W nocy z 12 na 13 lipca Amerykanie wykonali uderzenia na ok. 140 celów na terenie Iranu. Ok. godz. 23 czasu polskiego siły Centralnego Dowództwa USA (CENTCOM) poinformowały o rozpoczęciu ataku na Iran. Oficjalnym celem uderzeń była degradacja możliwości atakowania cywilnych statków handlowych oraz ich załóg w rejonie cieśniny Ormuz. Irańskie media państwowe poinformowały o eksplozjach w południowej części kraju, m.in. w portowym mieście Bandar Abbas nad cieśniną Ormuz.
Ataki zakończyły się ok. 4.30 czasu polskiego. Jak deklarowali sami Amerykanie, wśród celów znalazły się nie tylko wyrzutnie rakiet i dronów oraz magazyny amunicji, ale także obiekty na samym wybrzeżu – radary monitorujące sytuację w rejonie cieśniny Ormuz oraz niewielkie irańskie łodzie.
Choć 17 czerwca Iran oraz Stany Zjednoczone przyjęły wstępne porozumienie, Iran miał dążyć do utrzymania całkowitej kontroli nad cieśniną, nakazując statkom korzystanie tylko z wyznaczonej przez siebie trasy. Gdy Amerykanie zażądali od Teheranu publicznej deklaracji na temat otwarcia cieśniny, irańska Gwardia Rewolucyjna ogłosiła, że ta jest zamknięta do odwołania. To właśnie ta deklaracja oraz irański nocny atak na kontenerowiec Galaxy miały być przyczyną najnowszych amerykańskich ataków.
Iran nie pozostał dłużny i dokonał uderzeń na bazę lotniczą w Szejk Isa w Bahrajnie, bazę lotniczą Księcia Hasana w Jordanii, dwie bazy wojskowe w Kuwejcie (Ali Al-Salem i Ahmad al-Dżabir) oraz systemy radarowe w Omanie. Choć sama wymiana ciosów między Stanami Zjednoczonymi a Iranem nie jest żadną nowością, to użycie przez Amerykanów morskich dronów kamikadze jest pierwszym takim wydarzeniem w historii, co podkreśla w swoim komunikacie Centralne Dowództwo Stanów Zjednoczonych (CENTCOM). Trzy drony kamikadze wpłynęły do portu w Bazie Marynarki Wojennej w Bandar Abbas. Z nagrań wynika, że udało się m.in. uszkodzić okręt podwodny typu Ghadir.
Amerykanie idą śladami Ukraińców
Najnowszy atak jest dowodem na implementację doświadczeń z wojny w Ukrainie, gdzie bezzałogowych dronów z powodzeniem używają dziś Ukraińcy. Nie byłoby to pierwsze zaimplementowanie przez Pentagon rozwiązań z tej wojny. CENTCOM użył już w trakcie walk z Iranem taniego bezzałogowego systemu uderzeniowego LUCAS (Low-cost Uncrewed Combat Attack System), czyli amerykańskiego odpowiednika dronów Shahed-136.
Użycie przez Amerykanów morskich dronów kamikadze kolejny raz udowadnia, że mimo swojej wielkości, amerykańskie siły zbrojne nie cierpią na problem bezwładności, a wręcz przeciwnie – są w stanie szybko implementować kolejne rozwiązania. Co najważniejsze, Amerykanie podchodzą do tego wyzwania systemowo, tworząc stabilne instytucjonalne ramy niezbędne do rozwoju takich rozwiązań.
We wrześniu 2021 r. w ramach V Floty (stacjonującej w Bahrajnie i odpowiadającej za region Bliskiego Wschodu) utworzona została specjalna grupa zadaniowa Marynarki Wojennej USA Task Force 59 (TF 59). Celem nowej jednostki jest szybkie wdrażanie bezzałogowych systemów oraz sztucznej inteligencji do operacji na morzu. W sierpniu 2025 r. w bazie w Bahrajnie odbyła się oficjalna ceremonia zmiany dowódcy. Kapitan James A. Davenport przejął stery nad Task Force 59 z misją ostatecznego przekształcenia tej eksperymentalnej jednostki w strukturę ściśle bojową.
Powołana została grupa operacyjna „The Pioneers” (Task Group 59.1). To dedykowany pododdział, którego zadaniem jest bezpośrednie wdrażanie dronów do działań floty. Amerykanie rozwijają bezzałogowce nie tylko z myślą o Iranie, ale przede wszystkim obawiając się działań na Pacyfiku. Masowe wykorzystanie tanich rojów dronów morskich mogłoby stanowić istotny element walk o Tajwan.
W sierpniu 2023 r. ogłoszona została inicjatywa Replicator. Jej celem jest masowa produkcja tysięcy tanich i autonomicznych dronów (morskich i powietrznych) w celu zrównoważenia ilościowej przewagi Chin. W styczniu 2024 r. uruchomiono z kolei program PRIME, którego celem jest budowa szybkich uderzeniowych morskich dronów.
Korsarze zaatakowały Iran?
Amerykanie przyznali oficjalnie, jakiej platformy użyto. To Corsair od Saronic. W 2025 r. Marynarka Wojenna USA (US Navy) podpisała wart 392 mln dol. kontrakt z teksańskim startupem Saronic na masowe dostawy tych dronów do 2031 r. Drony Corsair mają długość 24 stóp (czyli ok. 7,3 metra) i zasięg ponad 1000 mil morskich (czyli 1850 km). Mogą poruszać się z prędkością do ponad 35 węzłów (ok. 65 km/h) i przenosić do 1000 funtów (ok. 453 kg) ładunku. Nie jest to więc mała i tania jednostka. Wartość pojedynczego drona szacowana jest na ponad milion dolarów.
Mirage to inny dron oferowany przez Saronic. Bezzałogowiec ma charakteryzować się większym rozmiarem (ok. 16 metrów), zasięgiem (ok. 4600 km) oraz ładownością (ok. 1600 kg).
Jednostka ma mieć zdolność do samodzielnego planowania trasy i działania w roju. Nowoczesna, wielokanałowa i odporna na zakłócenia walki radioelektronicznej łączność satelitarna ma gwarantować możliwość działania z dala od floty, a modułowa konstrukcja pozwala na szybkie dostosowanie jednostki do różnych zadań.
Mamy pewność, że drony są już używane w rejonie zatoki Ormuz już od jakiegoś czasu, ponieważ w czerwcu pierwszy bezzałogowiec Corsair został użyty przez US Navy do podjęcia dwóch pilotów U.S. Army, którzy po katastrofie śmigłowca AH-64 Apache znaleźli się w morzu. Akcja miała trwać ok. 2 godzin i być dowodem na wszechstronność bezzałogowych jednostek tego typu. Ta sama platforma, po zmianie modułu (np. z uderzeniowego na ratowniczy), mogłaby realizować skrajnie różne zadania.
Jeżeli Amerykanie potwierdzą, że to właśnie drony Corsair wzięły udział w atakach na Iran, to oznacza, że bezzałogowiec wziął udział w pisaniu historii użycia bezzałogowców zarówno do celów SAR (akcji ratownictwa i poszukiwania), jak i w uderzeniach na cele nadbrzeżne.
Nie tylko Corsair, czyli Amerykanie stawiają na drony
Siła amerykańskich sił zbrojnych nie wynika wyłącznie z olbrzymich wydatków, ale także z systemowego podejścia. W lipcu 2024 r. Pentagon podpisał z 88 firmami umowę ramową o wartości 982,1 mln dol. Celem umowy jest opracowanie rozwiązań dla systemów bezzałogowych. Amerykanie chcą m.in. stworzyć uniwersalne złącza „plug-and-play” dla dronów, aby dowolny dron mógł zostać szybko zintegrowany z danym modułem (np. uderzeniowym lub zwiadowczym). Inwestują także w nawigację zliczeniową opartą na AI (niezależną od GPS) oraz systemy wizyjne, a także w cyfrowe środowisko i chmurę bojową.
Podpisanie umowy na dostawy dronów Corsair dowodzi, że zapewne Amerykanie zdecydowali się na rozwój właśnie tego konkretnego rozwiązania. Konstrukcja jest wykonana z kompozytów, co czyni ją technicznie niewykrywalną dla klasycznych radarów okrętowych. Oprogramowanie „Echelon” pozwala z kolei na działanie w rojach. Dzięki temu 30 dronów może w trakcie ataku podzielić się zadaniami (np. niektóre celowo ściągną na siebie uwagę i ogień nieprzyjaciela, gdy inne uderzą z innego kierunku).
Amerykanie idą jednak dalej. Aby takie niewielkie drony mogły operować z dala od floty (co na Oceanie Spokojnym ma duże znaczenie), potrzebują okrętów matek. Odpowiedzią na tę potrzebę ma być program MUSV (Medium Unmanned Surface Vessel). Wystartował on w maju 2026 r. Pentagon wybrał siedem firm, które otrzymały po 15 mln dol. na przedstawienie finalnych projektów średnich autonomicznych okrętów.
Wydaje się, że producent dronów Corsair, firma Saronic Technologies, wiąże duże nadzieje z nowym programem, ponieważ startup zainwestował 300 mln dol. w modernizację stoczni, która ma pozwolić na montaż znacznie większych bezzałogowców. Mowa o projekcie Marauder o długości 55 metrów (180 stóp). Taki rozmiar sprawi, że jednostka ta będzie mogła być okrętem matką dla mniejszych bezzałogowców.
Bezzałogowiec Marauder od firmy Saronic.
Bezzałogowy okręt może wziąć na swój pokład nawet 150 ton ładunku przy deklarowanym zasięgu na poziomie 4100 mil morskich (7600 km). Prędkość maksymalna przekracza 25 węzłów (46 km/h). Pokład ładunkowy pozwala zabrać do czterech kontenerów 40-stopowych lub ośmiu 20-stopowych.
Polacy nie gęsi i swoje drony mają
Czy śladem Ukraińców pójdą także Polacy? Wiele wskazuje na to, że także my możemy znaleźć się w gronie prekursorów. W trakcie czerwcowego szczytu NATO w Ankarze polski bezzałogowiec StormRider od Grupy WB wziął udział we wspólnych działaniach razem z naszą fregatą ORP Gen. T. Kościuszko. Choć bezzałogowiec operował na Bałtyku, dane z jego sensorów były przesyłane bezpośrednio do Ankary. To pokazuje możliwości tego typu rozwiązań.
Wojsko Polskie już niedługo może mieć własną, krajową łączność satelitarną. To z kolei umożliwiłoby kontrolę nad takim bezzałogowcem niezależnie od tego, gdzie ten by operował, bez konieczności używania zagranicznych systemów łączności. Jedynym ograniczeniem staje się tutaj zasięg. StormRider wyglądem przypomina amerykańskiego drona Corsair. Podobne są także rozmiary obu jednostek (StormRider mierzy 8,5 metra długości). Pierwszy raz morskiego bezzałogowca mogliśmy oglądać w trakcie zeszłorocznych targów zbrojeniowych MSPO w Kielcach.
StormRider ma służyć do ochrony infrastruktury krytycznej, patrolowania czy do działań w trakcie operacji przeciwdywersyjnych. Istnieje możliwość integracji jednostki z amunicją krążącą, co sprawia, że nie można wykluczyć także ofensywnych zastosowań. Zasięg StormRidera wynosi ok. 500 km. Wiemy, że Grupa WB pracuje także nad większymi morskimi bezzałogowcami.
StormRider to polski morski bezzałogowiec opracowany przez Grupę WB.
Innym ciekawym rozwiązaniem od Grupy WB jest opracowana wspólnie z Politechniką Gdańską Pirania. To znacznie mniejszy, podwodny bezzałogowiec inspekcyjny. Jego celem jest monitorowanie infrastruktury krytycznej oraz prowadzenie podwodnych inspekcji w niesprzyjających warunkach. Biorąc pod uwagę, że właśnie trwają testy pierwszej polskiej farmy wiatrowej na Bałtyku, trudno nie uznać tego typu rozwiązań za perspektywiczne. W pierwszej połowie maja 2026 r. Pirania zakończyła z sukcesem swoją pierwszą misję operacyjną na Morzu Bałtyckim. Dron mierzy 140 cm długości i waży zaledwie ok. 50 kg.
Bezzałogowce odmieniły już współczesne pole walki na lądzie i w powietrzu. Na Ukrainie służą one do ewakuacji rannych i transportu zapasów oraz amunicji. Na niebie pozwalają monitorować przestrzeń i wskazywać cele dla artylerii, a także stały się substytutem dla tradycyjnej broni przeciwpancernej. Wydaje się, że z uwagi na powierzchnię mórz i oceanów, a także mnogość zadań, które mogłyby wykonywać (ataki, rozpoznanie, dozór instalacji morskich czy misje ratunkowe), zmienią one także krajobraz morskich konfliktów.