Tym razem nie została przekazana „żywa gotówka”. Za to Jelcz, Rosomak i Bumar-Łabędy, czyli spółki Polskiej Grupy Zbrojeniowej, dostaną zwolnienia podatkowe na prawie 400 mln zł, co zapowiedział w środę minister finansów i gospodarki Andrzej Domański.
Tak tłumaczy to w swoim komunikacie PGZ: „W obliczu rosnących potrzeb modernizacyjnych Wojska Polskiego szczególnego znaczenia nabierają zdolność krajowego przemysłu do zwiększania skali produkcji, terminowa realizacja zamówień oraz zapewnienie bezpieczeństwa i ciągłości dostaw sprzętu wojskowego. Reinwestowanie środków w rozwój polskich przedsiębiorstw pozwala wzmocnić te zdolności, rozwijać krajowe kompetencje technologiczne i produkcyjne oraz ograniczać zależność od zewnętrznych dostawców w kluczowych obszarach”. Brzmi to doskonale i każdy roztropny podatnik może temu przyklasnąć.
PGZ otrzymała już prawie 10 mld zł dofinansowania
Jednak warto mieć z tyłu głowy, że w ostatnich latach spółki Polskiej Grupy Zbrojeniowej otrzymały już olbrzymie, bezpośrednie dokapitalizowanie. I tak ponad 2,4 mld zł podatnicy przekazali poprzez Fundusz Inwestycji Kapitałowych Ministerstwa Aktywów Państwowych na stworzenie zdolności do produkcji amunicji 155 mm. Efekty, w postaci zdolności do produkcji ok. 150 tys. pocisków rocznie, mamy ujrzeć w 2028 r. Obecnie nie jest oczywiste, że to faktycznie zostanie w tym terminie zrealizowane.
Czytaj więcej
PONAR Wadowice ma serwisować i produkować elementy zawieszenia do czołgów K2. Razem z ukraińskim partnerem chce też produkować armatohaubicę Bogdan...
Prawie 4 mld zł z FIK zostało też przekazane na konsorcjum PGZ-Narew, dzięki któremu Polska ma pozyskać zdolności przeciwrakietowe. W przypadku Narwi słychać jednak o problemach z pociskami z rodziny Camm i program, który miał być wielkim sukcesem napotyka na poważne trudności. Do tego trzeba też dorzucić prawie miliard złotych dla Bumaru-Łabędy na stworzenie linii dla platform gąsienicowych oraz pomniejsze programy i wychodzi na to, że w ostatnich latach polski podatnik zasilił PGZ kwotą prawie 10 mld zł.
Przypomnę, że PGZ to spółka, którą kontroluje Skarb Państwa, w której zarządy muszą mieć „błogosławieństwo” polityków i często są to po prostu działacze partyjni, a efektywność jest mniejsza niż w prywatnym biznesie. Mimo to państwo bardzo hojnie ten przemysł dotuje. I choć przychody PGZ w ostatnich latach dynamicznie rosną, to wciąż poza przeciwrakietowymi Piorunami, spółce brakuje dobrych produktów eksportowych, które są najlepszym potwierdzeniem jakości wyrobów.
Hale zamiast badań. Państwo rozdaje setki milionów, a innowacji brakuje
Wydaje się, że jeśli chodzi o dotowanie przemysłu obronnego, to na pewną hojność państwa polskiego mogą też liczyć podmioty zagraniczne. W ostatnich dniach głośno jest o tym, że w Polsce powstanie zakład do serwisowania pocisków PAC-3 MSE do systemu Patriot. Inwestycja ma mieć wartość ok. miliarda złotych. Jednak wśród chóralnego „mamy to” polityków, na razie nikt nie podał informacji, jak duże będą ulgi podatkowe, które zachęciły amerykański koncern Lockheed Martin do ulokowania produkcji właśnie w Polsce. Przypomnę też, że polski podatnik na dużą skalę dotuje te firmy po prostu kupując ich sprzęt i nie oczekując w zamian żadnego lokowania produkcji w Polsce. Tak było chociażby z czołgami Abrams czy samolotami F-35.
Czytaj więcej
Centrum serwisowe pocisków PAC-3 powstanie w Polsce - powiedziała na konferencji w kwaterze głównej NATO w Brukseli wiceminister obrony narodowej M...
Na tym tle wyjątkowo marnie wypada wspieranie prywatnego polskiego przemysłu przez państwo polskie. Przypomnę tylko, że z miliardów złotych z FIK do prywatnych przedsiębiorstw nie trafiło nic. Tymczasem to właśnie prywatne firmy, jak chociażby Grupa WB, mają produkty, które chętnie są kupowane także za granicą, co jest najlepszym probierzem ich jakości.
Wydaje się, że środki, które polski podatnik zainwestował w państwową zbrojeniówkę, są już na tyle duże, że z kolejnymi dotacjami warto poczekać na owoce tych inwestycji – sprawdzić czy na pewno państwowy przemysł „dowozi” to, co obiecuje. Czas, gdy państwo po prostu „daje” państwowym firmom zbrojeniowym środki na budowę zdolności produkcyjnych, powinien się skończyć.
To oczywiście nie oznacza, że państwo nie powinno inwestować w zbrojeniówkę. Powinno, ale mądrzej. Mądrzej, czyli w programy badawczo-rozwojowe. Jako państwo powinniśmy wspierać zbrojeniowe innowacje i finansować rozwój nowoczesnych produktów. Tak zrobiliśmy ponad 10 lat temu m.in. z bojowym wozem piechoty Borsuk.
Niestety, w ostatnich latach odsetek budżetu MON, który jest wydawany na badania i rozwój się zmniejsza i obecnie nie widać programów, które za 10 lat mogłyby stworzyć kolejne produkty takie jak Piorun czy Borsuk. To błąd. Bez mądrych inwestycji państwa w innowacje, państwowa zbrojeniówka nigdy nie stanie się prawdziwym „czempionem”. To właśnie dzięki takim programom przemysły USA czy Izraela mają tak wysokiej jakości produkty. Warto mieć to z tyłu głowy, rozdając kolejne setki milionów złotych podatników na budowę hal, a nie na badania i rozwój.