Reklama

Szef think tanku Bruegel: SAFE to instrument mało istotny

Czy SAFE zwiększy wydatki zbrojeniowe w Europie? Zdecydowanie nie. Te pożyczki pomagają sfinansować zakupy, które i tak by się wydarzyły - stwierdza Jeromin Zettelmeyer, dyrektor brukselskiego think tanku Bruegel.

Publikacja: 15.01.2026 04:31

Jeromin Zettelmeyer, dyrektor brukselskiego think tanku Bruegel

Jeromin Zettelmeyer, dyrektor brukselskiego think tanku Bruegel

Foto: materiały prasowe

Jak pan skomentuje nową amerykańską strategię bezpieczeństwa narodowego z perspektywy Europy i relacji transatlantyckich?

Stało się źle, ponieważ ona kodyfikuje oficjalnie coś, czego nie byliśmy do końca pewni i nie było wiadomo, jak długo to potrwa. Ona zbiera w całość różne rzeczy, które już słyszeliśmy m.in. od wiceprezydenta Vance’a w Monachium.

Czytaj więcej

Nowa strategia Stanów Zjednoczonych to wyzwanie dla Polski

Jednak w tym dokumencie jest bardzo mało nowego. Są trzy główne elementy. Pierwszym jest rywalizacja z Chinami. To Europie specjalnie nie przeszkadza, ponieważ sami też mamy problemy i różnice interesów z Pekinem. Drugim jest polityka handlowa i to, że USA traktują deficyt handlowy jako niesprawiedliwy, co jest zupełnym nonsensem. Trzecim i najbardziej szkodliwym jest założenie, że otwarte demokracje, korzystające w pewnym stopniu z imigracji, są zagrożeniem dla bezpieczeństwa Stanów Zjednoczonych. To absurd. Ta strategia implikuje też sojusz z radykalnie prawicowymi partiami w Europie, co może destabilizować nasze kraje i jest wbrew naszym interesom.

Ten dokument potwierdza to, co już wiedzieliśmy: potrzebujemy więcej autonomii od USA w obszarze obronności. I co ciekawe, ta strategia także o tym mówi: Stany popychają nas do tego, byśmy sami dla siebie więcej robili.

Reklama
Reklama

Byśmy dorośli…

Tak, byśmy dorośli. I my się zgadzamy z tym, że musimy dorosnąć. Tak więc nawet jeśli radykalnie prawicowe założenia tego dokumentu są głęboko niepokojące, to już jego praktyczne konsekwencje  nie. W sumie dobrze jest zobaczyć zgodę USA i Europy dotyczącą tego, że potrzebujemy więcej strategicznej niezależności od Waszyngtonu. Teraz już „tylko” trzeba do tego doprowadzić.

Jednym z narzędzi prowadzących w tym kierunku jest unijny instrument pożyczkowy SAFE, z którego kraje członkowskie będą mogły pożyczyć 150 mld euro na zakupy związane z obronnością. Jak pan go ocenia?

To bardzo małe narzędzie na wielkie wyzwanie. Z perspektywy całej Unii ono nie będzie miało wielkiego wpływu na rzeczywistość. Po części wynika to ze stosunkowo niewielkiej kwoty – państwa członkowskie UE wydają wielokrotnie więcej na obronność samodzielnie. Po części z faktu, że są to pożyczki, a nie bezzwrotne dotacje, a np. wymóg wspólnych zakupów jest „miękki”, ponieważ Polska przeforsowała roczną derogację od tego warunku.

Czytaj więcej

Magdalena Sobkowiak-Czarnecka: Musimy stać się liderem przemysłu obronnego

I zamierzamy zdecydowaną większość tych pożyczek wydać na zakupy samodzielne.

Pewnie powinniście tak zrobić, ponieważ potrzebujecie szybko dostaw sprzętu, a to pozwoli zaoszczędzić na kosztach obsługi długu.

Nie mówię, że Instrument SAFE jest zły. Mówię tylko, że on jest stosunkowo mało istotny. 

Czy SAFE zwiększy wydatki zbrojeniowe w Europie, czy one byłyby mniejsze bez tego Instrumentu? Zdecydowanie nie. Te pożyczki pomagają sfinansować zakupy, które i tak by się wydarzyły. Korzystają z niego kraje, które muszą kupować, bo są bliżej zagrożenia, a SAFE i tak finansuje tylko niewielką część ich planowych zakupów.

Reklama
Reklama

To, w czym SAFE jest korzystny, to nagradzanie krajów, które mają większe koszty zaciągania kredytów. Główną korzyścią SAFE jest różnica między kosztem pożyczek, które kraje członkowskie muszą zapłacić na rynku, a tym, jak oprocentowane są kredyty właśnie z tego źródła. Np. dla Polski ta różnica to pewnie ok. jeden punkt procentowy. Polska będzie więc oszczędzać ok. 400 mln euro rocznie, co jest całkiem pokaźną kwotą.

Czyli po co jest SAFE?

Potencjalnym efektem Instrumentu SAFE nie jest zwiększenie wydatków na zakupy uzbrojenia, lecz zmiana sposobu wydawania. By wzmocnić europejski przemysł zbrojeniowy ma być bardziej europejsko i te zakupy mają być wspólne, czyli prowadzone przez więcej niż jeden kraj. Ale jeśli chodzi o wspólne zakupy, to myślę, że nie będzie to miało większego znaczenia, ponieważ jeśli kraje członkowskie chcą coś kupić u producentów spoza Europy, to po prostu będą to robić z własnych budżetów, a nie z unijnych pożyczek. Tym można żonglować, tak, by de facto niewiele się zmieniło. Dla większości krajów pożyczki z Instrumentu SAFE to tylko niewielki dodatek do krajowych budżetów obronnych.

A wspólne zakupy?

To też można ominąć. Do jednego zakupu potrzebne są minimalnie dwa kraje. Spodziewam się więc, że wspólne zakupy będą w oczywistych, zestandaryzowanych obszarach, jak np. amunicja, albo że będą to głównie zakupy dwóch krajów, gdzie jeden będzie kupował we własnym przemyśle większość zamówienia, a drugi, który akurat sam takiego asortymentu nie produkuje, będzie na „doczepkę”.

Taki mechanizm już widzieliśmy w prekursorze Instrumentu SAFE, czyli w unijnym programie EDIRPA, gdzie dużo wydano właśnie na amunicję, a projekty były prowadzone głównie przez przemysł francuski i niemiecki. Dlatego nie sądzę, by SAFE wiele zmienił we wspólnych zakupach.

Czytaj więcej

Już nie tylko USA. Siedmiu gigantów europejskiej zbrojeniówki

Broniąc UE można dodać, że ten mechanizm wprowadzono szybko i ma on dać cokolwiek, zanim rozpocznie się kolejna perspektywa budżetowa w 2028 r. Jakich unijnych mechanizmów finansowych wspierających obronność spodziewa się pan w przyszłości?

W nowej perspektywie finansowej na projekty związane z obronnością przeznaczono ponad 130 mld euro. Dla porównania: koszt fiskalny Instrumentu SAFE dla UE to 1 mld euro. Oceniam więc wysoko, że Komisja zwiększa swoje zaangażowanie w obronność i zakładam, że coś uda im się osiągnąć. Choć te 130 mld euro to nie jest kolosalna kwota, coś, co pozwala rozwijać gigantyczne projekty. Warto też podkreślić, że rozdając te pieniądze, UE będzie stawiać jakieś warunki i w ten sposób będzie w pewnym stopniu kształtować polityki krajowe. Tak więc po 2028 r. będzie lepiej, ale to wciąż mało.

Reklama
Reklama

Przygotowaliśmy w Instytucie Breugla propozycję, że powinno się utworzyć wspólny rynek dla uzbrojenia i zdefiniować rzeczy, które kupujemy wspólnie, i że tych rzeczy nie można by kupować oddzielnie. Nazywamy to Europejskim Mechanizmem Obronnym (EDM): instytucją podobną do Europejskiego Mechanizmu Stabilności, opartą na traktacie międzyrządowym. EDM zajmowałby się wspólnymi zamówieniami i planował dostarczanie strategicznych środków wspomagających w określonych obszarach, dysponując zdolnością do finansowania tych zadań. Mógłby posiadać strategiczne środki wspomagające i pobierać opłaty za ich użytkowanie od członków EDM, zmniejszając tym samym wpływ zbrojeń na budżet. Członkostwo w EDM wiązałoby się z zakazem zarówno pomocy państwa, jak i preferencji w zakresie zamówień, które przynoszą korzyści krajowym wykonawcom w dziedzinie obronności kosztem wykonawców z innych państw członkowskich EDM.

Oczywiście, kraje musiałyby to najpierw wynegocjować i zaakceptować. To mogłyby być zdolności strategiczne, np. satelity. Wiele krajów przyjęło naszą propozycję ciepło, ale opór dało się odczuć m.in. we Francji i w Niemczech.

Czyli to się nie wydarzy.

Jeszcze nie straciłem nadziei, Niemcy są bardziej otwarte niż Francja na zakupy w innych przemysłach. Francja ma tendencje do samodzielnego działania w obronności. Z kolei Niemcy wolą samodzielnie, a nie wspólnie, pożyczać. A wspólne pożyczanie, które by zostało przeznaczone na wspólne zdolności strategiczne, jak satelity czy obrona powietrzna, ma w moim przekonaniu głęboki sens. To by oznaczało duże oszczędności.

Czytaj więcej

Szczyt w Hadze. Jest decyzja ws. zwiększenia wydatków państw NATO na obronność

Zostawmy UE, spójrzmy na NATO. W czerwcu w Hadze przyjęto deklarację dotyczącą wydawania 3,5 proc. na obronność i dodatkowo 1,5 proc. na inwestycje z nią związane. Kraje Sojuszu powinny zwiększyć te wydatki do 2035 r. Myśli pan, że to faktycznie się wydarzy?

Myślę, że to się zdarzy w co najmniej połowie krajów UE. Na pewno w Niemczech, a np. w Polsce już prawie jesteście na tym poziomie. To się nie zdarzy w krajach, które mają problemy fiskalne i są daleko od zagrożenia. Jednak tę deklarację traktuję jako znaczącą zmianę kierunku polityki obronnej.

Reklama
Reklama
O rozmówcy

Jeromin Zettelmeyer

Dyrektor Instytutu Breugla, wcześniej związany m.in. z Międzynarodowym Funduszem Walutowym i Europejskim Bankiem Odbudowy i Rozwoju.

Modernizacja Sił Zbrojnych
Borsuk zatwierdzony. MON podpisał umowę na nowe bwp dla wojska
Modernizacja Sił Zbrojnych
Jednak nie koreański? Ciężkiego bwp zbudujemy sami
Biznes
Pancerny drapieżnik z epoki cyfrowej. Borsuki dokonają rewolucji w polskiej armii
Przemysł Obronny
Miliardy dla polskiej zbrojeniówki. Huta Stalowa Wola zwiększa moce produkcyjne
Modernizacja Sił Zbrojnych
Nowe Groty i karabiny wyborowe dla Wojska Polskiego
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama