Z tego artykułu dowiesz się:

  • Które kluczowe kwestie sporne zagrażają harmonogramowi polonizacji czołgów K2.
  • Co jest przyczyną konfliktu o lokalizację centrum serwisowego silników czołgowych.
  • Dlaczego niektóre polskie spółki zbrojeniowe rozważają wycofanie się z projektu.
  • Jak obecne problemy mogą opóźnić uruchomienie produkcji komponentów w kraju.

Obecnie w Wojsku Polskim jest ponad 200 czołgów K2. Pierwszych 180 zostało już dostarczonych na podstawie umowy z 2022 r. Nieco ponad rok temu, 1 sierpnia 2025 r. podpisano drugą umowę. Jak informuje Agencja Uzbrojenia, „przedmiotem jest dostawa 180 czołgów K2 w latach 2026-2030, spośród których 116, w dotychczasowej konfiguracji K2GF, zostanie dostarczonych w latach 2026-2027, a 64, w konfiguracji K2PL, w latach 2028-2030. Zgodnie z umową montaż końcowy 61 czołgów K2PL realizowany będzie w Zakładach Mechanicznych Bumar-Łabędy.

O ile ta pierwsza umowa była po prostu „zakupem z półki”, czyli armia kupowała sprzęt u zagranicznego dostawcy, to przy okazji drugiej mocno skorzystać ma nie tylko Wojsko Polskie, ale także nasz przemysł zbrojeniowy.

Czytaj więcej

Rok przełomu w zbrojeniówce?

Dlatego w grudniu ubiegłego roku Agencja Uzbrojenia podpisała z Hyundai Rotem umowę licencyjną na transfer technologii w zakresie czynności MRO (obsług, napraw i przeglądów) dla czołgów K2GF oraz K2PL. Tego samego dnia zawarto także umowę sublicencyjną z Bumarem-Łabędy. Jak informuje AU, „przedmiotem umowy sublicencyjnej jest przekazanie nabytych od spółki Hyundai Rotem Company w powyższym kontrakcie licencyjnym uprawnień do realizacji czynności w zakresie obsług, napraw i przeglądów czołgów K2GF oraz K2PL”. W uproszczeniu chodzi o to, że to państwo polskie jest właścicielem tych technologii kupionych od Koreańczyków i przekazuje je spółkom PGZ.

Silnik współpracy nieco zatarty

Dostawy czołgów wyprodukowanych w Korei idą dalej bez zarzutu, najnowszą partię – 28 pojazdów, odebraliśmy pod koniec sierpnia. Jednak problemy pojawiają się w rozmowach przemysłowych. Oficjalnie jest dobrze. – Prace nad transferem technologii dotyczącej czołgów K2 przebiegają zgodnie z założonym harmonogramem – odpowiadają na nasze pytania przedstawiciele PGZ.

Ale rzeczywistość jest bardziej złożona. Trudnością jest m.in. decyzja, gdzie mają być serwisowane silniki czołgów. W oficjalnej korespondencji z PGZ skierowanej do Ministerstwa Obrony Narodowej i Ministerstwa Aktywów Państwowych, która została wysłana w lipcu, spółka kwestionuje m.in. to, że przedstawiciele ministerstwa obrony Korei Południowej chcą, by ten transfer technologii został ulokowany w Bumarze-Łabędy, a nie Wojskowych Zakładach Motoryzacyjnych. Spytaliśmy o to w PGZ. – Spółką rekomendowaną w Grupie PGZ do świadczenia serwisów i napraw silników do czołgów K2 są Wojskowe Zakłady Motoryzacyjne S.A. w Poznaniu. Aktualnie trwają szczegółowe analizy techniczne w tym zakresie – odpowiedzieli nam przedstawiciele spółki.

Problemem jest to, że jednak wcześniej WZMot, będąc w konflikcie z Hyundaiem, odmawiały m.in. wpuszczenia ich przedstawicieli do swojego zakładu, a także podania kosztów inwestycji w infrastrukturę. Ten konflikt to pokłosie m.in. rozwiązania konsorcjum, które wcześniej tworzyły wspólnie PGZ, WZMot i Hyundai Rotem, a także wcześniejszych ustaleń między spółkami zawartych w tzw. Term Sheet. Między polskimi i koreańskimi partnerami jest dużo złej krwi.

Dodatkowo z punktu widzenia Koreańczyków dużą wadą tej lokalizacji jest to, że w Poznaniu są już serwisowane silniki do Leopardów, czyli pojazdów konkurencyjnych. Jednak to wydaje się do rozwiązania, ponieważ obsługę różnych pojazdów można oddzielić.

Czytaj więcej

Bumar-Łabędy dostanie 850 mln zł na czołgi K2 i armatohaubice Krab

Koreański przemysł uczył się kilkadziesiąt lat. Jak poradzi sobie polski?

Kwestie silnika to nie jedyna trudność, z którą się borykają przedstawiciele firm podczas rozmów przemysłowych. Polska strona uważa, że koszty szkoleń dotyczących MRO, które ma ponieść są w niektórych przypadkach radykalnie zawyżone. Jednocześnie Koreańczycy mają być bardzo mało elastyczni w tych negocjacjach. Efektem jest m.in. to, że koszty inwestycji dla poszczególnych spółek są tak duże, że np. spółki Bumar-Mikulczyce i Zakłady Mechaniczne Tarnów rozważają rezygnację z udziału w tym projekcie.

– W obszarze zaangażowania spółek trwają dalsze rozmowy handlowe oraz analizy techniczne. Ze względu jednak na toczące się rozmowy nie możemy na tym etapie udzielić szerszych informacji. W tym kontekście należy jednocześnie zwrócić uwagę na proces łączenia Bumaru-Mikulczyce z Bumarem-Łabędy – odpowiadają „Rz” przedstawiciele PGZ. Równie wstrzemięźliwa w odpowiedziach jest strona koreańska. – Na każdym etapie dostaw oraz polonizacji czołgów K2 pozostajemy otwarci na rozmowy z naszymi polskimi partnerami. Ze względu na poufny charakter negocjacji dotyczących współpracy w sektorze obronnym nie mogę obecnie przekazać dodatkowych informacji – wyjaśnia nam Kyung Tae Kang, prezes Hyundai Rotem Europe.

Są też inne problemy. Polska strona uważa, że koreańskie wymagania dotyczące ochrony pozyskiwanych technologii są zbyt ogólnikowe i strona koreańska niezbyt chętnie się dzieli informacjami o technologiach, a np. część dokumentacji jest obecnie dostępna tylko w języku koreańskim.

Czy te problemy uda się rozwiązać? Jak wskazuje jeden z naszych rozmówców znających kulisy sprawy, na pewno, ale nie jest oczywiste, że uda się utrzymać harmonogram. Zgodnie z nim od 2028 r. czołgi K2PL powinny być montowane w Bumarze-Łabędy i polskie spółki powinny zacząć wytwarzać niektóre komponenty.

Umowa ramowa na czołgi K2 obejmuje aż tysiąc pojazdów. Do tej pory umowy wykonawcze zawarto na w sumie 360 sztuk. Jeśli dojdzie do podpisania kolejnych, to już wszystkie kupowane czołgi powinny być montowane w Bumarze, a polonizacja części i tworzenie łańcucha poddostawców w Polsce powinny się zwiększać.

Zdobycie umiejętności praktycznie samodzielnej produkcji czołgów na bazie współpracy z Amerykanami zajęło Koreańczykom kilkadziesiąt lat. Trudno wyrokować, jak ten proces mógłby przebiegać w Polsce, ale oczywiste jest, że podstawą musiałyby być kolejne zamówienia na czołgi K2. Obecnie trudno przewidzieć, czy w najbliższych latach faktycznie do nich dojdzie.