„Wolę stracić poparcie w sondażach niż stracić swój kraj” – stwierdził Sławomir Mentzen. Lider Konfederacji uważa, że nie można dalej przykładać ręki do „utrzymywania Polski w stanie kompletnej bezbronności w obecnej sytuacji”. Polityk w ten sposób ocenił sytuację w Wojsku Polskim.
„Każdy, kto twierdzi, że powinniśmy mieć wyłącznie armię zawodową, tak naprawdę domaga się tego, żeby Polska nie miała szans obronić się przed Rosją. Gdyby Ukraina opierała się na armii zawodowej, upadłaby jakieś 4 lata temu. Ukraina broni się tylko dlatego, że ma pobór” – twierdzi lider Nowej nadziei. W podsumowaniu wpisu czytamy, że powszechne szkolenia dla 19-latków trzeba przywrócić już teraz – chociaż lepiej by było, gdyby nigdy nie zostały zawieszone.
Od słów polityka zdążył już odciąć się poseł Konfederacji Michał Wawer (Ruch Narodowy), który zapytany o stanowisko całej formacji w tej sprawie, odparł, że Sławomir Mentzen wypowiedział się jedynie w swoim imieniu.
Czytaj więcej
Szef Sztabu Generalnego WP gen. Wiesław Kukuła, któremu pierwsza kadencja zaraz się skończy, będzie pełnił swoją funkcję przez kolejne trzy lata. T...
Takiej reakcji partyjnego kolegi Mentzena nie ma się co temu dziwić, ponieważ przeprowadzone w tym roku sondaże jasno pokazują, że Polacy fanami poboru nie są. Z badania IBRIS przeprowadzonego dla „Rzeczpospolitej” wynikało, że przeciwko poborowi jest 51,1 proc. mieszkańców naszego kraju. Pomysł ten poparło 37,7 proc. Najmniejsze poparcie było wśród 30-latków i osób z wyższym wykształceniem. Najwyższe wśród osób po 60. roku życia oraz legitymujących się wykształceniem średnim zawodowym.
Podobne wnioski płyną z sondażu SW Research dla portalu Zero. Tam pomysł ten poparło 38,3 proc. Polaków. Przeciwko było 40 proc. (różnica wynika z dużego odsetka niezdecydowanych). Najmniej chętni są młodzi do 24. roku życia (ponad 60 proc. było przeciwko). Pobór popierają w Polsce głównie ci, których on już (z racji wieku) nie dotyczy.
Po wybuchu wojny na Ukrainie powrót poboru do wojska przestał być w Polsce tematem tabu
W Polsce temat powszechnego poboru do wojska praktycznie nie istniał od czasu jego zawieszenia w 2009 roku do momentu wybuchu pełnoskalowej wojny w Ukrainie. Zmiany w tym zakresie rozpoczęły się wraz z uruchomieniem programu Dobrowolnej Zasadniczej Służby Wojskowej. Choć był to jedynie program dla ochotników, to można traktować go jako nieśmiały krok w kierunku powszechnych szkoleń dla wszystkich Polaków. Dobrowolna służba pomogła skokowo zwiększyć liczebność Sił Zbrojnych RP, które w latach 2021-2026 powiększyły się z 145 do 220 tys. żołnierzy.
W latach 2021-2026 liczebność Wojska Polskiego wzrosła o ponad 50 proc.
Wydaje się jednak, że program ten nie okazał się wystarczająco zadowalający dla wojskowych. W kwietniu 2024 r. potrzebę zmian w systemie zasugerował sam szef Sztabu Generalnego Wojska Polskiego gen. Wiesław Kukuła. Stwierdził on, że ewentualna wojna będzie długotrwała i krwawa, a większość żołnierzy zawodowych nie przeżyje do jej końca. To właśnie rezerwiści będą odgrywać w niej kluczową rolę. W listopadzie 2025 r. szef Zarządu Szkolenia Sztabu Generalnego Wojska Polskiego gen. bryg. Rafał Miernik stwierdził wprost, że jest zwolennikiem przywrócenia powszechnego poboru. Wpisuje się to – jego zdaniem – w potrzeby sił zbrojnych oraz obronności państwa.
W grudniu 2025 r., ówczesny szef BBN Sławomir Cenckiewicz stwierdził, że Polska musi odwiesić zasadniczą służbę wojskową i zacząć mówić o zagrożeniach wprost. W odpowiedzi na tę deklarację, szef MON Władysław Kosiniak-Kamysz stwierdził, że resort aktualnie skupia się na dobrowolnych formach szkolenia, choć możliwość odwieszenia poboru istnieje. Do sprawy odniósł się także ponownie gen. Kukuła. – Nie bylibyśmy Sztabem Generalnym, jeśli nie istniałaby szuflada, która nie nazywałaby się „pobór” i gdzie nie leżałby stosownie przygotowany plan – podkreślił.
Na antenie Radia Zet do kwestii poboru odniósł się niedawno także wiceminister obrony narodowej Paweł Zalewski. Polityk stwierdził, że nie ma już dziś wątpliwości, iż będziemy musieli przygotować sensowny program poboru. Wspomniał przy tym o potrzebie stworzenia odpowiedniego planu szkolenia dla rekrutów oraz aktywnej rezerwy.
Temat, który jeszcze kilka lat temu był tabu, dziś staje się coraz częstszym elementem dyskusji w Polsce. O kwestię powszechnych szkoleń wojskowych zapytaliśmy dr Weronikę Grzebalską z Fundacji Batorego. Badaczka jest jedną z autorów opublikowanego w sierpniu raportu „Filar a nie Zaplecze. Kobiety w obronie powszechnej i odporności w Polsce”.
Czytaj więcej
Do dolnośląskiej policji dołączyło 150 nowych funkcjonariuszy, w tym 65 kobiet. Sławomir Mentzen zakpił z policjantek, a jego nagranie wywołało pol...
– Nasz raport argumentuje, że nadrzędnym celem powinno być stworzenie w Polsce systemu obrony powszechnej, który angażuje nie tylko wojsko, ale całe państwo i społeczeństwo. Pobór wojskowy jest tylko jednym z instrumentów do osiągnięcia tego celu. W obecnej sytuacji potrzebujemy też wyszkolonych kadr do ochrony ludności i zaangażowanego cywilnego społeczeństwa – zaznacza ekspertka.
Powszechne szkolenia wojskowe? Armia nie jest odpowiedzią na wszystkie problemy
Dr Weronika Grzebalska zaznacza, że zawieszenie poboru wojskowego miało w Polsce ogromne poparcie społeczne i ruch ten postrzegany był jako skok cywilizacyjny. Tym bardziej, że podobne działania w poprzednich latach podjęły także inne państwa. – Dla wielu osób ta instytucja wiązała się ze stratą czasu, poprzednim reżimem, a nierzadko wręcz z miejscem wszechobecnej fali. Dlatego dziś, w duchu obrony powszechnej i w kontekście różnych zagrożeń, lepszym pomysłem wydaje się obowiązkowa służba z różnymi ścieżkami do wyboru. W realiach demokracji i cykli wyborczych powrót obowiązkowej służby wymaga jednak szerokiego poparcia społecznego, dlatego powinna być poprzedzona szerokim konsensusem różnych środowisk, a nie tylko wojska – zaznacza ekspertka.
Wydaje się, że dla wielu powszechne szkolenia wojskowe są nadal stratą czasu, czego dowodem są sondaże dotyczące poparcia dla powrotu poboru. Jak jednak zaznacza Grzebalska, takie ankiety mogą być nieco zwodnicze, ponieważ odpowiedzi zależą od tego, jak zadamy pytanie i jak ankietowani wyobrażają sobie obowiązkową służbę. – Widzimy, że gdy pytamy o nowoczesne szkolenia, odpowiedzi są bardziej pozytywne niż wtedy, gdy pytamy o obowiązkową służbę wojskową czy pobór. Jeden konkretny sondaż nie powie nam, co społeczeństwo jest gotowe zaakceptować. Mimo to widzimy, że obowiązek wojskowy nie ma silnego mandatu, zwłaszcza wśród młodych mężczyzn – podsumowuje nasza rozmówczyni.
Ekspertka w rozmowie z „Rz” zaznacza, że nie należy spłycać debaty do kwestii szkoleń wojskowych. Wojsko nie jest panaceum na wszystkie problemy całego systemu, a my mamy w Polsce tendencję do traktowania armii jako jedynej odpowiedzi na kryzys. Nasza odpowiedź na problem budowy rezerw, ale także postaw obywatelskich, nie może ograniczać się do poboru. – Badania z innych państw wcale nie dają mocnych podstaw, by sądzić, że sama służba wojskowa automatycznie buduje patriotyzm, zaufanie do państwa czy etos obywatelski. Postawy obywatelskie trzeba kształtować znacznie szerzej, podnosząc ogólną jakość państwa i jego relacji z obywatelami. Wojsko jest ogromnie ważne, ale w kryzysie potrzebujemy też odpornych instytucji i zaangażowanego społeczeństwa, a tego nie zbuduje się wyłącznie poborem – mówi dr Grzebalska.
Polacy nie chcą walczyć za państwo, któremu nie ufają
Finlandia uchodzi dziś za europejski wzór budowy odporności państwa. Dr Weronika Grzebalska przestrzega jednak przed bezrefleksyjnym przeklejaniem modelu z Finlandii do Polski, ponieważ różnimy się kulturą polityczną. – W państwach nordyckich poparcie dla obowiązków obronnych jest wyższe z kilku powodów. Kraje nordyckie rozwijają od dekad bardzo zinstytucjonalizowaną doktrynę obrony totalnej, w Polsce zwaną obroną powszechną – a więc model, który angażuje w bezpieczeństwo całe państwo i społeczeństwo. W Finlandii czy Estonii pobór nie został też zawieszony w czasach armii zawodowych i liberalnego pokoju. Pamiętajmy, że znacznie ciężej jest coś przywrócić, niż to kontynuować – zauważa.
Mieszkańcy krajów nordyckich mają dziś poczucie, że ich państwo dużo im daje i mogą na nie liczyć. Taka postawa ułatwia przeprowadzanie takich szkoleń. Polskie społeczeństwo cechuje się z kolei niskim zaufaniem do państwa i do polityków. Mamy także problem ze spójnością społeczną i nierównościami.
Czytaj więcej
„Powszechne szkolenia dla 19 latków trzeba przywrócić już teraz. A tak naprawdę, to trzeba ich było nigdy nie zawieszać” - pisze lider Nowej Nadzie...
– Sondażowe poparcie dla obronności czy poboru jest zawsze w pewnym stopniu funkcją stosunku do państwa. Jeśli widzimy elity, które nie stają na wysokości zadania lub czujemy, że aparat państwowy sobie nie radzi, to rzutuje to na nasz stosunek do obowiązków obronnych. Do tego dochodzi silna polaryzacja polityczna, która osłabia poczucie wspólnoty i utrudnia zgodę nawet w sprawach podstawowych dla bezpieczeństwa państwa. To ma znaczenie również z punktu widzenia wojny informacyjnej, bo właśnie istniejące podziały, wzajemną nieufność próbują wykorzystywać rosyjskie operacje wpływu – ostrzega ekspertka.
Grzebalska twierdzi, że konsekwentne rozwijanie systemu obrony powszechnej może pomóc naprawić relację państwo–obywatele. Gdy ludzie zauważą, że państwo nie zostawia ich samych sobie, a politycy i urzędnicy są realnie zaangażowani w bezpieczeństwo i przygotowanie procedur, w dłuższej perspektywie mogą zaufać instytucjom.
Zapytaliśmy ekspertkę także o drażliwą kwestię poboru dla obu płci. Coraz częściej pojawiają się głosy, że nie jest sprawiedliwe, żeby mężczyźni ginęli w okopach, gdy na kobietach nie spoczywają żadne obowiązki. Oliwy do ognia dodaje niska dzietność, ponieważ to rodzenie i wychowywanie dzieci ma być jednym z powodów takich rozwiązań. – Trzeba tu być może rozdzielić dwie rzeczy – równy obowiązek od identycznej formy jego realizowania. Nie może być tak, że ciężar obrony spada w nieproporcjonalnym stopniu na kilka grup. Obawy młodych mężczyzn czytam jako niepokój o to, czy obciążenia faktycznie będą równomiernie rozdzielane w społeczeństwie. Jednak błędem jest napędzanie wokół tego tematu „wojny płci”. Naszym zadaniem w Polsce jest budowa systemu, który rozkłada ten wysiłek szerzej i sprawiedliwiej. Musimy przesunąć dyskusję z samej służby wojskowej na zaangażowanie całego państwa oraz z „męskiego obowiązku” na „wspólną sprawę”, włączając w to również kobiety – twierdzi ekspertka.
Czytaj więcej
Sławomir Mentzen ma rację: Polska potrzebuje znacznie większych rezerw i realnego przygotowania do wojny. Nie ma jednak racji, gdy całą odpowiedź n...
Jak pokazuje raport Fundacji Batorego, dziś kobiety czują, że kwestie obronności ich nie dotyczą w tym samym stopniu. Dlatego rzadziej się tym interesują, deklarują mniejszą wiedzę, rzadziej się szkolą. Jednocześnie to kobiety stanowią większość w sektorach ważnych dla odporności społecznej – od ich przygotowania i postawy zależy więc w dużej mierze ciągłość usług publicznych i przetrwanie społeczeństwa w kryzysie. Czy oznacza to, że parytety powinny dotyczyć wszystkich stanowisk w armii? Dr Grzebalska zwraca uwagę, że równość nie oznacza identyczności. Możemy mieć powszechny pobór, ale różne ścieżki realizacji. Zajmowane stanowisko powinno być uzależnione od możliwości i potrzeb całego systemu, a nie tylko wojska.
– Obrona powszechna działa wtedy, kiedy ludzie trafiają tam, gdzie są najbardziej potrzebni. Jeśli w czasie wojny zaczniemy masowo wyciągać ludzi z ochrony zdrowia, opieki, edukacji czy administracji tylko po to, żeby zwiększyć liczebność wojska, możemy osłabić państwo zamiast je wzmocnić. Armia może walczyć tylko wtedy, kiedy zaplecze cywilne nadal działa. A to ma dziś często kobiecą twarz. To samo dotyczy funkcji bojowych. Nie chodzi o założenie, że każdy mężczyzna nadaje się do walki, a żadna kobieta się do niej nie nadaje. Konkretne stanowiska mają konkretne wymagania fizyczne. W części z nich, zwłaszcza tam, gdzie liczą się siła, wytrzymałość czy zdolność do długotrwałego działania z dużym obciążeniem, jak w piechocie, większy odsetek mężczyzn będzie spełniał wymagane normy – podsumowuje ekspertka.