Minister obrony Niemiec Boris Pistorius i dowódca wojsk lądowych gen. broni Christian Freuding ogłosili 1 października na poligonie Bergen w Dolnej Saksonii utworzenie pierwszego w historii Bundeswehry pułku systemów bezzałogowych. Ogłoszenie zbiegło się z „serią eksperymentów wojsk lądowych”, w trakcie których żołnierze testowali w warunkach zbliżonych do bojowych drony latające i bezzałogowe pojazdy lądowe. Scenariusze tych eksperymentów powstały z wykorzystaniem doświadczeń wymienianych z ukraińskimi specjalistami od dronów. Dla państwa, które przez lata spierało się o sens uzbrajania bezzałogowców, to wyraźny zwrot.
Niemiecki pułk dronów w razie wojny z Rosją znajdzie się w pobliżu przesmyku suwalskiego
Według Bundeswehry pułk wejdzie w skład 10. Dywizji Pancernej, aby jej dowódca mógł skupiać drony tam, gdzie akurat ich potrzebuje. Berlin zadeklarował tę dywizję na potrzeby NATO jako związek taktyczny wysokiej gotowości. Dywizji podlega m.in. 45. Brygada Pancerna, pierwsza w historii Bundeswehry brygada rozmieszczona na stałe za granicą, w bazie na Litwie. Nowy pułk ma więc wspierać przede wszystkim wojska, które w razie konfliktu z Rosją znajdą się w sąsiedztwie przesmyku suwalskiego. Miejsca stacjonowania nowej jednostki jeszcze jednak nie wybrano.
Czytaj więcej
Ukraińska armia zaatakowała centrum chronienia danych największego rosyjskiego banku. Uderzenie nie przyniosło jednak oczekiwanych rezultatów, w Ro...
W 2027 r. jednostka ma liczyć ok. 350 żołnierzy, a pełną gotowość operacyjną osiągnąć w 2029 r., ze stanem liczącym około 600 żołnierzy. Bundeswehra planuje pięć lub sześć kompanii: do walki na bliskim dystansie, do uderzeń dalekiego zasięgu, do zwalczania dronów, walki elektronicznej oraz kompanię doświadczalną, która ma testować nowy sprzęt i przyspieszać jego wprowadzanie do służby.
Zasięg uderzeń pułku dronów ma, według Freudinga, przekraczać 500 km, ale w praktyce będzie zależał od tego, co dostarczy przemysł. Niemcy nazywają formację pułkiem UxS, gdzie „x” oznacza powietrze, ląd lub wodę.
Przesmyk suwalski
Freuding opisuje nową niemiecką strategię jako dwutorową. Obok wyspecjalizowanego pułku drony mają trafić do całej armii, a jeszcze w tym roku do jednostek piechoty, rozpoznania i wojsk pancernych. Generał uważa, że obie drogi mogą przynieść sukces.
Polska testuje kompanie dronowe w batalionach
Polska wyciąga wnioski z tej samej wojny, ale rozkłada akcenty inaczej. Wojska dronowe działają u nas formalnie od 1 stycznia 2025 r., a ich rdzeniem jest Inspektorat Wojsk Bezzałogowych Systemów Uzbrojenia, który ma wprowadzać drony do całej armii. Od 1 października kieruje nim gen. bryg. Witold Bartoszek. W „Rzeczpospolitej” wyjaśnialiśmy, że wojska dronowe nie powstały jako odrębny rodzaj sił zbrojnych i na razie nie tworzymy dużych, wyłącznie dronowych jednostek.
Polski model zakłada za to, że bataliony pancerne, zmechanizowane i zmotoryzowane, które mają obecnie po cztery kompanie wozów bojowych, w miejsce jednej z nich otrzymają kompanię bezzałogowych systemów uzbrojenia, z amunicją krążącą, dronami FPV, a zatem sterowanymi z perspektywy kamery pokładowej, bezzałogowcami rozpoznawczymi i środkami zwalczania dronów.
Pilotażową kompanię utworzono w 17. Wielkopolskiej Brygadzie Zmechanizowanej. Jej pododdziały przeszły na początku października wstępny sprawdzian w Wędrzynie, a końcową certyfikację zaplanowano na drugą połowę listopada na poligonie drawskim. Kompanie mają rozpoznawać i niszczyć przeciwnika na głębokość kilkudziesięciu kilometrów i tworzyć znane z Ukrainy strefy, w których każdy cel wypatrują i niszczą drony.
Wicepremier Władysław Kosiniak-Kamysz mówił 3 października w Krakowie, na Małopolskim Festiwalu Dronów, że przez cztery lata wojny drony zmieniły oblicze konfliktu na Ukrainie, a technologie analizowane przez wojsko muszą być szybko wdrażane. Wojsko pokazało tam m.in. polską amunicję krążącą Warmate, system rozpoznawczo-uderzeniowy Gladius, drony FlyEye i tureckie Bayraktar TB2 oraz system antydronowy Merops.
Na czym polega różnica w podejściu do dronów w armiach Niemiec i Polski?
Różnicę najlepiej widać w zasięgu. Polska kompania pracuje dla dowódcy batalionu, niemiecki pułk dla dowódcy dywizji. Zadania związane ze zwalczaniem celów na głębokość setek kilometrów spoczywają w polskiej armii przede wszystkim na artylerii rakietowej wyposażonej w systemy Homar. Skupione są one we wchodzących w skład dywizji brygadach artylerii, a na poziomie całych sił zbrojnych w dwóch powstających dopiero i podporządkowanych bezpośrednio Sztabowi Generalnemu brygadach rakiet. Niemniej także i w tych jednostkach obecne są drony. Działające na szczeblu dywizji brygady nie są jednak w Polsce jednostkami ściśle dronowymi.
Czytaj więcej
Litwa utrzymuje, że ukraiński dron wojskowy, który eksplodował na jej terytorium, nadleciał z Polski. Polskie MON nie potwierdza jednak przekroczen...
Wydaje się, że dziś żadnego modelu nie da się uznać za lepszy. Ukraina w 2024 r. utworzyła Siły Systemów Bezzałogowych jako osobny rodzaj sił zbrojnych, a jednocześnie nasyciła dronami niemal każdy pododdział frontowy. Niemiecka dwutorowość próbuje połączyć oba podejścia. Polska postawiła na nasycenie batalionów, a o ewentualnych wyspecjalizowanych jednostkach zdecyduje zapewne po pilotażu.
Polska wyprzedza za to Niemców w obronie przed dronami. Po wtargnięciu rosyjskich bezzałogowców we wrześniu 2025 r. rząd podpisał 30 stycznia umowy na system SAN: 18 baterii antydronowych za ok. 15 mld zł netto, finansowanych głównie z unijnego programu SAFE. Pierwsze jego elementy mają trafić do wojska jeszcze w tym roku.
Polska i Niemcy mają podobne problemy z wdrażaniem dronów do armii
Niemcy nie mają jeszcze siedziby pułku ani kontraktów na systemy dalekiego zasięgu, bez których zapowiedź uderzeń na 500 km pozostaje tylko polityczną deklaracją. Szczególnie że mają na razie problem nawet ze skompletowaniem wspomnianej 45. Brygady Pancernej. Do tego ponad trzy lata, które dzielą nas od osiągnięcia przez nową niemiecką jednostkę gotowości, to w wojnie dronowej cała epoka. Na Ukrainie sprzęt i taktyka zmieniają się niekiedy co kilka tygodni.
Polska ma podobny kłopot. Pilotażowa kompania dopiero czeka na certyfikację, a bez przemysłu zdolnego dostarczać dziesiątki tysięcy tanich dronów rocznie, i to dronów poddających się szybkiej i łatwej modernizacji, żadna struktura nie zadziała, nawet najlepiej zaplanowana.
Dla Polski powstanie niemieckiego pułku to oczywiście dobra wiadomość, bo jednostka ta ma wspierać brygadę na Litwie. Tym samym wzmacnia północno-wschodnią flankę naszej własnej obrony, w jednym z najważniejszych obszarów operacyjnych, czyli w rejonie przesmyku suwalskiego.
O wartości obu modeli zdecyduje w praktyce to, czy drony, ludzie i przemysł nadążą za tempem zmian, które narzuca wojna na Ukrainie. Z obecnych obserwacji wynika, że kolejne „przełomy” technologiczne w wojnie dronowej zdarzają się w miarę regularnie co kilka miesięcy. Spokojne, pokojowe, mimo wszystko, tempo wdrażania nowych rozwiązań w Polsce i Niemczech niekoniecznie pozwoli na nadążenie za tempem tych zmian. Szczególnie że doświadczenia z poligonów w Bergen i w Drawsku, nawet jeśli w ćwiczeniach biorą udział specjaliści ukraińscy, to jednak nie to samo, co bezpośrednie doświadczenia bojowe, które codziennie zdobywają Ukraińcy i Rosjanie.