W 32. Bazie Lotnictwa Taktycznego w Łasku wylądowały w końcu pierwsze trzy myśliwce piątej generacji. Maszyny przyleciały z bazy Ebbing w Arkansas. Po drodze międzylądowały na Azorach. W polskiej przestrzeni powietrznej przechwyciła je para „polskich Jastrzębi”, czyli samolotów F-16. F-35 przyleciały 22 maja, ale oficjalna ceremonia powitania odbędzie się dopiero 12 czerwca. Wcześniejszy przylot ma pozwolić na inspekcje i uniknąć ryzyka, że któryś z samolotów nie doleci na czas.
Komu udało się obejrzeć Husarze z bliska, ten zauważył jeden ważny szczegół. Brak biało-czerwonych barw.
F-35 z oznaczeniami w odcieniach szarości również w Siłach Powietrznych USA
Samoloty F-35 z oznaczeniami w innych barwach niż odcienie szarości zobaczyć jest bardzo trudno. Takie szare znaki mają maszyny amerykańskie, włoskie, izraelskie. Spośród państw, które zamówiły F-35, kolorowe oznaczenia zachowała jedynie Dania. Na duńskich F-35 z dystansu widać czerwoną flagę Dannebrog na stateczniku i czerwono-jasnoszary roundel po bokach kadłuba. To efekt świadomej decyzji dowództwa Królewskich Sił Powietrznych Danii. Lockheed Martin opracował, na życzenie Kopenhagi, specjalny barwnik czerwieni kompatybilny z powłoką samolotu, choć i tak czerwień jest stonowana, a biel została zastąpiona jasną szarością.
Co do zasady wszystkie F-35 schodzą jednak z linii produkcyjnej w szarych barwach, a Lockheed Martin nie pozwala ich przemalowywać. F-35 to maszyny o obniżonej wykrywalności, co oznacza, że trudniej je wykryć radarom i systemom podczerwieni, które naprowadzają rakiety przeciwlotnicze.
Czytaj więcej
W Łasku w piątek wylądowały trzy z 32 samolotów F-35, które zamówiła Polska. Dostawy zakończą się w 2030 r. To duże wzmocnienie naszych zdolności,...
Obniżona wykrywalność to zasługa nie tylko kształtu maszyny. Decydują też materiały, z których myśliwiec jest wykonany. Skład powłoki malarskiej to pilnie strzeżona tajemnica. Istotna jest też jej grubość. Producent nie godzi się łatwo na odstępstwa. Oznaczenia państwowe nie mogą mieć innych barw niż odcienie szarości. W przeciwnym razie Lockheed Martin nie gwarantuje właściwych charakterystyk stealth. Aby zatem zapewnić sobie cechy „niewidzialności", trzeba pogodzić się z brakiem koloru w oznaczeniach narodowych. Polska też się na to zdecydowała. Trzeba było jednak dostosować do tego prawo.
Szare oznaczenia F-35 trzeba było prawnie zalegalizować
W Polsce o szachownicach low visibility (najpierw na F-16) mówiono co najmniej od 2016 roku. Bywało, że malowano je na pojedynczych maszynach albo na wizualizacjach. Kłopot polegał na tym, że takie oznaczenia były w Polsce „nielegalne”. W takiej wersji nie były to bowiem oficjalne znaki przynależności państwowej.
F-35 Lightning II
Według ustawy o znakach Sił Zbrojnych RP takim znakiem była tylko biało-czerwona szachownica lotnicza w barwach RP, podzielona na cztery równe pola ze skrajami o naprzemiennych barwach. Stosunek szerokości skraju do długości krawędzi pola wynosi 1:5.
Zmianę przepisów rząd przygotował w 2024 roku. Projekt nowelizacji trafił do Sejmu między Bożym Narodzeniem a sylwestrem. Ustawę uchwalono, a w marcu 2025 roku prezydent ją podpisał. Przy okazji nowelizacja przywróciła historyczny proporzec Marynarki Wojennej, ustanowiony dekretem prezydenta Ignacego Mościckiego z 1937 roku.
Biało-czerwona szachownica. Dziedzictwo jednego pilota
Polska biało-czerwona szachownica lotnicza ma swoje początki w pewnym zbiegu okoliczności. 15 listopada 1918 roku do Warszawy przyleciał z meldunkiem z oblężonego Lwowa pilot Stefan Stanisław Stec. Polska zaledwie kilka dni wcześniej odzyskała niepodległość. O Lwów toczyły się wówczas ciężkie walki z Ukraińcami.
Na swoim samolocie Stec używał osobistego znaku, jakim była biało-czerwona szachownica bez obwódki. Znak spodobał się dowódcy lotnictwa ppłk. Hipolitowi Łossowskiemu. Uznał, że nadaje się na oznaczenie państwowe. I tak 1 grudnia 1918 roku szachownica stała się oficjalnym znakiem polskiego lotnictwa wojskowego. Wcześniej w polskich siłach powietrznych funkcjonowały trzy różne oznaczenia. Znak warszawski, lwowski i krakowski. Szachownica Steca je ujednoliciła.
Sam pomysłodawca zginął 11 maja 1921 roku w katastrofie lotniczej na warszawskim Mokotowie. Miał 32 lata. Znak przetrwał. W 1921 roku doszły obwódki. W 1993 roku zmieniono kolejność pól, co w praktyce oznaczało obrót szachownicy o 90 stopni. Teraz, ponad sto lat po debiucie, znak Steca dostaje wariant niskiej widzialności (low visibility).
Szaro-szara szachownica weszła do polskiego prawa, ale biało-czerwona z niego nie zniknęła. Oba znaki są obecnie równoprawne. MON zastrzegł przy tym, że szara szachownica będzie używana tylko na F-35. Pozostałe maszyny zachowają szachownice z barwami narodowymi. Takie barwne narodowe oznaczenia można dziś dostrzec na nowych polskich śmigłowcach AW-101 i AW-149.
Sprawa wzbudziła emocje. Heraldycy zauważyli, że w wersji low visibility szachownica będzie prawidłowo widoczna tylko na połowie samolotu. Krytycy zarzucali rządowi, że ten głos zignorował. Już w kwietniu 2024 roku, sama informacja o rezygnacji z biało-czerwonych barw odbiła się szerokim echem. Dla wielu komentatorów było to zaskoczenie.
Czytaj więcej
Choć może wydawać się to nieprawdopodobne, za pomysłem biało-czerwonej szachownicy lotniczej stoi jeden człowiek: pilot austro-węgierskich i polski...
Jak F-35 zmierzały do Polski
Umowę na dostawę 32 samolotów F-35 w ramach programu „Harpia” podpisano 31 stycznia 2020 roku w 41. Bazie Lotnictwa Szkolnego w Dęblinie. Z polskiej strony złożył pod nią podpis ówczesny minister obrony narodowej Mariusz Błaszczak. W uroczystości wzięli udział prezydent Andrzej Duda, premier Mateusz Morawiecki i ówczesna ambasador USA w Polsce Georgette Mosbacher. Był to czas pierwszej prezydentury Donalda Trumpa.
MON zastrzegł, że szara szachownica będzie używana tylko na F-35
Zgodę na zakup w procedurze FMS (Foreign Military Sales) Polska dostała we wrześniu 2019 roku. Kontrakt opiewał ostatecznie na 4,6 mld dolarów (w 2020 roku było to około 17,8 mld zł). Cena objęła nie tylko 32 maszyny, w pakiecie były symulatory misji, logistyka i szkolenie pilotów. Jeden samolot wyceniono na około 87 mln dolarów. Pierwotna wycena administracji amerykańskiej była wyższa i wynosiła 6,5 mld dolarów. To zresztą norma, wyceny ze strony USA dotyczą maksymalnego pakietu, który w trakcie negocjacji zwykle się kurczy.
Czytaj więcej
W połowie roku do Łasku powinny przylecieć pierwsze z 32 zamówionych jeszcze w 2020 r. samolotów F-35A. W tym roku do Polski trafi 13 takich statkó...
Na zamówione w 2020 roku samoloty czekaliśmy sześć lat. Pierwszy egzemplarz o numerze fabrycznym AZ-01 (taktyczny 3501) pokazano w sierpniu 2024 roku w zakładach Lockheed Martin w Fort Worth. Formalne przekazanie pierwszej maszyny stronie polskiej nastąpiło 28 sierpnia 2024 roku. Pierwsze loty testowe odbyły się w grudniu 2024 roku.
Same maszyny trafiały początkowo nie do Polski, lecz do bazy Gwardii Narodowej Ebbing w Fort Smith. W tej bazie w stanie Arkansas ulokowano centrum szkoleniowe dla zagranicznych użytkowników F-35. Tam od 31 stycznia 2025 roku trwa szkolenie polskich pilotów i personelu naziemnego. Kontrakt zakłada przygotowanie 24 pilotów i 92 techników. Do maja 2026 roku Amerykanie formalnie przekazali Polsce 11 maszyn. Po przylocie pierwszej trójki do Polski w Ebbing zostało ich osiem.
Według harmonogramu, który niedawno podał Dowódca Generalny Rodzajów Sił Zbrojnych gen. broni Marek Sokołowski, do końca 2026 roku w Polsce ma być 14 maszyn F-35. Kolejnych 12 przyleci w 2027 roku. W tej liczbie znajdzie się osiem maszyn dziś używanych do szkolenia w Ebbing. Pozostałe dostawy rozłożono na lata 2028 do 2030.
32. Baza w Łasku osiągnie wstępną gotowość operacyjną w 2027 roku, a pełną w 2030. W tym samym, 2030 roku, wstępną gotowość uzyska 21. Baza w Świdwinie. Pełną osiągnie w 2032 roku.
Od podpisania umowy do odebrania ostatniej maszyny minie dziesięć lat. Po F-35 stoi bowiem długa kolejka chętnych. A produkcja nowoczesnego sprzętu, nie tylko samolotów, jest czasochłonna. Warto pamiętać o tym przy ogłaszaniu kolejnych planów zakupowych polskiej armii. Podpisanie kontraktu nie oznacza natychmiastowego wzmocnienia zdolności obronnych. Na to trzeba zawsze zaczekać, czasem długo. Dlatego planujmy z wyprzedzeniem.