Ok. godz. 3:50 mieszkańcy Lubelszczyzny zostali obudzeni przez syreny alarmowe. Jak się okazało, przyczyną był niezidentyfikowany obiekt, który naruszył przestrzeń powietrzną naszego kraju.

– Dziś w nocy rosyjska rakieta manewrująca Ch-101 przekroczyła granicę Polski w ramach masowego uderzenia Rosji na Ukrainę, naruszając przestrzeń powietrzną NATO – oświadczył za pośrednictwem mediów społecznościowych szef ukraińskiej dyplomacji Andrij Sybiha.

Lektura komunikatu Dowództwa Operacyjnego Rodzajów Sił Zbrojnych pozwala na wyciągnięcie kilku ciekawych wniosków. W oświadczeniu czytamy, że w związku z intensywną aktywnością bojową lotnictwa dalekiego zasięgu Federacji Rosyjskiej narodowe oraz sojusznicze systemy rozpoznania i obrony powietrznej postawiono w stan wyższej gotowości. W powietrzu znalazł się samolot wczesnego ostrzegania oraz dyżurna para myśliwców F-16.

Saab 340 AEW. Polska posiada dwa takie latające radary.

Saab 340 AEW. Polska posiada dwa takie latające radary.

Foto: Saab

Ok. godziny 3:29 w pobliżu polskiej granicy (na odległość ok. 5 km) miał zbliżyć się jeden obiekt, który następnie zmienił kierunek lotu i skierował się na wschód. To sugeruje, że Rosjanie planując trasy ataków, starają się uderzać w najsłabsze punkty, w tym uderzając z kierunku polskiego. W zachodniej części Ukrainy znaleźć miało się co najmniej kilkanaście pocisków.

11 minut później, o godzinie 3:40 w polskiej przestrzeni powietrznej wykryto niezidentyfikowany obiekt poruszający się w kierunku zachodnim. W celu jego rozpoznania i przechwycenia w rejon skierowano dyżurny myśliwiec F-16. O godz. 3:46, przed dokonaniem jednoznacznej identyfikacji, obiekt zanikł ze wskazań systemów radiolokacyjnych. W rejon wysłany został śmigłowiec Mi-24. Jego załoga miała zlokalizować prawdopodobne miejsce upadku obiektu w terenie niezabudowanym w pobliżu miejscowości Tarnawa-Kolonia w województwie lubelskim. Następnie na miejsce skierowano Naziemny Zespół Poszukiwawczo-Ratowniczy oraz właściwe służby.

10-metrowy krater 100 km od granic kraju

W sieci pojawiły się zdjęcia prezentujące 10-metrowy krater w środku pola przy miejscowości Tarnawa-Kolonia. Na bazie tych informacji możemy wysnuć już kilka istotnych wniosków. Pierwszą kluczową informacją jest miejsce uderzenia i czas. Obiekt zniknął ze wskazań systemów radiolokacyjnych o 3:46, a wykryty został o godzinie 3:40. Aby pokonać odległość ok. 90-95 km w ciągu 6 minut musiałby lecieć z prędkością ok. 900-950 km/h. Wiemy więc, że nie był to dron.

Dane te uwiarygodniają ukraińską narrację o rakiecie Ch-101. Potwierdza to także wielkość krateru, który został po uderzeniu. Do wyrządzenia takich zniszczeń potrzebne jest ok. 200 kg materiałów wybuchowych. Pokrywa się to z wielkością głowic bojowych pocisków takich jak Ch-101 czy 3M14 Kalibr. Oba pociski mają ważącą ok. 450 kg głowicę bojową z ok. 200-220 kg czystego materiału wybuchowego.

To kolejna ważna, choć niepokojąca informacja. Nad Polską przeleciał uzbrojony, bojowy pocisk. Ten, który znaleziono w 2023 roku pod Zamościem (obok Bydgoszczy) był wypełniony betonem. Wszystko zatem wskazuje na to, że tym razem uzbrojony pocisk rakietowy przeleciał 100 km, uderzając szczęśliwie w pole i nie stanowiąc bezpośredniego zagrożenia dla życia. Taka odległość wyklucza także wersję, że był to pocisk ukraińskiej obrony przeciwlotniczej.

Jedna w wyrzutni pocisków przeciwlotniczych CAMM z 18. Zamojskiego Pułku Przeciwlotniczego w trakcie

Jedna w wyrzutni pocisków przeciwlotniczych CAMM z 18. Zamojskiego Pułku Przeciwlotniczego w trakcie ćwiczeń.

Foto: 18. Pułk Przeciwlotniczy

Pocisk (prawdopodobnie Ch-101) uderzył mniej niż 40 km od kluczowych polskich zakładów w Kraśniku produkujących elementy amunicji. 3 dni temu w Kraśniku podpisana została przełomowa umowa o współpracy PGZ z brytyjskim BAE Systems. Co gdyby pocisk zaleciał dalej, a na terenie zakładów przebywałyby akurat osoby z rządu?

Ch-101, aby przelecieć taką odległość musiał także minąć w niewielkiej odległości (ok. 30 km) 18. Zamojski Pułk Przeciwlotniczy. To jedna z dwóch jednostek w Wojsku Polskim, które zostały przezbrojone w pierwsze wyrzutnie pocisków CAMM w ramach baterii Małej Narwi. To system, który jest wręcz dedykowany do zwalczania tego typu zagrożeń.

Nie tak łatwo wykryć pocisk manewrujący

Ch-101 to rosyjski strategiczny pocisk manewrujący powietrze-ziemia, odpalany z bombowców Tu-95MSM i Tu-160. Został zaprojektowany w technologii stealth, z powłokami pochłaniającymi fale radarowe i spłaszczonym kadłubem. Jego celem jest precyzyjne niszczenie kluczowej infrastruktury wroga. Pocisk leci nisko nad ziemią (poniżej 200 m), unikając radarów. Wykorzystuje zaawansowany system nawigacji: łączy dane satelitarne GLONASS z systemem optycznym Otblesk-U. Skanuje on teren pod pociskiem i porównuje go z cyfrową mapą w pamięci, co uodparnia broń na zagłuszanie sygnałów nawigacyjnych.

Ch-101 osiąga poddźwiękową prędkość ok. 700–900 km/h (Mach 0.6–0.78). Jego pierwotny zasięg to imponujące 2500–4500 km. Standardowo przenosi głowicę o masie 450 kg (ok. 225 kg materiału wybuchowego). Wszystkie te cechy sprawiają, że pocisk może łatwo kryć się przed naszymi systemami radiolokacyjnymi, wykorzystując doliny i inne naturalne zagłębienia. Dodając do tego bardzo niski pułap, otrzymujemy pocisk, którego wykrycie wymaga posiadania radarów w powietrzu (F-16, F-35 lub samoloty wczesnego ostrzegania) lub gęstej sieci radarów naziemnych.

W przypadku Polski nasze możliwości wykrywania przy pomocy naziemnych radarów są obecnie bardzo ograniczone. Nie oznacza to, że rządzący nic nie robią. Czekamy na dostawy kilkudziesięciu różnych radarów naziemnych (w ramach systemów Narew, Pilica+ oraz Wisła) oraz aerostatów Barbara (mówiąc najbardziej obrazowo – dużych balonów z radarami).

Radar wczesnego ostrzegania P-18PL.

Radar wczesnego ostrzegania P-18PL.

Foto: PIT-RADWAR

Problem w tym, że na taki sprzęt czeka się latami, a dodatkowo zdradzanie zakresów częstotliwości polskich systemów radiolokacyjnych do zestrzelenia jednego pocisku nie jest optymalnym rozwiązaniem. Dlatego zdecydowano się na użycie lotnictwa, co wydaje się decyzją racjonalną. Docelowo sytuację mają poprawić zamówione w tym roku baterie systemu San, które pozwolą uzupełnić białe plamy na radiolokacyjnej mapie Polski o tańsze i mniej zaawansowane sensory (produkowane przez polskie firmy).

Ważnym elementem mają być także zakupione radary wczesnego ostrzegania P-18PL. Nie mają one tak wysokiej rozdzielczości jak inne radary w Wojsku Polskim (czyli nie potrafią wskazać celu bardzo dokładnie), ale mają inne zalety – olbrzymi zasięg oraz częstotliwości, które pozwalają ograniczyć użyteczność powłok stealth. Gdy trafią do służby (pierwsze mają już w przyszłym roku), to będą odpowiadać za ostrzeganie naszych wojskowych o zbliżającym się zagrożeniu. Pocisk Ch-101 potrzebował zaledwie ok. 6 min, aby pokonać odległość 100 km. Przykład ten doskonale pokazuje, dlaczego w obronie powietrznej liczy się każda sekunda.