Temat niedoboru rakiet do wyrzutni Patriot nie schodzi z agendy politycznej Zachodu od co najmniej kilku miesięcy. Ponad cztery lata wojny na Ukrainie oraz amerykańsko-izraelska interwencja w Iranie mocno przetrzebiły zapasy tych pocisków w państwach użytkujących systemy Patriot. A amerykańskie moce produkcyjne nadal są zbyt małe, aby braki szybko uzupełnić.
Jak działa zestaw Patriot
Od miesięcy trwa więc przeszukiwanie magazynów w całej Europie, w poszukiwaniu dodatkowych rakiet, które stanowią dziś jedyny oręż pozwalający Ukrainie bronić się przed rosyjskimi pociskami balistycznymi. A to właśnie rakiety balistyczne, a nie odmieniane przez wszystkie przypadki drony, stanowią dziś dla broniącej się przed Rosją Ukrainy największe zagrożenie, wobec którego bez stałych dostaw rakiet przechwytujących, które są wobec nich skuteczne, Kijów pozostaje bezradny.
Pojawienie się doniesień o zakulisowej presji na Grecję i Hiszpanię, by te przekazały „nadwyżkę” takich pocisków Ukrainie, nie powinno wywoływać zdziwienia. Takie naciski są wywierane nieustająco na kolejne kraje. Nie ominęły także Polski.
Czy Hiszpania i Grecja mają pociski Patriot, którymi mogą podzielić się z Ukrainą?
Hiszpania i Grecja faktycznie dysponują w miarę nienaruszonymi zapasami pocisków Patriot, bo dotychczas nie uczestniczyły na większą skalę w donacjach na rzecz Ukrainy. Dysponują jednak głównie pociskami PAC-2 GEM-T, których zdolności przeciwbalistyczne są ograniczone. Ich zapasy lepiej spisujących się w zwalczaniu rakiet balistycznych pocisków PAC-3 MSE nie są zaś przesadnie duże.
Argumentem przemawiającym za sięgnięciem do tych zapasów ma być to, że część z tych rakiet zbliża się do końca okresu przydatności. W przypadku Grecji, która ma sześć baterii Patriot, ma to podobno dotyczyć około 200 pocisków PAC-2, które mają już ponad 23 lata służby i które Grecja i tak planuje zastąpić nowymi PAC-3.
W przypadku Hiszpanii już wcześniej pojawiła się natomiast zapowiedź przekazania pięciu pocisków. Znajdujący się daleko poza strefą zagrożenia Madryt zbudował sobie niewielkie wojenne zapasy tych rakiet, oceniane przez analityków na raptem 50 sztuk.
Pociski do Patriotów dla Ukrainy. Zachód znajduje się pod presją własnych zaniedbań
Dotychczas największymi poza USA donatorami takich pocisków dla Ukrainy były Niemcy, Holandia, Rumunia, a podobno nawet Izrael. Ten ostatni już wielkich zapasów jednak nie ma, większość pocisków zużywa bowiem „na bieżąco” do własnej obrony. Izrael oficjalnie nigdy się nie przyznał do przekazania rakiet Ukrainie, wiadomo natomiast, że formalnie 90 sztuk tych pocisków miało trafić w celach serwisowych do USA, podczas gdy nieformalnie trafiły na lotnisko w Rzeszowie, skąd miały się udać nad Dniepr.
Swoje zapasy w związku z wojną z Iranem wyczerpały także Stany Zjednoczone i kraje Bliskiego Wschodu, które w początkowym okresie operacji, zużywały je dość beztrosko w walce z dronami Teheranu.
Nie jest jednak tak, że rakiety do systemów Patriot wyczerpały się już na całym świecie. Są miejsca, w których ich zapasy są spore i praktycznie nienaruszone.
Japonia, jedyny producent pocisków PAC-3 poza USA
Potencjalnie największymi zasobami rakiet PAC-3, poza USA, dysponuje dziś Japonia. Chociaż od razu uczciwie wypada dodać, że nikt nie jest w stanie dziś określić ich rozmiaru. Japonia nie tylko posiada aż 24 baterie systemu Patriot, ale produkuje też u siebie pociski PAC-3 MSE. To dziś jedyny kraj, poza Stanami Zjednoczonymi, który ma licencję na ich produkcję. Polska i Niemcy dopiero się o taką licencję starają. Ukraina zaś, której Donald Trump początkowo obiecał licencję na ostatnim szczycie NATO w Ankarze, szanse na ich produkcję zdążyła już stracić.
Czytaj więcej
Prezydent Donald Trump powiedział wprost, że zgody na produkcję rakiet do Patriotów przez Ukrainę nie ma i prawdopodobnie nie będzie. To nie zamyka...
Według dostępnych informacji potencjał produkcyjny Japonii ma wynosić obecnie około 30 pocisków rocznie, z możliwością podwojenia tej produkcji, ale tylko pod warunkiem zapewnienia ciągłości dostaw głowic naprowadzających, które sprowadzane są z USA. Posiadanie licencji nie oznacza bowiem, że wszystkie podzespoły rakiet wytwarzane są na miejscu w Japonii. Amerykanie naciskają na Tokio, by zwiększyło tempo produkcji do około 100 pocisków rocznie. Głównie po to, by pomóc uzupełnić nadwątlone wojną z Iranem zapasy amerykańskie.
Chociaż skala produkcji nie jest duża, to Tokio mogłoby odgrywać ważną rolę w światowym łańcuchu dostaw najbardziej efektywnych w zwalczaniu rakiet balistycznych pocisków przechwytujących. Bez tych rakiet Ukrainę czeka zimą prawdopodobnie energetyczny Armagedon. Dla nikogo nie jest bowiem tajemnicą, że to właśnie resztki systemu energetycznego i ciepłowniczego będą nadchodzącej jesieni i zimy głównym celem rosyjskich rakiet balistycznych. Nie ukrywa tego zresztą także Władimir Putin, który takie ataki zapowiedział wprost na szczycie Szanghajskiej Organizacji Współpracy.
Również ukraiński premier Serhij Korecki, prosząc ostatnio Tokio o pomoc, mówił, że chodzi o „jedną jedyną rzecz” – pociski przeciwbalistyczne, potrzebne, by przetrwać sezon grzewczy.
Dlaczego Japonia nie może przekazać pocisków do Patriotów Ukrainie?
Dotychczas kłopot ze wsparciem Japonii dla Ukrainy polegał jednak na tym, że kraj ten przez dekady nie eksportował broni z uwagi na obowiązujące w nim prawne zakazy wykluczające takie działanie. To się w pewnym zakresie zmieniło.
W kwietniu Japonia przeprowadziła największą od dziesięcioleci reformę zasad eksportu uzbrojenia. Rząd premier Sanae Takaichi zniósł dotychczasowy zakaz sprzedaży broni śmiercionośnej i otworzył drogę do eksportu rakiet, okrętów wojennych i myśliwców. Jednym z głównych powodów takiego działania jest rosnące zagrożenie ze strony Chin i Korei Północnej oraz chęć wzmocnienia własnego przemysłu obronnego i integracji z sojusznikami. W tym przede wszystkim azjatyckimi partnerami, takimi jak Filipiny, do których trafiają m.in. wycofywane ze służby japońskie okręty.
Czytaj więcej
W 81. rocznicę zrzucenia przez Amerykanów bomb jądrowych na Hiroszimę i Nagasaki premier Sanae Takaichi uchyla drzwi do debaty o wyposażeniu japońs...
Wskutek reformy sprzęt wojskowy podzielono na dwie kategorie: „broń” i „sprzęt niebędący bronią”. Wcześniej eksport był dopuszczalny tylko w przypadku „wyposażenia nieśmiercionośnego”, a i to tylko w pięciu ściśle określonych przypadkach, m.in. dotyczących sprzętu medycznego czy służącego do rozminowywania. Japonia była już zresztą darczyńcą tak klasyfikowanego sprzętu do rozminowywania dla Ukrainy w starym reżimie prawnym.
Mimo poluzowania przez Japonię zasad eksportu broni, dla Ukrainy niewiele się zmieniło. Produkty z kategorii „broń” Japonia może po zmianach eksportować wyłącznie do wymienionych z nazwy na specjalnej liście krajów partnerskich, takich jak m.in. USA, Wielka Brytania, Australia, Niemcy, Francja, Włochy, Indie, Filipiny, Wietnam, ZEA czy Szwecja. Z tymi państwami Tokio podpisało umowy o transferze sprzętu i technologii obronnych (tzw. Defense Equipment and Technology Transfer Agreements). Ukrainy na liście nie umieszczono, podobnie zresztą jak Polski.
Eksport broni śmiercionośnej nadal uzależniony jest od zgody Rady Bezpieczeństwa Narodowego (japońska National Security Council, czyli organ doradczy premiera ds. bezpieczeństwa narodowego). Nawet gdyby Ukraina na tej liście się znajdowała, to i tak w Japonii nadal obowiązuje zakaz eksportu „broni” do państw będących stroną konfliktu zbrojnego. Tego zakazu reforma Sanae Takaichi nie zmieniła. Co prawda istnieje od tej reguły jeden wyjątek: sprzedaż jest możliwa w „szczególnych okolicznościach”, jednak muszą one się wiązać z bezpośrednim zagrożeniem dla samej Japonii.
Efekt jest oczywisty. Japonia nadal nie ma prawnych możliwości ani do przekazania, ani też sprzedaży rakiet do Patriotów bezpośrednio Kijowowi. Możliwe byłoby natomiast działanie polegające na tym, że Japonia sprzedaje swoje rakiety USA, a te oddają „swoje” zapasy Ukrainie. Takie działania miały już miejsce. W listopadzie 2025 r. Tokio zrealizowało taką dostawę do USA (wedle szacunków „Nikkei” chodziło o ok. 10 pocisków). Japonia zastrzegła jednak przy tym, że nie trafią one do państw trzecich, więc Ukraina nie dostała z tego transferu ani jednej japońskiej rakiety (dostała je z amerykańskich zapasów).
Jednak po tym, jak wiele pocisków PAC-3 zużyto w czasie operacji w Iranie, Amerykanie priorytetyzują obecnie odbudowę własnych zapasów i bardziej skłonni mogą być, by skorzystać z japońskich możliwości do zapełnienia swoich niż ukraińskich magazynów. Próba zaś obejścia zakazu poprzez sprzedaż do innych państw z „japońskiej listy” powodowałaby dla Japonii napięcia polityczne, na które Tokio raczej nie ma obecnie ochoty.
Sojusznicy USA z Azji mają zapasy pocisków Patriot i powody żeby się nimi nie dzielić
Użytkownikami systemów Patriot, jednak bez praw do własnej produkcji, są też inni sojusznicy USA z Azji, Korea Południowa i Tajwan. W przypadku tego ostatniego analitycy twierdzą, że jego zapasy pocisków do zestawów Patriot można szacować na ponad 800 sztuk.
W przypadku Korei takich danych i szacunków brak. Wiadomo natomiast, że kraj ten ma osiem baterii Patriotów, a początkowy zapas pocisków wynosił 400 sztuk (PAC-2). Od tamtej pory Republika Korei składała w USA kilka kolejnych zamówień na rakiety, ostatnio głównie PAC-3 (znane są zamówienia na 64 i 136 rakiet PAC-3). Ostrożnie można zatem zakładać, że zapasy te mogą być zbliżone do tego, czym dysponuje Tajwan.
Musimy jednak pamiętać, że są to państwa, których sytuacja wydaje się bardziej skomplikowana, niż ma to miejsce w przypadku Japonii, i to z dość oczywistych powodów. Korea Południowa jest nieustająco zagrożona atakiem rakietowym ze strony swojego północnego sąsiada. Tajwan i tak ma zaś za mało rakiet, by zdołać skutecznie stawić opór rosnącym w siłę i coraz bardziej zagrażającym mu siłom powietrznym i rakietowym kontynentalnych Chin.
Reasumując, mimo ogromnych jak na obecne warunki zapasów i własnych zdolności produkcyjnych, Japonia nie jest obecnie realnym źródłem rakiet przeciwbalistycznych dla ukraińskich systemów Patriot. Nie mogą też nimi stać się ani Republika Korei, ani Tajwan. To zaś bardzo skraca listę źródeł, z których pociski można jeszcze pozyskać.
Pociski dla Ukrainy łatwiej będzie uzyskać od Warszawy, niż od Aten czy Madrytu
W tej sytuacji, do momentu „rozkręcenia” produkcji rakiet w Niemczech (w wersji PAC-2) i USA, głównym źródłem dostaw dla Ukrainy, które można uruchomić od razu, są pozornie zapasy Hiszpanii (wydaje się, że niewielkie) i Grecji (jak na Europę całkiem spore). Na nie ma jednak chyba za bardzo co na to liczyć.
Na Grecję dlatego, że konsekwentnie nie chce się na to zgodzić, zasłaniając się zagrożeniem ze strony Turcji, z którą faktycznie miała w przeszłości niejeden zbrojny zatarg, mimo że obydwa państwa są sojusznikami z NATO. Hiszpania zaś nie za bardzo ma się tak naprawdę czym dzielić. I nawet kuszenie Aten wizją zysku z odkupienia zapasów za żywą gotówkę za pośrednictwem Norwegii może niewiele w stanowisku Aten zmienić.
Czytaj więcej
Ukraina potrzebuje kolejnych pocisków do systemów Patriot, ale większość Polaków sprzeciwia się przekazywaniu jej amunicji z krajowych zapasów. Son...
Celem nacisków będą i są zatem także inne kraje. Dotyczy to także tych państw europejskich, które dotychczas dość oszczędnie gospodarowały własnymi zapasami, przekazując Kijowowi symboliczne liczby pocisków. I dotyczy to także Polski, która w ostatnim czasie przekazała Kijowowi pięć pocisków, tyle samo, ile obiecała przekazać Hiszpania (choć nie sposób nie zauważyć, że jest różnica między pięcioma pociskami PAC-2 a pociskami PAC-3 MSE, które przekazała Polska).
Trzeba zaznaczyć przy tym, że argument o konieczności zachowania zdrowego rozsądku przy takich donacjach, z uwagi na status Polski jako „państwa frontowego”, czasem znajduje jednak zrozumienie wśród naszych sojuszników.
Ostrożne szacunki analityków wskazują bowiem, że Polska może obecnie dysponować zapasem ok. 200 pocisków PAC-3 MSE (nie jest jednak pewne, czy faktycznie tyle ich Polsce dostarczono). Docelowo zapas tych pocisków oraz pocisków w wersji PAC-2 ma wynosić około 1 000 sztuk. W obecnej sytuacji nie wiadomo jednak, kiedy Polska doczeka się kolejnych dostaw zamówionych już pocisków. Co więcej, mimo zrozumienia, jakie okazuje w tej sprawie polski rząd, sondaże pokazują, że Polacy opowiadają się w większości przeciwko dalszemu przekazywaniu naszych rakiet Kijowowi.