperów, zapewniając zdolność do zdalnego i bezpiecznego dla operatora stawiania zapór z min przeciwpancernych.