W czasie spotkania na szczycie NATO w Ankarze ukraiński prezydent Wołodymyr Zełenski tradycyjnie podkreślił, że priorytetem w trwającej wojnie jest obrona przeciwlotnicza. Zwyczajowo narzekał też na za małą liczbę otrzymywanych rakiet Patriot PAC-3, bez których Ukraina nie radzi sobie ze zwalczaniem rosyjskich pocisków balistycznych.

Reklama
Reklama

W tym kontekście wszystkich zaskoczył amerykański prezydent Donald Trump, który nie tylko dokonał wolty i wyraźnie okazywał dużo więcej sympatii ukraińskiemu przywódcy niż dotychczas, ale stwierdził także, że: „Jedną z rzeczy, o których będziemy mówić, jest to, że damy wam licencję na tworzenie Patriotów”. – W ten sposób nie będziecie mogli narzekać, że nie dajemy ich wystarczająco dużo. Zróbcie je sami – mówił zwracając się do Zełenskiego Trump. Prezydent USA dodał, że nie rozmawiał jeszcze o tym z producentem Patriotów, „ale wszystko się ułoży”.

Było to o tyle nieoczekiwane, że Amerykanie dotychczas nie godzili się na produkcję zaawansowanych technicznie systemów amerykańskiego uzbrojenia poza USA. Jeszcze ciekawszy w tym kontekście jest fakt, że rozmowy zarówno z amerykańską administracją, jak i producentem rakiet prowadzi kilka innych państw europejskich, które chciałyby te systemy produkować u siebie. Jednym z nich jest także Polska. Powstaje zatem pytanie, czy taka „ukraińska” produkcja odbywałaby się obok potencjalnej produkcji w innych krajach europejskich, czy zamiast niej.

Jak działa zestaw Patriot

Jak działa zestaw Patriot

Foto: PAP

Niemcy produkują już starsze pociski do zestawów Patriot

Na dziś fakty wyglądają tak, że Niemcy, we współpracy z USA, rozwijają już produkcję i serwis elementów systemu Patriot na swoim terytorium. W zakładach MBDA Deutschland w Schrobenhausen (Bawaria) trwa budowa obiektów, w których produkowana jest amunicja GEM-T, czyli pociski generacji PAC-2, a firma prowadzi tam też serwis tych rakiet. Polska zamówiła zresztą ostatnio dużą partię tych pocisków w związku z opóźnionymi dostawami PAC-3.

Wiadomo też, że Niemcy prowadzą negocjacje z Waszyngtonem, których celem jest uzyskanie licencji na pełną produkcję pocisków przechwytujących PAC-3 MSE.

Wydaje się, że to właśnie rozszerzeniem tej inicjatywy jest zawarte na szczycie NATO w Ankarze porozumienie międzynarodowe pomiędzy USA, Niemcami, Polską, Holandią i Szwecją, które ma doprowadzić do powstania centrum serwisowego (w praktyce chodzi o wsparcie użytkowników i serwis posiadanych pocisków) rakiet PAC-3 w Europie. Porozumienie zawarte zostało z firmą Lockheed Martin. Na razie nie podano jednak, gdzie takie centrum miałoby powstać. I czy chodzi o jeden zakład, czy kilka.

O porozumieniu mówił w czasie szczytu wicepremier i minister obrony narodowej Władysław Kosiniak-Kamysz. Tłumaczył, że serwisowanie pocisków w Polsce skróci procesy logistyczne z lat do miesięcy. Taka wypowiedź mogłaby wskazywać, że poza już budowanym centrum w Niemczech, kolejne pojawiłoby się także m.in. w Polsce. Jednak bliższe szczegóły zawartego porozumienia nie są w tej chwili znane. Trudno zatem przyjąć to za pewnik.

Polska też chce produkować Patrioty u siebie

Skądinąd wiadomo też, że wobec wolnego tempa produkcji pocisków w USA Polska, podobnie jak inne kraje, zaczęła zabiegać o uruchomienie produkcji pocisków PAC-3 u siebie. Wiceminister obrony Cezary Tomczyk potwierdził już nawet, że Polska ma wstępną zgodę, żeby produkować rakiety do systemów Patriot w naszym kraju, dodając, że Amerykanie na początku byli sceptyczni, jednak po wizycie polskiej delegacji w USA mieli zmienić zdanie. I na taką możliwość miał już wstępnie zgodzić się nawet amerykański Departament Stanu.

Czytaj więcej

Ekspert Pentagonu: Największym sukcesem było to, że Trump nie zburzył szczytu

Jeszcze przed szczytem NATO, w maju, podczas wizyty w Kanadzie, Kosiniak-Kamysz także mówił, że otwierają się drzwi dla możliwości przeniesienia produkcji rakiet PAC-3 do Patriotów czy pocisków rakietowych do HIMARS-ów poza USA, a Polska jest jednym z najbardziej poważnie rozpatrywanych kierunków.

Teraz potwierdził to także podsekretarz obrony USA Michael P. Duffy, reprezentujący na szczycie w Ankarze Pentagon. Dopuścił on możliwość produkcji pocisków poza granicami kraju, mówiąc wprost, że Stany Zjednoczone nie wykluczają produkcji zaawansowanych pocisków Patriot PAC-3 firmy Lockheed Martin poza swoim terytorium. Pamiętajmy jednak, że już zawarte w Ankarze porozumienie nie dotyczy powstania nowych linii produkcyjnych dla rakiet Patriot, a jedynie wspomnianego centrum serwisowego. I nic ponadto. Rozmowy w sprawie budowy nowych centrów produkcyjnych dopiero przed nami. O ile oczywiście faktycznie do nich dojdzie.

W ramach zobowiązań offsetowych programu Wisła Wojskowe Zakłady Elektroniczne oraz Lockheed Martin przeprowadziły walidację linii produkcyjnej dwóch kluczowych procesów w ramach programu PAC-3 MSE, choć produkcja pełnych pocisków PAC-3 MSE wymaga dostępu do zaawansowanych technologii ściśle kontrolowanych przez administrację USA. Polska, jako partner offsetowy, otrzymała jedynie licencję na produkcję wybranych komponentów, które trafiają do globalnego łańcucha dostaw Lockheed Martin. Niemniej oznacza to, że mamy już swój skromny udział w produkcji tych pocisków.

Czytaj więcej

Kryzys NATO w Ankarze. Donald Trump atakuje Hiszpanię i Danię

USA mają duże problemy ze skalowaniem produkcji

Trzeba też pamiętać, że obietnice składane Ukrainie przez Donalda Trumpa w czasie spotkania w Ankarze wcale nie muszą zakończyć się realnym działaniem. Amerykański prezydent ma skłonność do częstego zmieniania zdania. Niewykluczone zatem, że z pomysłu dania Ukrainie licencji zdąży się jeszcze kilka razy wycofać.

Niemniej widać wyraźnie, że Amerykanie aktywnie poszukują sposobów na poszerzenie zdolności produkcyjnych, tak u siebie (np. rozmawiając o produkcji komponentów do systemów rakietowych przez firmy motoryzacyjne), jak i poza granicami USA.

Dwa typy pociskow do Patriotów

Rodzina pocisków Patriot, składa się z dwóch zasadniczo różnych typów rakiet, które się wzajemnie uzupełniają. Polska inwestuje w pozyskanie obydwu.

Pierwszy z nich, i najbardziej pożądany zarówno przez kraje NATO, jak i Ukrainę, pocisk PAC-3 MSE (Missile Segment Enhancement), to nowocześniejsza i mniejsza rakieta typu hit-to-kill (pol. uderz, żeby zniszczyć). Niszczy cel bezpośrednim uderzeniem kinetycznym. Sprawdza się przede wszystkim przy zwalczaniu pocisków balistycznych, takich jak rosyjskie Iskandery czy Oreszniki, na dystansie od 35 do 100 km.

Drugi typ, PAC-2 GEM-T (Guidance Enhanced Missile – Tactical), to starsza konstrukcja. Większa, cięższa i wolniejsza, wyposażona w głowicę odłamkowo-burzącą z zapalnikiem zbliżeniowym. Nie musi trafić bezpośrednio w cel, by go zniszczyć. Wystarczy eksplozja w jego pobliżu, by chmura odłamków skutecznie zneutralizowała zagrożenie. Ten typ pocisku lepiej radzi sobie z celami aerodynamicznymi: samolotami, rakietami manewrującymi i taktycznymi pociskami balistycznymi krótkiego zasięgu, na dystansie sięgającym (według różnych źródeł) do 150–160 km.

PAC-3 MSE jest więc narzędziem precyzyjnym, skoncentrowanym na pociskach balistycznych. PAC-2 GEM-T jest bardziej uniwersalny i skuteczny również przeciwko samolotom oraz rakietom manewrującym. Polska potrzebuje obu rodzajów pocisków, by mieć możliwość zwalczania pełnego spektrum zagrożeń.

Obecnie pociski PAC-3 produkowane są jedynie w USA, a wydajność produkujących je zakładów to obecnie ok. 600–700 sztuk rocznie, choć prezes Lockheed Martin zapowiadał wcześniej, że produkcja ma wzrosnąć do 2000 sztuk. To ma nastąpić jednak w ciągu siedmiu lat. Taki poziom produkcji nie pozwala nawet na szybką odbudowę amerykańskich zapasów, po tym jak spora część pocisków została zużyta na Bliskim Wschodzie w czasie – wciąż niezakończonego – konfliktu USA z Iranem.

Skalę problemu dobrze pokazują zawarte kontrakty. We wrześniu 2025 roku armia USA przyznała firmie Lockheed Martin kontrakt o wartości 9,8 miliarda dolarów na produkcję pocisków przechwytujących PAC-3 MSE, a firma Boeing (producent głowicy samonaprowadzającej) w październiku 2025 roku podpisała wieloletnie kontrakty o wartości około 2,7 miliarda dolarów na produkcję ponad 3000 głowic PAC-3, które będą dostarczane do 2030 roku w tempie do 750 sztuk rocznie.

To wciąż za mało wobec globalnego zapotrzebowania. A kolejka oczekujących na dostawy cały czas się wydłuża. Są w niej także polskie zamówienia, co nabiera dodatkowego znaczenia w świetle trwającego w Polsce sporu politycznego wokół niedawnego przekazania Ukrainie części polskich pocisków PAC-3, co – jak twierdzi MON – miało nastąpić na prośbę NATO.

Próba zbudowania dodatkowych centrów produkcyjnych ma zatem swoje logiczne uzasadnienie. Także w kontekście ewentualnego konfliktu o dużej intensywności między USA i Chinami. W takim przypadku zapotrzebowanie na Patrioty szybko przekroczyłoby nie tylko to, czego dziś potrzebuje Ukraina, ale także i tak szybkie tempo zużywania pocisków na Bliskim Wschodzie.