Wojsko Polskie staje się armią z największą liczbą czołgów w Europie Zachodniej. W sumie mamy prawie tysiąc maszyn różnych typów: posowieckich T-72 i PT-91, niemieckich Leopardów 2, koreańskich K2 i amerykańskich Abramsów. Jeśli chodzi o te ostatnie, to nasi żołnierze odebrali już 116 używanych Abramsów starszej wersji M1A1 i 182 sztuki w najnowszej wersji M1A2 SEPv3. Zgodnie z umową, tych najnowszych mamy odebrać 250. Ostatnie 68 pojazdów dotrze do nas w dwóch partiach we wrześniu i w październiku. Statek, który ma przybić do polskiego portu, jest już w drodze i ma dotrzeć do Polski w ciągu najbliższych kilkunastu dni.
W Poznaniu powstało centrum serwisowania Abramsów
W Poznaniu w Wojskowych Zakładach Motoryzacyjnych, które są częścią Polskiej Grupy Zbrojeniowej, powstało tzw. Regionalne Centrum Kompetencyjne (RSC), gdzie będą serwisowane czołgi i wozy zabezpieczenia technicznego. W czwartym kwartale tego roku powinno zostać podpisane porozumienie między WZM, a Wojskiem Polskim, zgodnie z którym to ta spółka będzie serwisować nasze wozy do tzw. poziomu trzeciego. Co ciekawe, do końca roku powinno być także podpisane porozumienie na serwisowanie części amerykańskich czołgów, które stacjonują w Europie.
Czołg M1 Abrams
Producent Abramsów, GD Land Systems, podkreśla, że polskie firmy są już częścią łańcucha dostaw – 52 części wyprodukowane przez osiem polskich spółek były używane przy produkcji czołgów dla Polski. Warto jednak pamiętać, że w jednym czołgu jest ok. 10 tys. części. Ich dostawcami są m.in. ProMot, Dutron czy AKS, ale nie spółki PGZ.
Teraz Amerykanie namawiają Ministerstwo Obrony Narodowej do zakupu kolejnej partii Abramsów. Tym razem miałoby się to wiązać z przenoszeniem produkcji nad Wisłę. Jak zapewnia GD, przy zakupie ok. 400 kolejnych Abramsów i modernizacji posiadanych już 116 czołgów starszej wersji, 80 proc. produkowanych za kilka lat maszyn byłoby wytwarzanych w Polsce. To miałoby także stworzyć możliwości do potencjalnego eksportu.
Inwestycja pod czołgi K2 jest już realizowana
Tę propozycję warto jednak umieścić w szerszym kontekście. Po pierwsze, Polska właśnie realizuje umowę na zakup kolejnych 180 południowokoreańskich czołgów K2, z których docelowo ponad 60 ma być zmontowanych w gliwickim Bumarze-Łabędach. I choć, jak niedawno informowaliśmy na łamach „Rzeczpospolitej”, transfer technologii napotyka pewne problemy i rozmowy przemysłowe się przeciągają, to jednak inwestycja w Gliwicach jest już realizowana, a polski przemysł już teraz zdobywa zdolności do pełnego serwisu i modernizacji.
Umowa ramowa przewiduje także zakup aż tysiąca czołgów K2, a do tej pory przy pomocy umów wykonawczych zakontraktowano jedynie 360 z nich. Warto więc sobie zadać pytanie, czy na pewno ma sens budować dwie linie produkcyjne dla dwóch różnych modeli czołgów.
Czytaj więcej
Choć oficjalnie współpraca przemysłowa między Polską Grupą Zbrojeniową i koreańskim koncernem Hyundai Rotem układa się dobrze, to według informacji...
Z drugiej strony, wiadomo, że kooperacja ze Stanami Zjednoczonymi ma zupełnie inny wymiar polityczny, niż ta z Koreą Południową. Zaangażowanie amerykańskiego przemysłu ma wpływ na zacieśnienie tych więzi politycznych i w oczach transakcyjnie nastawionego prezydenta Donalda Trumpa może być bardzo istotne.
Nie można także przestać pamiętać, że polski budżet na obronność jest coraz bardziej napięty i sfinansowanie zakupu kolejnej partii czołgów obecnie wydaje się odległe. Biorąc pod uwagę, że w 2030 r. mamy dysponować ponad tysiącem czołgów, może się okazać, że inne zakupy zostaną uznane za ważniejsze. Do tego dochodzi jeszcze fakt, że obecnie dostarczany sprzęt będzie także serwisowany, a to również pochłonie znaczące środki.