Według oceny Głównego Zarządu Wywiadu Ministerstwa Obrony Ukrainy (HUR), przytoczonej 21 października przez portal NV.ua, Rosja zgromadziła zapas ok. 700 pocisków balistycznych przeznaczonych do atakowania celów na Ukrainie. Około 115 z nich to Iskandery-M, których miesięczna produkcja wynosi ok. 65 sztuk. Rosjanie mają też ok. 120 hipersonicznych Cyrkonów oraz kilkaset rakiet RM-48U, czyli przerobionych pocisków przeciwlotniczych systemów S-300 i S-400, przystosowanych do atakowania celów naziemnych. HUR twierdzi też, że Rosja pracuje nad pociskiem do Iskandera o zasięgu zwiększonym do 550–700 km.

Arsenał rakiet balistycznych uzupełniają pociski manewrujące, m.in. ok. 450 Kalibrów odpalanych z okrętów oraz Ch-101, których produkcja sięga zdaniem Ukraińców ok. 80 sztuk miesięcznie. Zapas dronów Gierań różnych typów, w tym odrzutowych, ma z kolei przekraczać 6 tys. sztuk, a w całym 2026 r. Rosja ma wyprodukować ok. 100 tys. bezzałogowców, zarówno uderzeniowych, jak i wabików typu Gerbera.

Uwagę zwraca struktura tego zapasu. Liczba Iskanderów-M mieści się w przedziale wcześniejszych szacunków HUR, które w sierpniu wahały się od 100 do 130 sztuk. Większą część arsenału balistycznego stanowią więc najpewniej tańsze i mniej celne rakiety RM-48U. Mimo to dane ukraińskiego wywiadu potwierdzają tezę, że w ostatnich miesiącach Rosja odkładała pociski balistyczne na zimę, zamiast zużywać je na bieżąco.

W październiku ataki rakietami balistycznymi mimo „rozejmu energetycznego”

Ze zgromadzonych zapasów Rosja zaczęła już korzystać, wykorzystując braki pocisków do systemu Patriot po stronie ukraińskiej. 11 października prezydent USA Donald Trump ogłosił w serwisie Truth Social natychmiastowy „rozejm energetyczny” między Rosją a Ukrainą, nie podając jednak żadnych szczegółów. Kijów zadeklarował, że go poprze, jeśli zrobi to również Moskwa. Kreml porozumienia nie potwierdził, a w nocy z 13 na 14 października Rosja wystrzeliła w stronę celów na Ukrainie 39 pocisków balistycznych i 128 dronów. Uderzenia skierowane były głównie w obiekty energetyczne w Kijowie oraz w obwodach kijowskim i charkowskim. Ukraińskiej obronie udało się zestrzelić lub zneutralizować środkami walki elektronicznej zaledwie cztery pociski. Według Wołodymyra Zełenskiego bez prądu zostało co najmniej 600 tys. osób. Rzecznik Kremla Dmitrij Pieskow stwierdził z kolei, że Trump nie sprecyzował, czego rozejm ma dotyczyć.

Kilka dni później „The New York Times” opisał przechwycony rosyjski plan, który Kijów pokazał we wrześniu europejskim urzędnikom. Zakłada on miesięczną kampanię zmasowanych uderzeń, która miałaby odciąć Kijów, Charków i Odessę od prądu, ogrzewania i wody. Według dokumentu Rosja potrzebowałaby do tego około 70 pocisków balistycznych, 720 dronów dalekiego zasięgu i 150 kierowanych bomb lotniczych. To mniej więcej tyle, ile według analizy danych ukraińskich Sił Powietrznych co miesiąc przebija się przez ukraińską obronę. W razie powodzenia planu trzy największe ukraińskie miasta mogłyby stracić do 90 proc. mocy wytwórczych energii elektrycznej i ciepła. Moskwa liczy więc, że w ciągu miesiąca osiągnie to, czego nie udało jej się podczas czterech zim pełnoskalowej wojny.

Bloomberg w analizie opublikowanej 21 września zwrócił uwagę na zmianę rosyjskiej taktyki. Od sierpnia Rosja wykorzystuje mniej pocisków balistycznych w czasie ataków na Ukrainę, częściej korzysta natomiast z odrzutowych dronów uderzeniowych (Gierań-5). Agencja oceniała, że Rosja może w ten sposób oszczędzać pociski balistyczne na sezon grzewczy, który w Ukrainie zaczyna się zwykle na przełomie października i listopada. Taki wniosek płynie ze zmiany wzorca ataków. Twardych danych o rosnących zapasach wówczas jednak nie było.

Rozbieżności w liczbie pocisków balistycznych użytych przez Rosjan do ataków na Ukrainę

Lipiec był dla ukraińskiej obrony wyjątkowo trudny. Według analiz danych Sił Powietrznych Ukrainy, prowadzonych m.in. przez projekt Oko Hora, agencję AFP i „New York Times”, Rosja wystrzeliła w tym miesiącu około 126 pocisków balistycznych, najwięcej od początku pełnoskalowej inwazji. Dane Prokuratury Generalnej Ukrainy, na które powołał się Reuters, obejmują szerszą kategorię pocisków balistycznych i hipersonicznych i mówią o 158 uderzeniach, ale tylko takich, które potwierdzono na miejscu. Ukraiński wywiad wojskowy (HUR) podaje zaś, że Rosjanie w tym czasie użyli 198 pocisków balistycznych. Rozbieżności wynikają z różnych metod liczenia.

Czytaj więcej

Rosja „oszczędza” pociski balistyczne. I to zła wiadomość dla Ukrainy

Ważniejsza od łącznej liczby wystrzelonych pocisków jest ich struktura. Według danych przywołanych przez Reutersa aż 87 ze 158 pocisków to RM-48U. To przerobione szkolne pociski przeciwlotnicze systemów S-300PM/S-400, tańsze i mniej celne od Iskanderów. Według ukraińskiej prokuratury ich średni błąd trafienia wynosi ok. 300 m. Jednocześnie liczba użytych Iskanderów spadła z ponad 100 w czerwcu do 38 w lipcu. Sidharth Kaushal z brytyjskiego instytutu RUSI ocenił, że takie proporcje pozwalają Rosji zachować na zimę celniejsze Iskandery, północnokoreańskie KN-23 (oficjalnie Hwasong-11Ga) i Cyrkony. To spójne z hipotezą Bloomberga, choć nadal nie przesądza o jej prawdziwości.

Ile pocisków może w swoich magazynach zgromadzić Rosja?

W odpowiedzi na zapytanie „Ukraińskiej Prawdy” z początku czerwca HUR podał, że Rosja planuje wyprodukować w całym 2026 r. do 700 pocisków 9M723 do Iskanderów (czyli 55–60 miesięcznie), do 60 Kindżałów (średnio około 5 miesięcznie; według późniejszych doniesień ich seryjną produkcję zawieszono) oraz ponad 480 pocisków RM-48U (obecnie do 50 miesięcznie). Wywiad ocenił wówczas, że przy takim tempie Rosja może wystrzeliwać do 100 pocisków balistycznych miesięcznie, bez uszczuplania zapasów. Trzeba jednak pamiętać, że to tylko szacunki HUR.

Czytaj więcej

Premier Litwy: Będziemy walczyć z Rosją, ale mamy też plany ewakuacji

Rzeczywiste zdolności produkcyjne Rosji w zakresie pocisków balistycznych nie są publicznie znane. Niepewne są też informacje dotyczące bieżącego zużycia i stanu rosyjskich magazynów. Ocena HUR pozostaje głównym publicznie dostępnym źródłem informacji o rosyjskiej produkcji.

W sierpniu zastępca szefa HUR Wadym Skibicki podał, że od kwietnia Rosja zmienia priorytety produkcji, stawiając na pociski balistyczne i manewrujące, by wykorzystać ukraiński niedobór pocisków przechwytujących do Patriotów. Miesięczny plan produkcji Iskanderów wynosi, według niego, 60 sztuk, a w lipcu zakłady dostarczyły ich nawet 65. Zapas tych pocisków przydzielony wojskom operującym przeciw Ukrainie szacował na ok. 130 sztuk według stanu na 5 sierpnia. Dodał wówczas, że niemal cała bieżąca produkcja trafia od razu do użycia. W połowie sierpnia HUR oceniał zapas tych pocisków na ok. 100 sztuk.

Od sierpnia Rosja rzeczywiście ograniczała liczbę wystrzeliwanych Iskanderów, więc różnica między produkcją a zużyciem mogła się odkładać w magazynach. To właśnie ten mechanizm stał za analizą Bloomberga, a teraz widać go w szacunkach HUR. Obawa przed nasileniem rosyjskich ataków na infrastrukturę energetyczno-ciepłowniczą Ukrainy jest zresztą powszechna, a kolejne październikowe uderzenia pokazują, że są też uzasadnione.

Ukraina szuka pocisków do zestawów Patriot. Nie tylko Kijów ma z nimi problem

Obawy przed budowaniem przez Rosję zapasów pocisków balistycznych nakładają się na deficyt pocisków do ukraińskich systemów przeciwrakietowych. Ukraina od pewnego czasu intensywnie zabiega o pozyskanie 300 pocisków do zestawów Patriot na zimę, choć zapotrzebowanie zgłoszone przez Siły Powietrzne Ukrainy wynosi nawet 360. Wołodymyr Zełenski przyznał, że przy światowej produkcji, którą określił na około 600 pocisków rocznie, trudno szybko zebrać taką liczbę z bieżącej podaży. Kijów liczy więc na przekazanie części istniejących zapasów przez partnerów. To było m.in. przyczyną niedawnego zamieszania wokół zapasów Hiszpanii i Grecji. Ukraiński prezydent mówił też, że ma nadzieję na przekazanie 5–10 proc. zapasów amerykańskich. Na początku sierpnia Ukraina usłyszała jednak odmowę.

Jak działa zestaw Patriot

Jak działa zestaw Patriot

Foto: PAP

We wrześniu Niemcy i kilka innych państw europejskich zapowiedziały dodatkowe baterie i pociski dla Ukrainy, a temat wrócił podczas rozmów sojuszników w Nowym Jorku, na marginesie sesji Zgromadzenia Ogólnego ONZ. Zełenski poinformował 23 września, że uzgodnił tam z niewymienionym partnerem pakiet pocisków do Patriotów. Dwa dni później przekazał, że Donald Trump podjął podczas ich spotkania 22 września „ostateczną decyzję” o przyznaniu Ukrainie licencji na produkcję pocisków do tego systemu. Nie wiadomo jednak, czy dotyczy ona PAC-2, czy PAC-3, a nawet po jej uzyskaniu uruchomienie produkcji nie rozwiąże problemu tej zimy. Od tamtej pory relacje ukraińskiego prezydenta z Trumpem zdążyły się też ponownie pogorszyć. 

Z informacji „Rzeczpospolitej”, uzyskanych w kręgach rządowych i wojskowych, wynika też, że Polska chce przekazać Ukrainie kilka pocisków do Patriotów. Dowódca Operacyjny Rodzajów Sił Zbrojnych gen. Ireneusz Nowak mówił o niewielkiej ich liczbie i dodał, że dokładne dane są niejawne. Ostatnio zaś minister spraw zagranicznych Radosław Sikorski oświadczył, że Polska nie ma zapasów rakiet do systemu Patriot, który pozwoliłby na kolejne donacje na rzecz Ukrainy. 

Równolegle Ukraina uzgodniła z Niemcami dostawę 600 pocisków PAC-2, ale dopiero w latach 2027–2028, co nie rozwiązuje problemu najbliższego sezonu grzewczego.

Niedobór pocisków do systemu Patriot dotyczy jednak nie tylko Ukrainy. Ten sam problem mają dziś jej sojusznicy. Według szacunków CSIS (amerykańskiego think tanku) po intensywnym użyciu Patriotów w wojnie z Iranem zapas USA spadł z ok. 2330 do 759–827 pocisków (stan szacowany na koniec lipca). Ukraińskie zapotrzebowanie odpowiadałoby więc ponad jednej trzeciej amerykańskich zapasów.

Łącznych zapasów wszystkich użytkowników systemu, ani tego, ile jest w tej liczbie pocisków PAC-2 i PAC-3 nie da się rzetelnie ustalić na podstawie jawnych danych. Japonia, która prawdopodobnie dysponuje sporym zapasem i produkuje pociski do Patriotów na licencji, nie przekaże ich bezpośrednio Ukrainie ze względu na własne ograniczenia prawne.

Dla Ukrainy największe znaczenie mają pociski PAC-3 MSE, przeznaczone przede wszystkim do zwalczania pocisków balistycznych. Niszczą one cel bezpośrednim trafieniem kinetycznym, co zwiększa szansę unieszkodliwienia głowicy w końcowej fazie lotu. Starsze PAC-2 GEM-T korzystają z głowicy odłamkowej detonowanej w pobliżu celu. Przeciw Iskanderom i Kindżałom są przez to mniej skuteczne.

Bez pocisków balistycznych Rosja też jest groźna dla Ukrainy

Mimo zmniejszenia liczby rakiet używanych w atakach Moskwa nadal kontynuuje ataki rakietowe, wykorzystując luki w ukraińskiej obronie. Niezależnie od uderzeń z użyciem rakiet Rosja zwiększa presję na Ukrainę za pomocą odrzutowych dronów uderzeniowych, znacznie szybszych od starszych rosyjskich klonów irańskich Shahedów z silnikami tłokowymi. Według HUR Rosja przestawia produkcję na odrzutowe drony typu Gierań-4 i Gierań-5, w jednym z niedawnych ataków stanowiły one już połowę wykorzystanych bezzałogowców. Z tymi dronami Ukraina ma obecnie coraz poważniejszy problem. Stosowane dotychczas tanie drony przechwytujące, skuteczne wobec wolniejszych maszyn, najczęściej nie są w stanie zneutralizować dronów odrzutowych.

Rosyjski dron odrzutowy Gierań-5

Rosyjski dron odrzutowy Gierań-5

Foto: PAP

Rosja mogła więc przez ostatnie miesiące utrzymywać intensywność nalotów bez zużywania pocisków w takim tempie, jak wcześniej. Przy utrzymanym tempie produkcji pocisków balistycznych uprawdopodobniało to tezę o ich rosnących zapasach, którą wspierają teraz przytoczone na wstępie szacunki HUR.

Moskwa szykuje się też do dalszego zwiększenia produkcji dronów. Portal Politico, powołując się na dokumenty koncernu Rosatom, których autentyczność potwierdziły źródła ukraińskie i komisja Izby Reprezentantów USA ds. Chin, podał, że zakład w Ałabudze (w Tatarstanie) ma do 2029 r. zwiększyć produkcję włókna węglowego, kluczowego dla konstrukcji dronów typu Gierań, o 500 ton. Pozwoliłoby to wytwarzać dodatkowo 28 tys. dronów rocznie, przy obecnych zdolnościach produkcji wszystkich wersji dronów Gierań szacowanych przez stronę ukraińską na ponad 36 tys. To jednak perspektywa kilku lat. Według ukraińskiego projektu OSINT-owego Dnipro Osint Rosja buduje też w Ałabudze podziemne hale produkcyjne o powierzchni ok. 42 tys. m², co utrudniłoby ukraińskie ataki na zakład. Te ustalenia nie zostały jednak dotąd niezależnie potwierdzone.

Ukraina od miesięcy szuka skutecznej odpowiedzi na drony odrzutowe, których użycie zaczęło się stopniowo nasilać od stycznia tego roku. W połowie września Zełenski informował o kolejnych udanych testach dronów przechwytujących, a 19 września opublikował nagranie, na którym dron opracowany przez kontrwywiad wojskowy SBU, niszczy odrzutowego Shaheda. Według ukraińskiego prezydenta system został już użyty bojowo. Kijów nie podał jednak danych o skali produkcji ani skuteczności, więc na razie trudno ocenić, czy zmieni to bilans wojny dronowej przed zimą.

Wiele wskazuje na to, że późna jesień i zima będą dla Ukraińców ciężkie niezależnie od tego, czy ciężar rosyjskich ataków ponownie przesunie się na pociski balistyczne, czy nadal będzie w coraz większym stopniu opierać się na szybko rosnącej produkcji dronów odrzutowych. Szczególnie że partnerom Ukrainy, nawet przy najlepszej woli, bardzo trudno będzie znaleźć dostatecznie dużo potrzebnych Kijowowi pocisków do zwalczania rosyjskiego zagrożenia.