Ukraiński dron FP-1 rozbił się na Litwie 18 października nad ranem. Maszyna brała udział w większym ataku, który tego dnia Ukraińcy przeprowadzili na rosyjski Petersburg. Zdaniem Litwinów wcześniej bezzałogowiec przeleciał przez terytorium Polski. Jak już informowaliśmy na łamach „Rz”, jeszcze tego samego dnia szef Gabinetu Politycznego Ministra Obrony Narodowej Janusz Sejmej stwierdził, że „polskie systemy radarowe nie wykazały, by niezidentyfikowany obiekt odnaleziony na Litwie przekroczył granicę z Polską”. Jego wypowiedź bazowała najprawdopodobniej na informacjach z Dowództwa Operacyjnego.
Litwini przekonują: Dron wleciał z Polski
Jednak następnego dnia przedstawiciele rządu Litwy podtrzymali stanowisko, że dron wleciał z Polski. Z kolei Ukraińcy przeprosili Litwinów za incydent i stwierdzili, że dron zboczył z planowanej trasy w wyniku rosyjskich zakłóceń radioelektronicznych.
Wówczas w polskim MON nieco zmieniła się narracja. Komunikat brzmiał tak: „W związku z wydarzeniami minionej nocy szef MON polecił Dowódcy Operacyjnemu Rodzajów Sił Zbrojnych przeprowadzenie szczegółowej analizy zdarzeń z nocy 17/18 października w rejonie granicy z Litwą oraz granicy polsko-ukraińskiej. Analizy dotyczą dostępnych systemów radarowych operujących w tej części Polski i krajach sąsiednich. Działania te są realizowane we współpracy ze stroną litewską. Obecnie MON czeka na oficjalne wyniki zleconych analiz”. Dla przypomnienia: komunikat wydano 19 października.
Czytaj więcej
W niedzielę na Litwie spadł ukraiński bezzałogowiec FP-1. Pierwszy komunikat polskiej strony był taki, że nie leciał przez Polskę. Litwini twierdzą...
Dowództwo Operacyjne o dronie-widmo i raporcie: Pracujemy, nie powiemy
Co wiemy dzisiaj? Spytaliśmy o to w Dowództwie Operacyjnym Rodzajów Sił Zbrojnych. – Prace nad raportem dla MON nadal trwają i realizowane są zgodnie z harmonogramem opracowanym przez niezależny zespół. Do momentu zakończenia prac i przedstawienia ich wyników w resorcie MON, DORSZ nie udziela dodatkowych informacji w tej sprawie – odpowiedział nam ppłk Jacek Goryszewski, rzecznik prasowy Dowództwa.
Dlaczego Polska nie wykrylła tego obiektu? Wyjaśniał to w wywiadzie dla „Rz” gen. rez. Dariusz Łukowski, który obecnie jest szefem Departamentu Strategii i Planowania Obronnego w MON, a wcześniej był m.in. szefem Biura Bezpieczeństwa Narodowego.
– Mówimy o obiekcie, który operuje na bardzo małej wysokości. Pamiętajmy, że pole radiolokacyjne naszych radarów nie pokrywa tak małej wysokości na całej długości granicy. Takiego wykrywania można dokonywać innymi środkami, które muszą być rozdysponowane kierunkowo w rejonach, gdzie identyfikuje się takie zagrożenie. Do tej pory na tym odcinku granicy nie było żadnych problemów, więc my koncentrujemy się na zagrożeniach z kierunku ukraińskiego – tłumaczył nasz rozmówca. – Mogło być tak, że dron wleciał na niewielką głębokość, na niskiej wysokości i przeleciał nad naszym terytorium. Po prostu trzeba przyjąć do wiadomości, że nie jesteśmy w stanie wykryć wszystkich takich sytuacji, tak samo jak policja czy straż graniczna nie jest w stanie wykryć wszystkich dronów przemytniczych – dodał.