Prawie 20 mld zł za samoloty F-35, ponad 20 mld zł za 250 czołgów Abrams M1A2 SEPv3, kolejnych 40 mld zł za śmigłowce AH-64E Apache to i tak niewiele przy co najmniej 80 mld zł, które zapłacimy za osiem baterii systemu Patriot wraz z pociskami i systemem kierowania ogniem. Jeśli dodamy do tego inne zakupy w USA, chociażby podwieszane pod nasze samoloty pociski dalekiego zasięgu JASSM-ER, to w ostatnich kilku latach za Atlantykiem zakontraktowaliśmy sprzęt na grubo ponad 200 mld zł.

W żadnym innym kraju nie wydaliśmy tak wiele na sprzęt wojskowy – nawet osławione kontrakty z Koreą Południową są niewielkie w porównaniu z zakupami uzbrojenia „made in USA”.

Zakup F-16 przez Polskę. Duży przeskok i dobra lekcja

Pierwszym „dużym” amerykańskim i na pewno przełomowym dla Wojska Polskiego zakupem były samoloty F-16, które zakontraktowaliśmy w kwietniu 2003 r. za 3,5 mld dol. – Dziś umów poniżej miliarda to nawet nie zauważam – mówi ze śmiechem oficer Wojska Polskiego, który w ostatnich latach brał udział w większości negocjacji na zakup sprzętu od Amerykanów. Jednak wówczas była to kwota gigantyczna, a tak duży zakup wymagał nawet specjalnego prawa – 22 czerwca 2001 r. Sejm przyjął ustawę o ustanowieniu programu wieloletniego „Wyposażenie Sił Zbrojnych Rzeczypospolitej Polskiej w samoloty wielozadaniowe i zapewnienie warunków jego realizacji”.

Foto: PAP

Dla naszych Sił Powietrznych był to chyba najbardziej wymagający program w historii, ponieważ wymusił on zupełną zmianę filozofii działania. Statki powietrzne i system wsparcia rodem ze Związku Sowieckiego zastąpiliśmy tym amerykańskim. Abstrahując od odmiennej doktryny i taktyki użycia samolotów, trzeba było od podstaw wyszkolić setki techników, dziesiątki pilotów – tu pojawiły się m.in. problemy z umiejętnością posługiwania się językiem angielskim – a także budować całe zaplecze infrastrukturalne i logistyczne.

Czytaj więcej

Polska kupi powietrzne tankowce. To podniebne stacje benzynowe dla polskich F-35

Pewną łyżką dziegciu w tej transakcji była kwestia offsetu, który miał nam zapewnić transfer technologii. Tak w 2009 r. opisywała jego realizację Najwyższa Izba Kontroli: „Jedynie co czwarty ze zrealizowanych projektów spełnia oczekiwania, tj. przyczynia się do modernizacji polskiej gospodarki i restrukturyzacji konkretnych przedsiębiorstw.

Pozostałe dają tylko bieżące korzyści pojedynczym zakładom. Części z nich dotąd nie rozpoczęto. Przyczyną są błędy strony polskiej, zarówno administracji rządowej, jak i przedsiębiorców, popełnione w trakcie negocjacji”.

Patrząc z perspektywy czasu, dla państwa polskiego była to dobra lekcja. W ostatnich latach powstały zresztą regulacje, które pozwalają, by dzięki offsetowi faktycznie rosły zdolności naszej zbrojeniówki. Tak dzieje się m.in. w Wojskowych Zakładach Lotniczych nr 2 w Łodzi, które będą m.in. serwisować części śmigłowców AH-64E Apache (umowy z koncernami Lockheed Martin i Boeing) czy silniki do czołgów Abrams (Honeywell).

Warto jednak pamiętać o kwestii podstawowej: offset to zakup technologii za pieniądze podatnika polskiego, a nie „prezenty” od administracji amerykańskiej – jeśli do umowy na zakup uzbrojenia dołączony jest offset, to cena, którą płacą polscy podatnicy, rośnie.

Polskie wydatki na broń z USA liczone w setkach miliardów

Zakup 48 samolotów F-16 był w swoim czasie przełomowy, ale na tle kontraktów z ostatnich lat nie robi już takiego wrażenia. Od ośmiu lat na polu wzmacniania polskich zdolności do obrony mamy do czynienia z prawdziwymi żniwami amerykańskiej zbrojeniówki. W 2018 r. Polska zdecydowała się na zakup dwóch pierwszych baterii systemu obrony przeciwrakietowej Patriot. Ten sprzęt jest już w gotowości bojowej, stacjonował m.in. na warszawskim Bemowie. W 2023 r. zamówiliśmy kolejne sześć, które mają być dostarczone w latach 2027–2029. Wraz z wyrzutniami zamówiliśmy także ok. 800 pocisków PAC-3, system kierowania ogniem IBCS oraz inne elementy uzbrojenia. Patriot ma tworzyć górną warstwę naszego zintegrowanego systemu obrony przeciwlotniczej i przeciwrakietowej. W sumie wydamy na obronę polskiego nieba ok. 250 mld zł, z czego do USA popłynie co najmniej 100 mld zł. Jednak jak pokazują doświadczenia z Ukrainy, ochrona nieba jest podstawą do podtrzymania infrastruktury krytycznej w czasie „W”.

F-35 Lightning II

F-35 Lightning II

Foto: Infografika PAP

Zakupem, o którym najgłośniej było w ostatnich tygodniach, są samoloty F-35. W czerwcu trzy z 32 zamówionych maszyn przyleciały do Polski. Do końca roku będzie ich jeszcze co najmniej dziesięć, a jak w „Nowej Technice Wojskowej” zapowiada dowódca operacyjny gen. Ireneusz Nowak, dostawy powinny się zakończyć do 2029 r. Zapłacimy za nie ok. 20 mld zł, ale do tego trzeba jeszcze doliczyć koszt odpowiedniej infrastruktury i przygotowania lotnisk. Choć są to obecnie jedne z najbardziej nowoczesnych samolotów na świecie, to wydaje się, że dla naszych Sił Powietrznych wdrożenie ich do służby będzie mniejszym wyzwaniem niż to związane z zakupem samolotów F-16. Po prostu wiemy już sporo o tym, jak funkcjonują i jak należy obsługiwać amerykańskie samoloty.

Jeśli chodzi o sprzęt latający, to w 2028 r. powinny się rozpocząć dostawy pierwszych śmigłowców AH-64E Apache, które produkuje amerykański potentat Boeing. Ministerstwo Obrony Narodowej zdecydowało się aż na 96 takich statków i zapłacimy za nie ok. 40 mld zł. – Polska będzie miała drugą co do wielkości flotę tych śmigłowców. To dla Boeinga ważne zobowiązanie wobec waszego kraju, które będzie trwało dekady i jesteśmy tym bardzo podekscytowani. Da nam to możliwość rozwoju naszych zdolności. Myślę, że nie tylko Boeing odniesie sukces, ale cała branża lotnicza w Polsce również odczuje wzrost dzięki temu zakupowi, ponieważ nawiązujemy z nią współpracę – zapowiadał w niedawnym wywiadzie dla „Rzeczpospolitej” Kelly Ortberg, CEO Boeinga.

Właśnie trwają dostawy pierwszych z 32 wielozadaniowych myśliwców F35, a już rozważany jest zakup ko

Właśnie trwają dostawy pierwszych z 32 wielozadaniowych myśliwców F35, a już rozważany jest zakup kolejnych dwóch eskadr tych samolotów

Foto: Lockheed Martin Corporation

Tak duża liczba zakontraktowanych śmigłowców budzi kontrowersje, ponieważ ich utrzymywanie będzie przez dziesięciolecia pochłaniać olbrzymie środki, które można było skierować chociażby na ochronę przeciw bezzałogowcom.

Polskie zakupy uzbrojenia w USA nie obejmują tylko domeny powietrznej, ale także tę lądową. Dokładnie pięć lat temu, w lipcu 2021 r. w 1 Warszawskiej Brygadzie Pancernej Jarosław Kaczyński i Mariusz Błaszczak ogłosili, że kupimy czołgi Abrams. Do podpisania wartej prawie 20 mld zł umowy na zakup 250 czołgów w najnowszej wersji M1A2 SEPv3 doszło niecały rok później, a na początku 2023 r. zawarliśmy kolejny kontrakt – tym razem na 116 używanych czołgów w starszej wersji M1A1. Niewątpliwą zaletą tych zakupów było to, że pojazdy do końca 2026 r. będą w Polsce. Problemem było to, że nie zadbaliśmy o odpowiednie zaplecze – m.in. wozy towarzyszące czy udział polskiego przemysłu w produkcji. W większym stopniu zrobiliśmy to chociażby przy zakupie południowokoreańskich czołgów K2, których zakontraktowanych jest już w sumie 360.

Czas na pogłębioną współpracę między polskim i amerykańskim przemysłem obronnym

To się niestety wpisuje w szerszy trend: mimo polskich zakupów liczonych w setkach miliardów dol. do tej pory nie doszło – nie licząc przejmowania polskich zakładów będących w kłopotach przez takich gigantów jak RTX czy Lockheed Martin – do znaczącej kooperacji polsko-amerykańskiej w obszarze zbrojeniowym. Dobrym przykładem jest tutaj zakup systemu artylerii rakietowej Himars. Mimo że negocjowaliśmy zakup sprzętu wraz z przeniesieniem produkcji do Polski, skończyło się tym, że kupiliśmy zaledwie 20 wyrzutni, a żadnego transferu nie było.

Za to kilka lat później zakupiliśmy w Korei Południowej aż 290 wyrzutni K239 Chunmoo, czyli odpowiednika amerykańskiego Himarsa. Co kluczowe, od 2029 r. będą w Polsce produkowane pociski CGR-080 przez joint venture, które utworzyły południowokoreańska Hanwha Aerospace i polska Grupa WB.

Co stanęło na przeszkodzie, byśmy w ten sposób kooperowali z Amerykanami? Wydaje się, że główną przyczyną była niechęć do dzielenia się technologiami przez amerykańską administrację i tzw. zasady ITAR (International Traffic in Arms Regulations), czyli regulacje dotyczące eksportu wrażliwego uzbrojenia i technologii.

366 Abramsów kupionych w USA to największa flota tych czołgów w Europie

366 Abramsów kupionych w USA to największa flota tych czołgów w Europie

Foto: Mat. pras.

Czy to się zmieni? W czerwcu Brian Schimpf, CEO wycenianej na ponad 200 mld zł amerykańskiej spółki zbrojeniowej Anduril, zaapelował na łamach „Financial Times” o „zresetowanie rygorystycznego amerykańskiego systemu eksportu broni, aby ułatwić sojuszniczym krajom produkcję amerykańskiej broni”. Warto przypomnieć, że spółka, która specjalizuje się w produkcji bezzałogowców, rozmawia o szerokiej kooperacji z Polską Grupą Zbrojeniową, a w rozmowy zaangażowane jest także Ministerstwo Aktywów Państwowych.

Być może to właśnie będzie przełom w polsko-amerykańskich relacjach przemysłu obronnego. Bo do tej pory Polska była klientem, a USA sprzedawcą. Wydaje się, że lepszego czasu na zmianę tych relacji i budowę głębszego partnerstwa nie będzie.