Jak pan skomentuje nową amerykańską strategię bezpieczeństwa narodowego z perspektywy Europy i relacji transatlantyckich?
Stało się źle, ponieważ ona kodyfikuje oficjalnie coś, czego nie byliśmy do końca pewni i nie było wiadomo, jak długo to potrwa. Ona zbiera w całość różne rzeczy, które już słyszeliśmy m.in. od wiceprezydenta Vance’a w Monachium.
Czytaj więcej
Nowa amerykańska strategia bezpieczeństwa nie jest zaskoczeniem dla większości polskich polityków...
Jednak w tym dokumencie jest bardzo mało nowego. Są trzy główne elementy. Pierwszym jest rywalizacja z Chinami. To Europie specjalnie nie przeszkadza, ponieważ sami też mamy problemy i różnice interesów z Pekinem. Drugim jest polityka handlowa i to, że USA traktują deficyt handlowy jako niesprawiedliwy, co jest zupełnym nonsensem. Trzecim i najbardziej szkodliwym jest założenie, że otwarte demokracje, korzystające w pewnym stopniu z imigracji, są zagrożeniem dla bezpieczeństwa Stanów Zjednoczonych. To absurd. Ta strategia implikuje też sojusz z radykalnie prawicowymi partiami w Europie, co może destabilizować nasze kraje i jest wbrew naszym interesom.
Ten dokument potwierdza to, co już wiedzieliśmy: potrzebujemy więcej autonomii od USA w obszarze obronności. I co ciekawe, ta strategia także o tym mówi: Stany popychają nas do tego, byśmy sami dla siebie więcej robili.