Pentagon, według doniesień medialnych, ma wstrzymać rotacyjną obecność w Polsce 2. Pancernej Brygadowej Grupy Bojowej „BlackJack” z 1. Dywizji Kawalerii – jednostki, której prawie 4 tysiące żołnierzy miało za chwilę zluzować obecny dziś w Polsce i innych krajach wschodniej flanki komponent pancerny. Decyzję sekretarza obrony Pete'a Hegsetha amerykańskie media – „Army Times”, „Stars & Stripes”, „Wall Street Journal” i wreszcie CNN – ujawniły między 13 a 14 maja, opierając się na nieoficjalnych źródłach.
Czytaj więcej
Zmiany, które przeprowadza Pentagon, nie dotyczą zmniejszenia kontyngentu wojsk amerykańskich w Polsce – oświadczył minister obrony narodowej Włady...
Po chwilowej konsternacji polski MON natychmiast zapewnił, że zmniejszenie amerykańskiej obecności w Europie „nie dotyczy Polski”. Pentagon do tej pory niczego oficjalnie nie potwierdził, ale też nie zdementował. Nawet jeśli doniesienia nie są prawdziwe i się nie potwierdzą – na co bardzo liczę – to i tak jest to dobry pretekst, by zastanowić się nad tym, co właściwie kryje się pod pojęciem „amerykańskiej rotacyjnej obecności w Polsce” i co z tej obecności jest bardziej, a co mniej narażone na decyzyjne kaprysy Waszyngtonu.
Polska to nie Niemcy. Nie mamy stałych baz wojskowych USA
Po pierwsze, w Polsce nie ma stałych amerykańskich baz w klasycznym rozumieniu – takich jak w Niemczech, Włoszech czy Hiszpanii, w których żołnierze stacjonują na stałe wraz z rodzinami, w obiektach zarządzanych i utrzymywanych przez US Army. Po drugie, amerykańska obecność wojskowa w Polsce jest hybrydą. W Polsce przebywa zaledwie kilka niewielkich stałych „komponentów strukturalnych” oraz znacznie większa, ale rotowana co kilka miesięcy część bojowa. To rozróżnienie ma dziś znaczenie kluczowe, bo to właśnie ten drugi, rotacyjny segment jest wrażliwy na każdą zmianę nastrojów i priorytetów w Pentagonie.
Stałych elementów amerykańskiej obecności w Polsce mamy cztery i są one – jeśli można to tak określić – „bezpieczne politycznie”. Oznacza to, że trudno je zlikwidować bez podjęcia formalnej decyzji, której koszty dyplomatyczne byłyby znaczące. Tak dla Amerykanów, jak i polskiej administracji.
Czytaj więcej
Czy Europa obroni się sama, gdy USA dadzą nam kosza? Potencjał gospodarczy i demograficzny jasno wskazuje, że tak. Jednak przede wszystkim trzeba m...
Najważniejszy z nich to baza systemu obrony przeciwrakietowej Aegis Ashore w Redzikowie. To kluczowy element architektury obrony antybalistycznej NATO. Drugi to wysunięte dowództwo V Korpusu Sił Lądowych USA w Poznaniu (tzw. Camp Kościuszko), koordynujące działania amerykańskich wojsk lądowych w całej Europie. Trzeci to stały garnizon w Poznaniu, zajmujący się wsparciem infrastrukturalnym i logistycznym dla wszystkich wysuniętych amerykańskich placówek. Czwarty to baza w Powidzu, w której składowany jest sprzęt dla pełnej brygady pancernej. W amerykańskich magazynach znajdują się czołgi M1 Abrams, bojowe wozy piechoty Bradley, artyleria samobieżna (M109 Paladin) oraz liczne wozy zabezpieczenia. Wszystko gotowe do natychmiastowego użycia przez żołnierzy, których wystarczy przerzucić drogą powietrzną. To tzw. Army Prepositioned Stocks – jeden z najszybszych dostępnych dziś w Europie mechanizmów zwiększenia zdolności bojowej na danym teatrze działań w sytuacji kryzysowej.
Razem te cztery komponenty stanowią szkielet stałej obecności USA w Polsce. Liczbowo to jednak mniejszość – łącznie nieco ponad tysiąc żołnierzy.
Bazy wojskowe USA w Europie
Tłem tej obecności jest 115 projektów inwestycyjnych w 12 lokalizacjach, wynikających z polsko-amerykańskiej umowy o wzmocnionej współpracy obronnej (EDCA). Z tej puli 55 jest już w realizacji, łączne wydatki polskie z tego tytułu wyniosły jak dotąd 2,4 mld zł, a na 2026 r. zaplanowano kolejne 735 mln zł. Część inwestycji współfinansuje strona amerykańska. Wszystkie budują infrastrukturę pod komponent stały, nawet jeśli korzystają z niej również jednostki rotacyjne.
Jak Amerykanie rotują swoje jednostki w Polsce
Reszta, a więc zdecydowana większość z około 8,5–10 tys. amerykańskich żołnierzy w Polsce, funkcjonuje w formule rotacyjnej. Każdy z tych komponentów ma określony rytm zmian (czyli czasu przebywania w Polsce), w większości dziewięciomiesięczny.
Pancerna Brygadowa Grupa Bojowa (ABCT) to najważniejszy element bojowy rotacyjnej obecności wojsk USA w Polsce. To jednostka licząca około 4–4,5 tys. żołnierzy, z własnymi czołgami, bojowymi wozami piechoty i artylerią. Stacjonuje rotacyjnie w Żaganiu, Świętoszowie, Bolesławcu, Skwierzynie i Toruniu. Działa w ramach operacji Atlantic Resolve, uruchomionej po aneksji Krymu w 2014 r. i znacząco rozbudowanej po pełnoskalowej agresji Rosji na Ukrainę w 2022 r. To właśnie ten komponent (obecny już w Polsce) miał być teraz zluzowany i zastąpiony przez brygadę „Black Jack”.
W ramach rotacyjnej obecności stacjonuje u nas także komponent lotniczo-logistyczny w Powidzu. To Brygada Lotnictwa Bojowego US Army (Combat Aviation Brigade, CAB) ze śmigłowcami uderzeniowymi Apache, transportowymi Black Hawkami i ciężkimi Chinookami. Kwatera główna tej jednostki w 2023 r. po raz pierwszy została przeniesiona z Niemiec do Polski. W Powidzu stacjonuje również 18. Batalion Wsparcia Bojowego (CSSB), odpowiadający za logistykę, transport amunicji oraz naprawy i konserwację sprzętu działającego na wschodniej flance. Bez tego komponentu znaczna część obecności pancernej traci sens, bo to on zapewnia zarówno wsparcie ogniowe z powietrza, jak i logistyczne zaplecze całej operacji.
Drugi rotacyjny komponent sił lądowych stacjonuje w Bemowie Piskim. To już jednak struktura NATO, choć oparta głównie na siłach amerykańskich. Największą część wielonarodowej batalionowej grupy bojowej NATO Battle Group Poland, działającej w ramach inicjatywy Enhanced Forward Presence (eFP), tworzą właśnie Amerykanie. To owoc decyzji szczytu NATO w Warszawie z 2016 r., w wyniku której powstały cztery takie grupy: w Polsce, na Litwie, Łotwie i w Estonii (po 2022 r. dołożono kolejne, m.in. w Rumunii, Bułgarii, na Słowacji i Węgrzech). Stany Zjednoczone są państwem ramowym polskiej eFP od momentu jej uruchomienia w kwietniu 2017 r., a trzon każdej kolejnej zmiany tworzą amerykańscy żołnierze, najczęściej z 2. Pułku Kawalerii (z Vilseck w Niemczech) wyposażonego w transportery Stryker, choć rotacyjnie pojawiają się też inne jednostki US Army. Towarzyszą im pododdziały brytyjskie (rozpoznanie), rumuńskie (obrona przeciwlotnicza z systemami Gepard) i chorwackie (artyleria). Grupa współpracuje na co dzień z polską 15. Giżycką Brygadą Zmechanizowaną, a koordynuje ją dowództwo Wielonarodowej Dywizji Północny-Wschód w Elblągu.
Rotacyjny charakter ma też obecność wysuniętego dowództwa dywizyjnego w Bolesławcu. Koordynuje ono większość sił amerykańskich biorących udział w Atlantic Resolve – i to nie tylko w Polsce, ale również w Rumunii, państwach bałtyckich i innych krajach flanki wschodniej.
Kolejny element rotacyjnej obecności USA to komponent lotniczy stacjonujący w Łasku, w 32. Bazie Lotnictwa Taktycznego. To amerykański Aviation Detachment (Av-Det), działający od listopada 2012 r. na podstawie odrębnego porozumienia dwustronnego. To w jego ramach rotacyjnie przylatują do Polski eskadry US Air Force, najczęściej F-16 z 52. Skrzydła Myśliwskiego ze Spangdahlem lub z amerykańskiej Gwardii Narodowej. Jednostka prowadzi wspólne szkolenia z polskimi pilotami. Po 24 lutego 2022 r. obecność ta została wzmocniona w ramach uruchomionej wówczas misji NATO Air Shielding. W związku z tym w Łasku gościły epizodycznie m.in. F-15E Strike Eagle i F-22 Raptor.
System Patriot
Rotacyjny charakter miała także obecność wojsk obrony powietrznej. W Polsce stacjonowało około 240 amerykańskich żołnierzy obsługujących baterie Patriot, w ramach NATO Security Assistance and Training for Ukraine (NSATU). To pozostałość po znacznie większym kontyngencie, który od początku pełnoskalowej inwazji w lutym 2022 r. stacjonował w Porcie Lotniczym Rzeszów-Jasionka, kluczowym hubie logistycznym, przez który płynie zachodnie wsparcie sprzętowe dla Ukrainy. Po decyzjach szczytu NATO w Waszyngtonie z lipca 2024 r. koordynację wsparcia dla Kijowa przejęła sojusznicza misja NSATU, a USA stopniowo wycofały się z bezpośredniej ochrony lotniska. Początkowo zastąpiły je niemieckie Patrioty z 21. Skrzydła Artylerii Przeciwlotniczej, a amerykańscy żołnierze opuścili Jasionkę. Obecnie ochronę nieba przejął holenderski kontyngent (300 żołnierzy, dwie baterie Patriot, system NASAMS, środki antydronowe), z misją zaplanowaną do 1 czerwca 2026 r. NATO musi już dziś rozstrzygnąć, kto przejmie te zadania po tej dacie. Ten akurat przypadek najlepiej pokazuje, jak działa obecność rotacyjna.
Dlaczego przy obecności wojsk USA w Polsce zastosowano model hybrydowy
Konstrukcja „mała stała obecność” plus „większa rotacyjna” to element kompromisu funkcjonalno-politycznego wokół obecności amerykańskiej w Polsce. Rotacja jest tańsza, bo nie wymaga budowy pełnej infrastruktury socjalnej: mieszkań dla bliskich żołnierzy, szkół, ośrodków zdrowia, sklepów. Jest też politycznie elastyczna – można ją dowolnie skalować w górę lub w dół, można przyspieszać i opóźniać harmonogramy rozmieszczenia określonych jednostek. Daje to Amerykanom zdolność prowadzenia manewru w rozmieszczaniu sił w skali globalnej.
Czytaj więcej
Do mnie też Władysław Kosiniak-Kamysz zadzwonił w nocy - mówił w TVN24 minister koordynator służb specjalnych Tomasz Siemoniak komentując doniesien...
Rotacyjna obecność ma też dwie strategiczne zalety wykraczające poza koszty. Po pierwsze, w przekazie publicznym i warstwie politycznej odbiera Rosji argument o „stałych bazach NATO w Polsce”. Moskwa od lat utrzymuje (wbrew faktom), że w ustaleniach Rosja–NATO z 1997 r. jest zapis zakazujący rozmieszczania takich baz w krajach dawnego bloku wschodniego. Po drugie, model rotacyjny zapewnia ciągły obieg żołnierzy i jednostek. Kolejne brygady przechodzą szkolenie na polskim teatrze, doskonalą procedury przerzutu transatlantyckiego, ćwiczą z polskim wojskiem. W efekcie znacznie większa pula żołnierzy amerykańskich zna teren i jest przygotowana do walki w warunkach panujących na wschodniej flance.
Dla Polski model ten ma jednak podstawową wadę. Polska nie ma pewności, jak będzie wyglądała amerykańska obecność w danej chwili. Liczba stacjonujących w naszym kraju jednostek jest i zawsze była zmienna i zależy wyłącznie od decyzji Waszyngtonu.
Pete Hegseth rozpoczyna realizację planu redukcji wojsk USA w Europie?
Według amerykańskich mediów Pentagon wstrzymał wysłanie 2. ABCT „Black Jack” z Fort Hood w Teksasie. Przygotowania były zaawansowane. Część sprzętu brygady już podobno wyładowano w polskich portach. Z drugiej strony – podobno – żołnierze informowali rodziny o zmianie planów. Według CNN decyzja jest częścią szerszego planu Pete'a Hegsetha, mającego zredukować obecność USA w Europie. Pentagon ma również odwołać przerzut batalionu artylerii dalekiego zasięgu, który miał trafić do Niemiec, oraz dowództwa nadzorującego zdolności dalekiego rażenia w Europie.
Czytaj więcej
Choć administracja Donalda Trumpa nazywa Polskę „modelowym sojusznikiem”, Pentagon wstrzymał wysłanie do naszego kraju 4 tys. żołnierzy, którzy mie...
MON i wicepremier Władysław Kosiniak-Kamysz utrzymują, że sprawa „dotyczy Niemiec, a nie Polski” i że liczba 10 tys. amerykańskich żołnierzy w Polsce nie ulegnie zmianie. Według interpretacji ministra wstrzymanie rotacji wynika z tego, że Donald Trump zapowiedział wycofanie 5 tys. żołnierzy nie z Polski, lecz z Niemiec, a „inne brygady będą wyznaczone do poszczególnych krajów”. W tym samym duchu wypowiadają się analitycy, według których ewentualnie zatrzymana w USA 2. ABCT miała być dowodzona z Niemiec, a operująca obecnie w Polsce 1. Brygada Pancerna 1. Dywizji Pancernej ma kontynuować swoją rotację i to być może wydłużoną o kolejnych dziewięć miesięcy, jeśli „rotacyjny” następca się nie pojawi.
Trzeba jednak uczciwie powiedzieć dwie rzeczy. Po pierwsze, MON nie zaprzeczył w sposób kategoryczny, że któraś z kolejnych rotacji do Polski zostanie zatrzymana. Zaprzeczył jedynie, że dotyczy to tej konkretnej brygady. Po drugie, sam Pentagon milczy. Rzecznik Javan Rasnake powiedział lakonicznie, że „nie ma nic do ogłoszenia”. W Kongresie zarówno republikanie (Roger Wicker), jak i demokraci (Tammy Duckworth) domagają się wyjaśnień, których nie otrzymali. Gen. Ben Hodges, były dowódca US Army Europe, ocenił całą sytuację jako „niepokojącą”, podkreślając, że odwoływanie rotacji w ostatniej chwili jest rzadkością i zazwyczaj odpowiedzią na okoliczności zewnętrzne.
USA w czerwcu zakończą globalny przegląd obecności wojskowej
Wszystko, co dzieje się obecnie, należy widzieć w kontekście globalnego przeglądu obecności wojskowej USA, który Pentagon ma zamknąć w czerwcu. Wtedy okaże się, czy zapowiadana redukcja 5 tys. żołnierzy z Niemiec przyniesie wzmocnienie wschodniej flanki – szczególnie Polski – czy będzie po prostu redukcją ogólnego stanu amerykańskich sił w Europie.
I tu wracamy do punktu wyjścia. Sprawa brygady „Black Jack”, nawet jeśli ostatecznie okaże się, że to tylko zamieszanie komunikacyjne, pokazała w całej okazałości słaby punkt obecnego modelu stacjonowania Amerykanów w Polsce
Strona polska sygnalizuje gotowość do przyjęcia dodatkowych jednostek. Wiceminister Paweł Zalewski mówi o kilku rozważanych lokalizacjach i o pełnej zgodności klasy politycznej w tej sprawie. Co istotne, w grę wchodzą już nie tylko kolejne rotacje, ale również inwestycje pod bardziej stałą obecność, z całą towarzyszącą jej infrastrukturą cywilną. Decyzja jednak nie należy w tym przypadku do Warszawy.
I tu wracamy do punktu wyjścia. Sprawa brygady „Black Jack”, nawet jeśli ostatecznie okaże się, że to tylko zamieszanie komunikacyjne, pokazała w całej okazałości słaby punkt obecnego modelu stacjonowania Amerykanów w Polsce. Dziewięć z dziesięciu tysięcy amerykańskich żołnierzy w Polsce stacjonuje na zasadzie rotacyjnej. Ich obecność w całości zależy od decyzji Waszyngtonu i jego priorytetów. Taka rotacyjna obecność może być zatrzymana bez żadnego ostrzeżenia, w trybie, w którym polski MON i polski wicepremier dowiadują się o amerykańskich decyzjach i planach wyłącznie z amerykańskiej prasy.
To nie jest argument przeciwko obecnej formule amerykańskiej obecności. Ona jest realna, znacząca i wciąż jedna z największych w Europie. To jednak argument za tym, że jej dalsza ewolucja w kierunku większego udziału komponentu stałego nie jest już kwestią polskich aspiracji, lecz strategicznej konieczności.