Walki na Ukrainie (ale też w Zatoce Perskiej) cechuje m.in. bezprecedensowa skala wykorzystania amunicji precyzyjnego rażenia i dużego zasięgu. Jej zwalczanie stanowi o przetrwaniu Ukrainy, zaś zachodnie pociski są drogie i trudne w produkcji. Stąd poszukiwanie zamienników.
System Patriot
Na Ukrainie używane są obydwa zachodnie systemy obrony powietrznej średniego zasięgu: amerykański MIM-104 Patriot i francusko-włoski SAMP/T. Obydwa wykazały się podczas obrony ukraińskiego nieba przed rosyjskimi dronami i pociskami. Pociski do tych zestawów są jednak drogie i trudne w produkcji. Przykładowo, najlepszy pocisk do Patriota, PAC-3 MSE, kosztuje ok. 7 mln dol. za sztukę, a przewidywane terminy dostaw z nowych zamówień liczone są w latach. Zarówno Ukraina, jak i inni użytkownicy nie mogą tak długo czekać.
Ponadto efektywność obrony opartej o takie pociski jest dyskusyjna: jeżeli pocisk balistyczny lub manewrujący kosztuje 1–2 mln dol., a statystyka pokazuje, że do zniszczenia każdego potrzeba więcej niż jednego pocisku przeciwlotniczego, to nagle obrona staje się nieporównywalnie droższa od działań napastniczych. Stąd próby znalezienia alternatywy.
Patrioty są za drogie. Pentagon szuka taniej alternatywy
O tym, że pociski do Patriotów, nawet tańsze pociski PAC-2 GEM-T, są kosztowne, wiadomo od dawna. Podczas negocjacji programu Wisła w Polsce przewijał się problem opracowania pocisku niskokosztowego LCI (Low Cost Interceptor), ale zniknął wiele lat temu, być może na rzecz „super-CAMM-a” w wersji MR, tj. największego planowanego pocisku Narwi.
Czytaj więcej
Rząd zdecydował się na zakup dodatkowych kilkuset rakiet do systemu Patriot wspólnie z innymi państwami NATO. Pozyskane maja być starsze rakiety PA...
US Army niedawno uruchomiła projekt pozyskania taniego pocisku. Ma on być skuteczny głównie przeciwko prostszym celom (samoloty, drony, pociski manewrujące, śmigłowce – choć w grę wchodzi też zwalczanie pocisków balistycznych krótkiego zasięgu), łatwy w produkcji masowej i tani. Ma składać się z czterech zasadniczych komponentów (system kierowania ogniem, silnik, układ naprowadzania, głowica z korpusem), z których każdy ma kosztować nie więcej niż 250 tys. dol. Cały pocisk, wraz z „wkładem” do modernizacji systemu kierowania ogniem zestawu przeciwlotniczego, ma kosztować więc nie więcej niż 1 mln dol.
Wojna otworzyła rynek zbrojeniowy. Nowi gracze walczą o kontrakty
Nie wiadomo, kto zaprojektuje nowy amerykański pocisk. W Europie stale rozwijane są przede wszystkim pociski rodzin CAMM, IRIS-T i Aster, dwa pierwsze są raczej pociskami „niższego piętra” obrony powietrznej. Na kanwie wojny na Ukrainie pojawili się na rynku nowi gracze, którzy chcą sięgnąć po lukratywne zamówienia.
Czytaj więcej
Nocą z piątku na sobotę rosyjski Wołgograd został zaatakowany ukraińskimi rakietami Flamingo. Trafiły one w zakłady obronne Tytan-Barrykady, produk...
Pierwszym z nich jest ukraińska firma Fire Point, słynna dzięki produkcji pocisków manewrujących FP-1, FP-2 i FP-5 Flamingo. W maju ujawniła ona szczegóły planu opracowania pocisku obrony powietrznej FP-7.x Freya, który miałby stanowić efektor międzynarodowego (m.in. z radarem TRML-4D niemieckiego Hensoldta; opcjonalnie Saaba lub Thalesa) systemu obrony powietrznej. Kompozytowy kadłub i szerokie wykorzystanie starszych oraz zdobycznych technologii (m.in. z rosyjskiego systemu S-400) mają pozwolić na utrzymanie w ryzach kosztów przy niezłych osiągach. Głowica naprowadzająca na podczerwień lub półaktywna radiolokacyjna od Diehl Defence ma gwarantować wysoką celność. W pracach bierze jakoby udział europejski gigant rakietowy MBDA.
Nieco później, w czerwcu, estoński Frankenburg Technologies (znany z antydronowych pocisków Mk 1) ogłosił podobne ambicje. Według Bloomberga, firma także chce zbudować tani pocisk przechwytujący, który mógłby konkurować z pociskami Patriot. Firma chce na ten cel pozyskać ok. 100 mln euro, zatrudniła też inżynierów zaangażowanych dotychczas w programy pocisków IRIS-T czy SPEAR 3. Więcej szczegółów nie podano.
Obietnice są ambitne. Czy Fire Point i Frankenburg sprostają wyzwaniu?
Z pewnością wobec doświadczeń z Ukrainy i Zatoki Perskiej samo poszukiwanie pocisku niskokosztowego należy ocenić pozytywnie. Dotychczas produkowane pociski są zbyt drogie i z uwagi na zastosowane w nich rozwiązania często niemożliwe jest skokowe zwiększenie ich produkcji. Mimo zaawansowania nie są oczywiście w 100 proc. skuteczne. Jeżeli PAC-3 MSE ma skuteczność rzędu 70 proc., to pociski kosztujące 1/7 jego ceny będą wystarczające, nawet przy skuteczności rzędu 30 proc., o ile będą bardziej dostępne.
Pewne obawy można mieć co do zainteresowanych podmiotów. Firma Frankenburg produkuje jedynie małe, proste pociski do zwalczania dronów, mniejsze od polskiego Pioruna. Przeskok do pocisku zdolnego stawić czoło Iskanderom jest ogromny. Z kolei ukraiński Fire Point osiąga pewne sukcesy, ale jest w nich o wiele więcej PR niż rzeczywistych osiągnięć, a do tego za firmą ciągnie się skandal korupcyjny.