Kiedy w lutym Estonia ostrzegała Rosję, że w razie ataku rakietowego na jej terytorium lub terytorium któregokolwiek z krajów bałtyckich, przeniesie wojnę na teren Rosji, dokonując uderzeń odwetowych, wiele osób podchodziło do tego z niedowierzaniem.

Reklama
Reklama

Już wówczas pisaliśmy, że jest to scenariusz możliwy, a w zasięgu systemów rakietowych, którymi dysponują Estończycy i które mogą obecnie razić na odległość maksymalną do 290 km w głąb Rosji, znajdują się ważne rosyjskie cele. Wkrótce zasięg estońskich uderzeń może jeszcze wzrosnąć. Pomóc w tym może Polska za sprawą zapowiedzianego uruchomienia w Polsce produkcji tanich pocisków manewrujących firmy Anduril.

Barracuda 500. Nowe rakiety dla Polski, Łotwy i Estonii

Kluczowy fakt jest taki, że w czasie szczytu NATO w Ankarze (7-8 lipca) polski wiceminister aktywów państwowych Konrad Gołota podpisał porozumienie strategiczne w sprawie produkcji pocisków Barracuda 500. Porozumienie zawarte zostało przez Polskę, Stany Zjednoczone, Estonię i Łotwę. Na jego podstawie Polska ma stać się centrum produkcyjnym pocisków Barracuda 500 nie tylko na swoje potrzeby, ale także na potrzeby regionalnych sojuszników. Wiele wskazuje na to, że poza Polską pociski te zamówią także Estończycy i Łotysze.

Już 6 lipca w Bydgoszczy, w obecności premiera Donalda Tuska, wicepremiera Władysława Kosiniaka-Kamysza oraz wiceministrów obrony narodowej Magdaleny Sobkowiak-Czarneckiej i Cezarego Tomczyka, podpisana została umowa o współpracy Polskiej Grupy Zbrojeniowej (PGZ) i Wojskowych Zakładów Lotniczych nr 2 (WZL nr 2) z amerykańską firmą Anduril Industries w zakresie rozwoju zdolności produkcyjnych niskokosztowych pocisków manewrujących w Polsce.

Jak podano w komunikacie po podpisaniu porozumienia, realizacja umowy pozwoli na montaż, a następnie produkcję oraz obsługę eksploatacyjną pocisków manewrujących Barracuda w spółkach PGZ (w tym także polskiej wersji pocisku Barracuda 500). W dalszej kolejności strony będą pracować nad polonizacją i europeizacją systemu opartego na rozwiązaniach Anduril. Porozumienie zawarte w Ankarze uzupełnia tę umowę.

Barracuda 500 to tani pocisk manewrujący o zasięgu do 900 km

Barracuda 500 to amerykański pocisk manewrujący zaprojektowany jako autonomiczny, niedrogi i łatwy w produkcji masowej system uderzeniowy. Największy model z rodziny ma zasięg przekraczający 500 mil morskich (ok. 920–926 km) i może przenosić ładunek bojowy o masie około 45 kg (w niektórych wariantach do 85 kg, ale przy zmniejszeniu zasięgu). To jedna z większych słabości pocisku. Masa głowicy jest bowiem stosunkowo niewielka, porównywalna do tej, jaką przenoszą drony pokroju rosyjskich Shahedów.

 

Czytaj więcej

Polska chce produkować pociski Barracuda. Ale najpierw musi je zamówić

Pocisk napędzany jest silnikiem turboodrzutowym i podczas lotu osiąga prędkość około 900–920 km/h. Co istotne, jego konstrukcja umożliwia gwałtowne manewry przy przeciążeniach dochodzących do 5 g, co znacznie ułatwia unikanie obrony przeciwlotniczej (stąd mowa o pocisku manewrującym). Według zapewnień producenta pocisk ma być odporny na środki walki radioelektronicznej i zakłócenia GPS. W końcowej fazie lotu, do precyzyjnego naprowadzania na cel, wykorzystuje zaawansowaną głowicę optoelektroniczną.

Ważną cechą pocisku jest także to, że może być wystrzeliwany z różnych platform, zarówno lądowych (w tym z kontenerów załadowanych na wyrzutnie HIMARS), morskich, jak i powietrznych. W tym ostatnim przypadku poza samolotami bojowymi mogą to być także przystosowane do takich zadań samoloty transportowe i śmigłowce.

Pocisk ma budowę modułową, co pozwala na dostosowanie go także do innych celów niż uderzeniowe. Może mieć zamontowane np. moduły rozpoznawcze lub walki elektronicznej. Czyni to z niego tani i bardzo uniwersalny środek walki.

Ważną zaletą pocisku jest jego cena, która ma wynosić ok. 200–220 tysięcy dolarów za sztukę, a niektóre źródła mówią nawet o cenie zaczynającej się od 150 tysięcy. To mniej więcej 20 procent ceny najtańszych klasycznych pocisków manewrujących.

Estończycy wzmacniają potencjał odstraszania rakietowego, Moskwa będzie w ich zasięgu

Estonia konsekwentnie rozbudowuje swoje zdolności i już dziś dysponuje sprzętem zdolnym do uderzeń na zagrażające Estończykom cele w głębi Rosji. Dwa kluczowe w tym przypadku systemy to amerykański HIMARS (początkowo sześć wyrzutni, zamówienie zwiększone następnie do dziewięciu) oraz zamówione w Korei wyrzutnie Chunmoo (K239), takie same jak polskie wyrzutnie Homar-K, chociaż na innym nośniku (docelowo dziewięć wyrzutni). Oba systemy mogą wystrzeliwać rakiety o zasięgu do 300 km.

Zestaw HIMARS

Zestaw HIMARS

Foto: PAP

Niezależnie od tego Estonia dysponuje także rakietami przeciwokrętowymi Blue Spear o zasięgu do 290 km, które, jak pokazały doświadczenia ukraińskie, można byłoby w razie konieczności wykorzystać także do rażenia celów lądowych.

Dodanie do tego arsenału pocisków Barracuda 500 wydłużyłoby zasięg estońskich uderzeń do 925 km. To zaś sprawi, że wygłoszone pod adresem Moskwy w ramach polityki odstraszania groźby Tallina będą jeszcze bardziej realne, zaś Rosja będzie musiała takie ryzyko brać poważnie pod uwagę.

Dzięki Barracudom w zasięgu Estończyków znajdą się wszystkie kluczowe rosyjskie bazy lotnicze i morskie w obwodzie leningradzkim (Petersburg, Kamienka, Ust-Ługa, Kronstadt i inne), główne bazy w obwodzie pskowskim (Psków, Ostrów), istotne obiekty Floty Północnej w obwodzie murmańskim (Siewieromorsk, Oleniogorsk, Monczegorsk) oraz kluczowa infrastruktura logistyczna, składy paliw i amunicji w północnej części zachodniej Rosji. W zasięgu Estonii znajdzie się nawet Moskwa (odległość z estońskiej granicy do rosyjskiej stolicy to ok. 700 km).

Czytaj więcej

Estonia przygotowuje szkoły na atak z powietrza. Szyby oklejane są folią

Estonia chce sprawić, by Moskwie nie opłacał się atak

Z punktu widzenia Rosji szczególnie dotkliwa może być perspektywa zagrożenia, jakie estońskie pociski stwarzały będą dla obwodu murmańskiego i rosyjskiej Floty Północnej. W tym głównej bazy floty atomowych okrętów podwodnych w Siewieromorsku i bazy bombowców strategicznych w Oleniogorsku.

Z punktu widzenia samych Estończyków dużo ważniejsze natomiast jest to, że w ich zasięgu znajdą się główne, zagrażające Tallinowi bazy rosyjskie w obwodzie królewieckim i leningradzkim. W tym m.in. dwie bazy, w których rozlokowane są wyrzutnie zagrażających Tallinowi pocisków balistycznych Iskander-M (zasięg do 500 km). Pierwsza znajduje się w pobliżu miejscowości Ługa (obwód leningradzki), oddalona od granic Estonii o około 150–200 km. Stacjonuje w niej 26. Brygada Rakietowa Federacji Rosyjskiej wyposażona w Iskandery od 2011 roku. Druga znajduje się w okolicach miejscowości Czerniachowsk (obwód królewiecki), oddalonej od celów w Estonii o około 300–400 km.

Estonia, Polska i inne państwa NATO budują swoje zdolności uderzeniowe nie po to, by atakować cele w Rosji, ale aby pod wpływem zagrożenia nieuchronnym atakiem odwetowym Moskwa zrezygnowała ze swoich agresywnych planów względem państw zachodnich. W tym przede wszystkim Polski i państw bałtyckich.